Widziałem jak ta istota się męczy, było mi jej szkoda, to nie jej wina, sama nie wybrała
takiego losu, nie miałem serca jej dłużej krzywdzić, zmieniłem więc swoje zachowanie.
Chwilę jeszcze się na nią patrzyłem w ukryciu ale gdy ona upadła i się załamała pojawieniem się
w innym miejscu, podszedłem do niej i wyciągnąłem do niej dłoń, by pomóc jej wstać,
spojrzała się na mnie rozczochrana i zapłakana oraz pełna nienawiści do mnie lecz skorzystała
z mojej pomocy, dawno nie czuła ciepła innej osoby. Gdy już wstała, patrzyła się na mnie,
powstrzymując już znikome łzy, nic nie mówiła tylko patrzyła się na mnie, nie ukrywam było to krępujące,
przytuliłem tą istotę chyba dość nieudolnie bo nie robiłem tego od wieków, w sumie to nigdy,
zawsze byłem sam. Gdy była w moich objęciach łzy znów powróciły, zaczęła szeptać.
-Czemu to robisz?
-Zrozumiałem swój błąd
-Nie wierze ci,jesteś potworem
-Crowley. - dodałem - zwrócę ci wolność
Spojrzała się na mnie nadal będą w uścisku.
-Naprawdę?
-Tak, wrócisz do swoich
Przymrużyła oczy dokładnie mnie oglądając, odepchnęła mnie.
-Kłamiesz
Nie przestawała się patrzeć w moje oczy
Pstryknąłem palcem i nagle znaleźliśmy się nad urwiskiem, usiadłem tak że nogi mi zwisały z niego
i zaprosiłem obok siebie Emilie.
-Tym razem gdzie jesteśmy? - spytała
-Jesteś na ziemi, niedługo Dean tu przyjedzie z Sammem, zawsze przyjeżdżają w takie miejsca
i się rozklejają przy piwie.
-Dean tu będzie?! - podekscytowała się
-Wieczorem (było południe)
-To dlaczego teraz tu jesteśmy?
-Chcę z tobą pomówić.
-A jeśli ja nie chce?
-Chciałem tylko żebyś mnie bardzo źle nie zapamiętała, ja wykonuje tylko swoją pracę, muszę być taki
jaki jestem bo pod mną jest biliony demonów którzy mogą się zbuntować gdy nie spodoba im się moje panowanie, szczęście w tym ,że żaden z nich nigdy się nie buntuje.
-Haha na pewno cię nie zapamiętam jako kogoś dobrego
-Jeszcze chce obgadać sprawę z Lucyferem i Gabi, mamy sobie wiele do powiedzenie.
I tak nasza rozmowa trwała już 6 godzin, aż wybiła godzina 20:06, od 6 minut Emilie i ja nic nie
mówiliśmy. Musiała przemyśleć to o czym jej powiedziałem, a rozmawialiśmy o historii Gabi,
o nikłej potędze Lucyfera i o innych drobniejszych sprawach, nawet zacząłem ją lubić.
Nagle wstała i zeszła niżej poruszając się po pułkach skalnych, usiadła i tępo patrzyła się
w białą pianę.

Gdybyś przeszła na moją stronę miałabyś tysiące lepszych widoków a nie takie na ziemskie, zwyczajne, popatrz. Stworzyłem w dłoniach zdjęcie które pofrunęło prosto do Emilie.

-Była byś szczęśliwa
Upuściła to zdjęcie do wody.
Nagle usłyszeliśmy silnik impali, Emilie zerwała się na proste nogi, nieco zsuwając się ze
skały, i wbiegła na górę, stała na środku wpatrując się w nadjeżdżający samochód.
Dobrze się jeszcze nie zatrzymał a Dean już wybiegł z miejsca pasażera i podniósł Emilie ku górze,
przytulił ją i szeptał ,że więcej nie chce jej stracić, zamilkli w uścisku.
Sammy zaparkował impalę i oparł sie o maskę, tak jak i ja obserwował miłosną scenę dwóch kochanków.
Podszedłem do niego.
-I co teraz? - spytałem - jakie plany?
-Lucyfer znów zamknięty, znaleźliśmy pozostałe części i każda oddała to co chcieliśmy,
tyle wystarczyło by go przymknąć, chociaż na kolejne 1000 lat. - wytłumaczył Sam
Emilie z niedowierzaniem spojrzała się na Sama później znów na Dean'a
-To prawda?
Przytaknął.

-W końcu będę miała spokój! - po chwili euforii zauważyła ,że każdy się na nią patrzy, na nią i na Dean'
-Coś mam na twarzy? - spytała
Dean zaczął tłumaczyć.
-Sammy wyjeżdża, Crowley wraca do siebie.
-Dlaczego wyjeżdża?
-Będzie polował
-Oh, no - spuściła głowę- to już się więcej nie zobaczymy- miała na myśli Dean'a
-Jedzie sam, ja zostaje
-Przecież to niebezpieczne, zawsze pracowaliście razem.
-Nie martw się o mnie, będę jeszcze na imprezie a Dean tu zostaje ze swoją narzeczoną
Dean klęknął przed Emilie i się oświadczył.
-Emilie wyjdziesz za mnie?
Była to tak wzruszająca chwila ,że nawet we mnie się coś poruszyło, a tak być nie może więc,
wróciłem do piekła. Spotkałem tam swoją matkę, siedziała na moim tronie

Ale gdy zauważyła moje przybycie podeszła do mnie, z każdym krokiem robiąc bardziej
rozparzoną minę.
-Tak nie można

-Dziękuje ci matko
-Ja tylko głośno myślałam
-To jest bardzo dobry plan, musiałem go zrealizować.
-Nie wolno grać miłością w ten sposób
Minąłem ją i usiadłem na tronie.
-A co ty wiesz o miłości, ja powstałem w wyniku orgi, sama nie wiesz kim jest mój ojciec,
nigdy mnie nie chciałaś.
-Oddałeś duszę za kolejne 3 cm długości penisa - powiedziała z zażenowaniem
Nie skomentowałem tego, napiłem się whiskey i dodałem - teraz jestem królem.
-Nie doceniałam cię, jesteś bardziej przebiegły.
-Co u Dean'a?
-Już wie ,że wypuściłem Emilie.
-Spotkał się z nią?
-Tak, i załamał się po tym jak ona go odrzuciła, powiedziała ,że go nie kocha i nigdy nic do niego
nie czuła, był dla niej tylko wprowadzeniem, ochroną, marionetką którą sobie grała.
-A dalej
-Jesteś okrutny.
-Gadaj!
-Tak, widział jak uprawia miłość z Lucyferem
-I co teraz robi?
-Wymyka się nam spod kontroli, zabija naszych.
-Przewidziałem ofiary tego przedsięwzięcia. W końcu będzie mi w pełni oddany.
-Nie była bym tego taka pewna - dodała Rowena pod nosem
-Czemuż tak miałoby nie być
-Ma już swoich zwolenników. Fergus on zakłada odrębne piekło, nową odnogę.
-Zajmę się tym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz