piątek, 3 czerwca 2016

Od Emilie

   Nie będzie tak łatwo, o nie... jeszcze się zdziwi, jak trudno jest poprosić mnie o ''spędzenie wieczoru'', chociaż niewyobrażalnie bym chciała odetchnąć chwilę, a tym bardziej przy nim. Jednak... musiałam się ogarnąć, nie pozwolić na rozmarzanie ani tracenie równowagi. Miałam się nie zatracać w uczuciach, odpuścić... teraz po prostu trzymam wszystko na dystans. Oprócz sytuacji z Gabi i ojcem. Na punkcie swojej siostry jestem bardzo wrażliwa, nie lubię gdy się o niej mówi, nienawidzę gdy ktoś uważa ją za martwą. Choć byłam na pogrzebie, widziałam ją martwą przez ułamek sekundy to i tak wierzę, że będąc córką anioła musi żyć, a przynajmniej być w piekle jako wydana dusza.
  Bolało mnie zniknięcie ojca i to, że nie daje znaku życia ani wcześniej nie pomyślał o żadnych wskazówkach. Gdy wyjeżdżał na tajemne wypady i ukrywał je przed mamą, w sprytny sposób dawał swoim kumplom znak gdzie jest w razie gdyby coś mu się stało. Czyżbym była na tyle głupia i nie mogła zauważyć jakiś ukrytych odpowiedzi? Albo po prostu, najzwyczajniej w świecie o nich zapomniał... Musiałam go odnaleźć. Nie mogę popełnić tego samego błędu który miał miejsce w sprawie mojej siostry. Nie zniosę utraty ojca z mojej winy. Poza tym, nie zostawię go tam gdzie jest. Gdy znikał nawet gdy ja się urodziłam i gdy miałam sześć lat zaginął na tydzień, ale dawał znaki życia co dwa-trzy dni mówiąc, że pojechał na ''męski wypad''. A mama w to wierzyła. Choć czasem miałam wrażenie, że podejrzewa, że ją okłamuje. Mama wie o istotach nadnaturalnych ale nie ma pojęcia kim jest tata... czasem boję się, że coś mu się stanie a mama tego nie wytrzyma. Bo w prawdzie tylko on jej został.
  Zostawiając Deana za sobą pojechałam do domu. Mama siedziała w domu, przed pracą jeszcze studiując swoją rolę, przywitałam się z nią ale nawet nie zwróciła na mnie uwagi. Zawsze skupiała się na pracy, oddawała jej w stu procentach. Ja robiłam to samo by odnaleźć ojca i wierzyłam, że tym razem nie nawalę.
  Weszłam do pokoju rodziców i zamknęłam za sobą drzwi. Padłam na kolana do albumów które miała mama z wakacji. Przed otwarciem go wstrzymałam oddech, ciężko było mi spojrzeć na Gabi po tym wszystkim. Widziałam, jaka była szczęśliwa, ile razy przychodziła do mnie rzucając trzy albumy na moje łóżko i żądała by je oglądać, co sprawiało nam wiele radości.
  Ale nie teraz. Nie po tym, co zaszło.
  Otworzyłam album i przekartkowałam szybko strony szukając czegokolwiek. Myślże! Gdzie ojciec mógł zaszyfrować odpowiedź gdzie jest?
  Zaczęłam myśleć o wszystkim i o niczym, doszukiwałam się odpowiedzi we wszystkich jego ostatnich słowach. Nic nie powiedział, jedzie na pieprzone ryby! Na ryby!
  Zaraz...
  Znałam każdą stronę na pamięć i wiedziałam jakie zdjęcie następuje po którym, doszłam do zdjęć znad jeziora Great Salt Lake w stanie Utah. Tam zawsze tata łowił ryby, mama jeździła na urlopy a my z siostrą biegałyśmy po lesie szukając odpowiedniego drzewa do budowy domku, który i tak swoją drogą nigdy nie powstał.
  Musiałam tam pojechać. Ale nie mogę zabrać Deana. Ojca chcę odnaleźć sama, on musi opiekować się bratem i ma zostać tutaj, na miejscu. A mnie nic się nie stanie.
  Wyjęłam trzy zdjęcia z tego jeziora, przejrzałam każde dokładnie, ale nie zauważyłam nic szczególnego co potwierdzi moje podejrzenia. Gdy spojrzałam na ostatnie zdjęcie, mając w sobie iskierkę nadziei zobaczyłam napis ołówkiem, był zrobiony w rogu, małymi literkami. Tata pisał najdelikatniej jak się da i na samym końcu rogu. Mama nigdy się nie dopatruje takich rzeczy, nawet nie ogląda albumów.
  Wzięłam zdjęcia ze sobą i pognałam do swojego mieszkania. Spojrzałam na Aidena i uśmiechnęłam się do niego szukając walizki z bronią.
-Wyjeżdżamy kochanie. - powiedziałam do niego czule, a on przekrzywił łeb jakby się zdziwił. - Do Great Salt Lake, spodoba ci się młody.
  Wstał, zaszczekał głośno a ja spojrzałam na niego zaskoczona.
-Co ci nie pasuje? - spytałam głaszcząc go za uchem.
-To, że jedziesz tam potajemnie. - usłyszałam za plecami głos Deana.
  Odwróciłam się powoli na pięcie w jego stronę śmiejąc się.
-Zgadza się. - ruszyłam szukać walizki.
-Wydaje mi się, że nigdzie nie pojedziesz. - odparł nad wyraz spokojnie.
-Co to miało znaczyć? - stanęłam przed nim zupełnie zbita z tropu.
-To, że nawet nie masz czym.
-Co? Zaraz... przecież kluczyki... co zrobiłeś z samochodem?!
-Jestem mechanikiem Em! - roześmiał się. - Po prostu bez problemu otworzyłem samochód i zwinąłem ci go.
-Jakim cudem?! Kluczyki mam w... - wymacałam tylną kieszeń spodni. Kluczyków brak. - Tego nie wytłumaczysz!
  Zaczął się głośno śmiać, stanął przede mną prosto i dumny z siebie spojrzał w oczy.
-Słonko, ja przecież nie wiem o co Ci chodzi.
-I tak tam pojadę.
-Niby jak?
-Przypominam... - znalazłam walizkę i wzięłam ją za uchwyt. - geniuszu, że są jeszcze linie kolejowe... i autobusowe.
-Nie mów, że będziesz podróżować z walizką pełną broni i amunicji na nadnaturalne istoty z wielkim owczarkiem niemieckim pod pachą. - parsknął.
-Jak Boga kocham, przywalę ci.
  Nastawił policzek i czekał.
-No, dawaj, wybij mi wszystkie zęby bokserze.
-Spieprzaj. - mruknęłam a on zastąpił mi drogę.
-Muszę cię podwieźć. Jesteś beze mnie zgubiona... - udawał przejętego.
  Ja mu kurcze pokażę, co to przejęcie.
-Wiesz? Masz racje. - przytaknęłam. - Zawieziesz mnie. Ale bez wkurzania mnie całą drogę.
-Tak łatwo się zgadzasz?
-A widzisz, żebym miała jakieś inne wyjście z tej sytuacji, gdy stoisz przede mną blokując wyjście z mieszkania?
-Słuszna uwaga. - odparł dumny i przepuścił mnie w drzwiach.
  Rzecz jasna, mogłam teraz dać w długą, ale po co gdy można zrobić Deana w konia przy tym denerwując go niemiłosiernie.
  Gdy zapakował mi walizkę do bagażnika impali jak prawdziwy dżentelmen, a ja siedziałam na siedzeniu pasażera udając niezadowoloną obmyślałam jeszcze raz to co zaraz zrobię. Obawiałam się, że się nie nabierze tak łatwo, nie jest przecież głupi... ale spróbuję.
  Wsiadł, włożył kluczyki do stacyjki...
  Teraz albo nigdy.
-A gdzie jedziemy tak właściwie? - spytał.
-Do G... Kurde! Zapomniałam dziennika taty... to dla mnie cholernie ważne, potrzebuję go... przyniesiesz...?
-Czuje się wykorzystywany.
-Proszę. - dodałam przez zęby.
  Westchnął ciężko i wyszedł z samochodu.
  Gdy zniknął za drzwiami budynku ja przesiadłam się szybko na miejsce kierowcy i... na Boga, nie zabrał kluczyków.
  Okazałam się mistrzem, geniuszem zła.
  Odpaliłam silnik i odjechałam z piskiem opon. Miałam świadomość tego, że jak stanie się coś impali to jak mnie znajdzie, to zabije mnie, jeśli wyjdę z tego wszystkiego cało, ale szkoda, że nie zobaczę jego miny.

  Kilkugodzinna jazda stała się nudna, włączyłam radio i śpiewałam głośno jadąc przez puste, zalesione drogi. GPS jednak się opłacał. Musiałam stanąć gdzieś by wypuścić na chwilę psa by się załatwił, dać mu coś do zjedzenia i picia, wtedy mogę ruszać. To było jak moje małe dziecko o które uwielbiałam się troszczyć. Nie mogłam go zaniedbywać, wtedy ja czułabym się nieszczęśliwa.
  Gdy znalazłam jakąś stację i bar dałam psu potrzebne rzeczy, psu oddałam dwa kawałki steku, które wsunął na dzień dobry i wypił wodę, Pochodził wokół baru po trawie, a ja bacznie go obserwowałam.
  Dzwonek w telefonie przeszkodził mi w podziwianiu mojego czarnego, długowłosego cuda. Dzwoniła ofiara porwanej impali, z uśmiechem na ustach odebrałam.
-GDZIE TY DO CHOLERY JESTEŚ EMILIE!? - wrzasnął.
-Spokojnie, przecież nic takiego się nie stało... - zaśmiałam się. - Aiden! Chodź!
  Otworzyłam tylne wejście do samochodu psu, gdy już wygodnie leżał ja wsiadłam za kółko i prowadziłam dalej rozmowę z Deanem.
-Ja się świetnie bawię.
-Zrobiłaś mnie w chuja, pożałujesz!
-Co mi zrobisz? - mówiłam głosem smutnej dziewczynki której właśnie odebrano pluszowego niedźwiadka. - Zabrałeś mi moje auto, dumnie stałeś przede mną zadowolony ze swoich czynów, a teraz sama zwinęłam ci auto, jeszcze sprytnie sprzed nosa. Teraz ja chodzę z podniesionym czołem.
-Bawi cię to? Słuchaj, nie jest problem, żebym cię znalazł...
-A tu się mylisz... Aiden blokuje twoją chorą, nadnaturalną nawigację. Ups... chyba to pies nie z tej ziemi, coś takiego?! - udałam zaskoczenie.
-Mścisz się, tak?!
-No przyznaj, że zupełnie się tego nie spodziewałeś. - dumna dalej brnęłam w temat.
-Dobra, może i lekko jestem zaskoczony, że TA grzeczna Emilie zawinęła mi moją impalę i spieprzyła do... właśnie, gdzie jesteś?!
-Do jednego z jezior...
-Jezior na całym świecie jest od cholery, wiesz o tym?!
-No, więc zgaduj w którym jestem. - odparłam, śmiejąc się z całej sytuacji. - Przechytrzyłam Deana Winchestera, o matko, chyba przerosłam samą siebie. Na dodatek zabrałam mu wóz! Czy zaimponowałam Panu? - spytałam poważnym tonem.
-Bardziej wyprowadziłaś z równowagi! - wrzasnął znów.
-Kochanie - zaczęłam spokojnie. - po prostu się zrelaksuj, twojej kochance nic a nic się nie stanie, na razie to tylko Ty ją skrzywdziłeś z przodu.
-Nie prowokuj nawet...!
-A co mi zrobisz, hmm? Ale jestem dumna... no cóż, niestety muszę kończyć... czeka na mnie zaginiony ojciec...
-Czekaj,czekaj! Przysięgam, że zrobię wszystko, żeby cię odnaleźć i skopać tyłek, nie powstrzyma mnie nawet ten kundel!
-Odnajdziesz mnie? Oh, tylko na to czekam, Dean. Najpierw zajmij się Samem. - odparłam uwodzicielsko. - Powodzenia.
  Rozłączyłam się i wyciszyłam telefon.
  Spojrzałam w lusterko na Aidena.
-Dean,Dean,Dean... Nawet nie wiesz co potrafię, żeby dostać to, czego chcę. A priorytetem jest odnalezienie ojca... a nie twój samochód czy duma.
  Jednak chętnie go zobaczę, jak się złości, jak krzyczy na to, że ukradłam mu samochód... jestem po prostu zdeterminowana. Odnajdę ojca i zrobię wszystko by osiągnąć swój cel. Nie zawalę TYM razem. I nic mnie nie powstrzyma.

  Weszłam do domu, adres był zapisany na rogu zdjęcia. Popytałam niektórych na ulicy i zajechałam pod dom. Stał tu wóz ojca, poszłam powoli mając w ręku pistolet dla bezpieczeństwa. Schowałam go gdy upewniłam się, że jest czysto. Chciałam zostawić Aidena, ale wybiegł i poszedł obwąchać samochód a ja weszłam do domu.
-Tato...? Jesteś tu?! - spytałam zamykając za sobą drzwi.
  Pusto. Cisza.
  Gdy weszłam w głąb korytarza kierując się do salonu zastałam tam niewyobrażalny bałagan, meble były porozrzucane po całym pomieszczeniu, kuchnia była we krwi, na podłodze znalazłam zużyte naboje.
-Tato?!
  Przyspieszyłam kroku i pobiegłam na górę. Niestety - ślepy zaułek. Nie ma go tu. Ale był. I cos go zabrało. Wściekłam się. Znajdę to coś i za to, że tknęło ojca to zabiję. Urwę łeb. Ale najpierw wolałam się tu rozejrzeć i na pewno tu zostać. Duma i humor które dopisywały mi przed przyjazdem odeszły w niepamięć, gdy na podłodze i meblach dostrzegłam widoczne ślady walki mojego ojca z... czymś...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz