Z dnia na dzień było ze mną coraz gorzej. Czułam, że śmierć ojca i zniknięcie siostry mnie wykańcza, zatracam się w pragnieniu mordowania tych, którzy są winni śmierci mojego ojca. Tym samym planowałam od dłuższego czasu jak dostać się do piekła, co jak co, ale ja powinnam to umieć bez problemu.
Przez myśl przechodzi mi kilka razy, by zawrzeć układ z Lucyferem, moim ojcem. Nie powinnam go tak nazywać, przecież jest tym kim jest. Wszyscy go znają, wiedzą do czego jest zdolny. To ostatnia osoba u której prosiłabym o pomoc. Ale... chyba nie mam innego wyjścia.
Gdy patrzyłam w lustro widziałam Gabi. Byłyśmy bliźniaczkami, to logiczne, że widzę tak samo siebie jak i ją. Ale teraz przestałam w nie patrzeć. Nie mam luster w domu, pozbyłam się ich. Wszystkie stłukłam i zbiłam, to pięścią to po prostu o podłogę. Wynikało to z napadów złości, bezsilności czy po prostu bólu. Straciłam wiele osób, nie chciałam już dłużej cierpieć.
Ale zemszczę się na Crowley'u i co dalej? Zemsta mnie zaspokoi? Mam świadomość, że gdy Lucyfer wprowadzi mnie do piekła mogłabym umrzeć od razu na wejściu do sali tronowej do Crowley'a... ale chyba mogłabym się dogadać z demonami. Doskonale wiedzą kim jestem, przecież z nimi pracowałam.
Wiedziałam jak wezwać ojczulka. Wyrysowałam sobie na rękach dwa pentagramy, a raczej wycięłam nożem, głęboko do krwi. Szeptałam imię demona, a gdy poczułam, że tracę świadomość zatraciłam się zupełnie w wypowiadaniu jakiś nieznanych mi słów. Powtarzałam je w kółko, aż w końcu wszystko ustało, siedziałam na ziemi po turecku, w białym kole na wzór pentagramu. Z nosa leciała mi krew, z symbolu wyciętych na rękach również.
Gdy zobaczyłam Lucyfera nie obchodziło mnie to co się dzieje z moim ciałem, to, że krwawię. Wstałam, resztkami sił i stanęłam przed nim. Uśmiechał się, jakby wiedział co chcę powiedzieć, jakby tylko czekał na błaganie o litość, o szansę. Wiedział.
-A jednak się odezwałaś. Czekałem na to.
-Chcę wiedzieć jak dostać się do piekła.
-Moja droga, niestety, nie mogę udzielić tej informacji.
-Dlaczego?
-Crowley ma wielu szpiegów. Wielu go zna a on zna wszystkich. Tylko chyba nie wie, że jesteś moją córką. Gdyby wiedział... od razu by kazał nasłać pewnie na ciebie kilku demonów. Wiesz, jaką by miał radochę z kilku dniowej tortury fundowanej tobie? Chce mnie zapuszkować, znowu. A mnie to nie pasuje... Rozumiesz.
-Mam to gdzieś, chcę się dostać do piekła.
-Inni proszą o niebo. - roześmiał się. - Jednak coś po mnie masz...
-Gabriela zniknęła.
-Sprzedała duszyczkę.
-Dlatego... chcę o coś prosić... - zaczęłam niepewnie.
Lucyfer wyprostował się i słuchał uważnie z tajemniczym uśmiechem na ustach.
-Słucham.
-Chcę... żebyś po wprowadzeniu mnie do piekła usunął mi z pamięci... Gabi... ojca... A Nathalie by nie pamiętała, że jestem. W każdym razie wiesz o mnie wszystko, wiesz, czego się obawiam, o co proszę. Nie muszę Ci mówić.
-Wiem, ale uwielbiam, gdy proszą mnie na kolanach. - uniósł dłoń i nagle upadłam przed nim.
Czułam, jakby coś mnie przyciskało do ziemi.
-Ale pod warunkiem, że oddasz mi ciało.
-Co? - spojrzałam na niego zaskoczona.
-Gdy spojrzysz w lustro powoli będą przypominać ci się momenty z ojcem i Gabi, wtedy to, co dręczy cię teraz powróci. A twoje ciało musi iść do mnie.
-Po co ci ono?
-To już nie twój interes. Zgadzasz się, tak?
Westchnęłam.
-Tak. Ale chcę pamiętać... chcę pamiętać Deana.
-Błąd. Ale dobrze, jak sobie życzysz. - mrugnął do mnie. - A, no i oddasz mi swoje niektóre dary.
-Dary?
-Nie jesteś jedyna. Każdy z twojego rodzeństwa jest jakby rozdzielony na części, chronicie mnie. Nikt was nie zabije bo nikt o tym nie wie. Dopiero gdy zginie cała dziesiątka ja umrę. Sprytne, co nie? - zaśmiał się. - A teraz robię to co mam zrobić a Ty oddajesz mi moce, ale moją cząstkę zachowujesz, tak?
-Masz pewność, że nikt tego nie podsłuchuje?
-Nie dbam o to. - zapaliły mu się dłonie a oczy zaszły się czernią.
-Czekaj... ja... nie mogę.
Wściekł się.
-Podjęłaś decyzję. Masz ze mną umowę.
-Nie mogę... zapomnieć tak sobie o...
-Nie ma zmiany decyzji.
-Właśnie teraz ją zmieniłam. I nic nie wpłynie na to... rozumiesz?
Nagle czułam, jakbym się w środku paliła. On to robił. Ruszyłam przed siebie i wybiegłam z budynku.
Szłam z baru. Tam tymczasowo pracowałam. Cały czas byłam pewna, że nie zmienię decyzji. Nic jej nie zmieni. Nawet groźby Lucyfera. Uciekam od problemów z samą sobą, przed okrutną rzeczywistością. Nie daję rady a najlepszym wyjściem uznaję zapomnienie o własnej siostrze bliźniaczce, na dodatek pomóc Lucyferowi w odzyskaniu sił.
-Gdzie tak lecisz? - usłyszałam znajomy głos.
Nie chciało mi się wierzyć. Dawno go nie słyszałam.
Rozejrzałam się dookoła, a przede mną stał Dean.
-D...Dean...? - wyszeptałam całkowicie zaskoczona.
Rzuciłam się na niego i przylgnęłam jak dziewczynka do ulubionego pluszaka. Wtuliłam się w niego wdychając jego cudowny, znajomy mi jak nikogo innego zapach. Wzięłam głęboki oddech, nie wierzyłam, że tu jest. Ostatnio wiele przeszłam, byłam sama, uciekła ode mnie przyjaciółka. Choć czułam, że mnie obserwuje.
-Twoja przyjaciółka do mnie zadzwoniła, że tęsknisz. Poza tym, masz mój samochód.
-Nie jesteś z Samem?
-Nie widziałem go dawno.
-Nie miałeś z nim...
-Słuchaj... wiem co się działo... rozmawiałaś z Lucyferem...
-Skąd...
-Po prostu... myślę, że powinnaś usunąć z pamięci Gabi i po prostu oddać ciało.
-Co?!
-Pomyśl, że będzie Ci łatwiej. Ona nigdy nie wróci, a ty masz całe życie cierpieć? Bądź szczęśliwa...
-Jestem. W końcu jesteś...
-Ale doskonale wiesz, co mam na myśli.
Zacisnęłam zęby. Spojrzałam mu w oczy.
Nie byłam w stanie mu odmówić. Niby czemu miałby robić coś wbrew mnie? Ufałam mu. Nikomu innemu. On mi został. Tylko Dean. No i Amy... która uciekła. Ale przynajmniej wiem, że kontaktowała się z Deanem. Chyba sądziła, że może mi w jakiś sposób pomóc...
-Dobrze... zrobię to.
Jego oczy zapłonęły, cały aż kipiał czarnym, dziwnym ogniem. Zmienił się w Lucyfera.
-Wiedziałem, że nie odmówisz. - roześmiał się.
-C...co...? Jak to...
-Deana tu nie ma. Jestem Lucyferem! Przybrałem jego wygląd bo wiem, że jemu ufasz.
-Nie...
-Tak. A więc... na czym to...? Ach, no tak.
Miałam pustkę w głowie. Jedyne o czym myślałam to o odnalezieniu Amy. Skontaktowałam się z nią, po setnej próbie połączenia odebrała.
-Przyjedziesz?
-Ale...
-Już mi lepiej...
-Dean przyjechał? Pomógł ci?
-W czym? - zdziwiłam się. - Ach! Te wahania nastroju i niepohamowane napady wściekłości? Co ty... mam to co jakiś czas ale teraz powoli ustaje. Nie łapię za broń, przynajmniej... Czekaj, dzwoniłaś do...
-Tak. Uważałam, że on tylko może pomóc.
-Kiedy dzwoniłaś?
-Dziś rano. Jest w drodze...
-Przyjedź.
Amy zauważyła moją zmianę. Pytała, ale ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Od razu powiadomiła Deana o tej sytuacji. Że jestem inną osobą. Podała adres a potem niepohamowanie wyrwałam jej telefon i rzuciłam w róg. Wystraszona objęła mnie, czułam jej chłód, twarda skóra przylegała do mojej. Czułam, jak mi lodowato, jak marznę. Ale tylko ją miałam i tylko ona mi potrafiła teraz pomóc. Chociaż w ten sposób...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz