piątek, 3 czerwca 2016

Od Dean'a

Byłem w sali tronowej króla piekieł, gdy zbliżałem się do wielkich drewnianych, obitych metalem
drzwi do sali Sama, słyszałem coraz wyraźniej kłótnie, najgłośniej było słychać Crowley'a.
Wszedłem do środka i zastałem tych dwóch ćwoków wrzeszczących na siebie jak banda rozwydrzonych dzieciaków, ale kompletnie na to nie zareagowałem ponieważ moją uwagę przykuło puste łóżko,rozejrzałem się po sali ale Sama nigdzie nie widziałem nie mogłem też go wykryć.
Po obejściu sali dookoła, wolnym krokiem i nawet zajrzeniu pod łóżko spytałem:
-Gdzie jest Sam ? - tymi słowami przerwałem kłótnie która była dla mnie tak nie znacząca ,że nawet
nie próbowałem jej zrozumieć.
-Chcesz wiedzieć? - powiedział kpiąco Crowley, atakując wzrokiem Casa, gwałtownym krokiem
podszedł do kolejnych wrót a za nimi ujrzałem Sama, siedział skulony w kącie, kołysał się na boki.
Wszedłem do środka, i podbiegłem do brata, płożyłem ramie na jego barkach klękając.
-Sam, Sam, Sammy ? co ci jest ? - po głowie chodziło mi na raz wiele myśli, czy to przez mnie ?
Był cały przepocony i nadal wyglądał jak menel, nie kąpał się chyba od roku, od momentu gdy go
zostawiłem. Nagle gwałtownie się na mnie spojrzał i uciekł pod ścianę nie wstając z ziemi, patrzył
się na mnie wielkimi oczyma i jeszcze bardziej się pocąc mówił.
-To nie ty, przestań wreszcie ! Idź stąd ! Nie dam sie nabrać!
Krzyczał przerażony, i po tych słowach gryzł się w przedramię (w podobny sposób rozróżnialiśmy
świat realny od fantastycznego pojawiającego się w trakcje omamów)
-Sam to ja! będzie dobrze, pomogę ci.
-Idz sobie!
Rzucił się na mnie z pięściami, atakował tak jakby walczył o życie nie tylko swoje ale i dziesięciu
innych osób, ja tylko blokowałem ciosy a gdy się zmęczył, osunął się na ziemię i spuścił głowę.
-To nie ma sensu, w końcu odpuścisz - powiedział dalej się gryząc
Z rany lała sie krew, miał ją na zębach i na i tak już brudnych ubraniach. Złapałem go za rękę.
-Przestań! - powiedziałem surowo
Gdy go dotknąłem poczułem nową możliwość, wszedłem jakimś cudem do wnętrza Sama.
Widziałem tam klatkę, zawieszoną w nicości, to ja w niej byłem a na drugim końcu Sammy,
patrzący się na tajemniczą postać, która powoli spojrzała się na mnie przez ramie,
rozpoznałem w niej Lucyfera.
-Witaj Dean - uśmiechnął się szyderczo i zniknął pozostawiając po sobie echo przeszywającego śmiechu.
Nagle zostałem wyrzucony z podświadomości Sama, aż mnie to zabolało, zbyt szybko wróciłem do siebie, złapałem się za głową próbując powstrzymać zawroty a gdy to się stało sprawdziłem tętno Sama, żył a jego serce biło jak dzwon, szarpałem go za barki żeby się obudził a gdy to nie
skutkowało dałem mu z liścia, jedn, drugi i za trzecim zamachem ocknął się w porę, ręka zatrzymała
się kilka centymetrów od jego policzka. Spojrzał się na mnie tymi wielkimi szczenięcymi oczyma,
i spytał.
-Dean?
-A niby kto ? Księżniczka Fiona?
-Spadaj - ledwo mówił, prawie nie otwierając ust
-Pięknie dziś wyglądasz
-Weź mnie stąd
Nie musiał mi tego powtarzać, przeniosłem się z nim do hotelu. Pomogłem mu usiąść na łóżku.
-To był...
-Lucyfer - dokończyłem
-Chyba potrzebuje pomocy
-Zawsze ci pomogę
-To czemu mnie zostawiłeś?
-Nie panowałem nad sobą
-A teraz?
-Jest w normie
-Baran
-Suka
Wstał trzymając dłoń na klacie i poszedł do łazienki, nie zamknął drzwi od niej dzięki czemu
widziałem coś co mnie przeraziło.

https://jcarsonreviews.files.wordpress.com/2015/10/sam.gif

Przyglądał sie temu uważnie, gołym okiem było widać jak czerń się powiększa.
-A to skąd ? - spytał nie odrywając wzroku od lustra


http://media3.popsugar-assets.com/files/thumbor/YuWePwPQlWI8rZB1nbGrNRrOqVE=/fit-in/1024x1024/2014/02/25/906/n/1922398/d832c469c120da20_tumblr_inline_mw9m7h7dP31s1gkd9/i/I-Dont-Even-Have-Time-Nonsense.gif
-To może być moja wina
-Co ?
Spojrzał sie na mnie
-Napadłeś na mnie - zacząłem się tłumaczyć
-Jestem twoim bratem !
-A ja jestem potworem!
Nagle zauważyłem mocne przerażenie w jego oczach.
-A gdzie Franklin?!- spytał
-Nie żyje
-Co!?
-Mieliśmy wypadek.
-Nic nie pamiętam
-Kosiarz już go zwinął, impala rozbita a ja wprowadziłem w ciebie to cholerstwo
-Że co ? Jak ?
-Tak jakby ugryzłem cię
-Fu! jak mogłeś zbliżyć tę próchnicę do mojej skóry!
Odwrócił się, zamknął drzwi i usłyszałem głos wody w prysznicu.
-Taa jasne rozgość się! - powiedziałem - palant- dodałem pod nosem.
Wiedziałem ,że będzie musiał wrócić do Casa i Crowley'a oni jakoś spowalniają infekcje ale
też wiedziałem ,że muszę coś wy myśleć by całkowicie się jej pozbyć.
Ale chciałem się rozluźnić, trochę odstresować.

Pojawiłem się centralnie na wprost Emilie,
patrzyłem jej w oczy, a ona w moje. Nasze oczy przecięły się wzrokiem pełnym...
Właśnie, pełnym czego ? Miłości ? Nienawiści ? było to niejako skomplikowane
Patrzyliśmy się tak na siebie kilka sekund, może minut, lekko się pochyliłem. 
Emilie czuła mój ciepły oddech na swoim jasnym policzku, wzdrygnęła się.
Musnąłem jej usta swoimi wargami. Były słodkie, czułem się
jak w transie. I po chwili nasze języki splotły się w namiętnym pocałunku.
Przylgnęli do siebie, całkowicie zatraceni w swoich uczuciach.

https://66.media.tumblr.com/d51549cdda58aee62edc2aca59c2d4e2/tumblr_inline_n9qpa8AKvj1rk4p6f.gif

Po czym oderwaliśmy się od siebie a ona pochyliła lekko głowę na bok przyglądając się mi.
-Widzisz? Jak chcesz to potrafisz.
-Nawet nie wiesz ile
-I chyba narazie nie chcę się przekonywać.  Co robiłeś?
-Chcesz wiedzieć?
-Inaczej bym nie pytała.
-Sammi'ego nawiedza znów Lucyfer, ostatnio gdy to robił w głowie Sama zbudowałem ze znajomym barierę która chroniła psychikę brata przed kompletnym zatraceniem, czyli znów mogę stracić brata.
-Nie ciekawie widzę
-Może masz ochotę na wspólny wieczór?
-Hmm... dziś nie mam czasu zapytaj jutro a może pozwolę ci się zapytać o to samo za dwa dni.
Pocałowała mnie w policzek i poszła przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz