NIE JESTEM WARIATKĄ! NIE JESTEM WARIATKĄ!
NIE JESTEM WARIATKĄ! NIE JESTEM WARIATKĄ!
Obudziłam się. Przed sobą zobaczyłam zmartwioną twarz współwięźnia. Odsunęłam się obawiając się jego dotyku. Usiadł na uradzonym łóżku i patrzył się na mnie.
Nagły hałas odwrócił jego uwagę. Moja też.
Klapa w drzwiach się otworzyła i dwie miseczki z jedzeniem nieznanego pochodzenia zostały na niej położone.
Współwięzień zerwał się na równe nogi i poszedł po jedzenie.
-Kurwa!-syknął zabierając rękę z miseczki.
-Trzeba odczekać 3 minuty.-powiedziałam.
Jedzenie podawane jest nam w metalowych miseczkach które są bardzo gorące. Sparzyłam się nie jeden raz. Po czasie nauczyłam się czekać mimo głodu.
Chłopak spojrzał się na mnie zły ale odczekał parę minut.
Kiedy siedział na moim i swoim łóżku i jadł ja niepewnie wstałam i wzięłam swoja miseczkę po czym wróciłam w swoje miejsce.
Nigdy nie byłam pewna co właściwie dają mi do jedzenia. Głód sprawia, że pomimo tego iż jedzenie jest obrzydliwe, zjadam je.
Usiadłam przy oknie.
-Jak masz na imię?-zapytał ponownie.
-Jak ty masz na imię?
-Pierwszy zapytałem.
Milczałam. Uśmiechnął się. Był to uśmiech od którego mogły zmięknąć kolana.
-Dlaczego tu jesteś?
Milczałam.
-Ile tu jesteś?
-Jak masz na imię?-pytam.
-Adam. A ty?
-Mogę zgadywać?
Milczę. Współwięzień się zastanawia.
-Wiktoria?
Milczę.
-Patrycja?-zastanawia się znowu.-Julia?
Spojrzałam na niego mimowolnie zaskoczona.
-Julia.-uśmiechnął się.
Otulam się bardziej rękami. Spoważniał.
Wstał i rozsunął łóżka. Moje wróciła na swoje wcześniejsze miejsce. Oddał mi poduszkę. Podszedł powoli do mnie i okrył mnie moim i jego kocem. Zamarłam.
Usiadł z powrotem na swoim łóżku i patrzył się na mnie a ja ukryłam twarz. Pierwszy raz od tak dawna... ktoś jest dla mnie choć w pewniej sposób miły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz