czwartek, 23 czerwca 2016

Od Julii

Ze snu wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Zobaczyłam tam uzbrojonego mężczyznę. Celował do mnie z karabinu.
-Przydzielamy Ci współwięźnia współlokatora.-powiedział-Mamy nadzieję że tutaj zgnijesz. Za dobre sprawowanie. Psychol taki jak ty. Koniec odosobnienia.
Drzwi znów były zamknięte a ja zostałam sama. Współwięzień? Po tylu dniach będę miała z nim rozmawiać. Może to ma być kara?
Ponownie zasypiam.

Kiedy się budzę, mam przed sobą 2 oczu, 2 wargi, 2 uszu i 2 brwi. Dławię w sobie krzyk, pragnienie ucieczki, paraliżujący strach, który obezwładnia moje kończyny.
-Jesteś chchchchch..
-A ty jesteś dziewczyną.-unosi brew.
Prostuję się, odsuwając się od mojej twarzy. Śmieje się, ale nie uśmiecha, a mnie chce się płakać. Rozpaczliwie uciekam przerażonym wzrokiem do drzwi, które próbowałam otworzyć tyle razy, że straciłam rachubę. Patrzę na niego.



Zamknęli mnie z chłopakiem. Z chłopakiem.
Dobry Boże.
Próbują mnie zabić.
Zrobili to celowo.
Żeby się nade mną znęcać, dręczyć mnie, sprawić, żebym już nigdy nie przespała nocy.
Niebezpieczny. Przerażający. Straszny. Silny.
Śmieje się, a ja staczam się z łóżka i uciekam w róg pomieszczenia.
Obserwuję go.
Przygląda się nędznej poduszce na wolnym łóżku, które wepchnęli tu dziś rano. Cienki materac, wytarty koc wystarczający może do przykrycia jego górnej części ciała.
Spogląda na moje łóżko.
Jedną ręką zsuwa je razem. Stopą przesuwa dwie metalowe ramy na swoją stronę pokoju. Wyciąga się na obu materacach, zgarnia moją poduszkę, mój koc. Zaczynam drżeć.
Zagryzam wargi i próbuje ukryć się w ciemnym kącie.
Ukradł moje łóżko, mój koc, moją poduszkę.
Została mi goła podłoga.
Zostanie mi goła podłoga.
Nigdy mu się nie przeciwstawię, nie pozwoli mi na to własne przerażenie, paraliż, paranoja.
-Więc jesteś.. kim właściwie? Wariatką? Dlaczego tutaj jesteś?
Nie jestem wariatką.
Unosi się trochę aby widzieć moja twarz. Znowu się śmieje.
-Nie zrobię Ci krzywdy.
Chcę mu wierzyć. Nie wierzę mu.
-Jak masz na imię?-pyta.
Nie twój interes. Jak ty masz na imię?
Słyszę jak wzdycha rozdrażniony. Słyszę, jak wierci się na łóżku, którego połowa była dotąd moja. Nie śpię całą noc. Kolana podciągam pod brodę, ramionami owijam ciasno swój drobny szkielet, zaciągam zasłonę długich brązowych włosów.
Nie będę spała.
Nie mogę spać.
Nie mogę znowu słuchać tych krzyków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz