środa, 15 czerwca 2016

Od Emilie

  Spaliłam następnego, kolejnemu właśnie odrywałam głowę. Sprawiało mi to przyjemność, nie umiałam nawet wyjaśnić zadowolenia, gdy mordowałam te stworzenia. Może coś mną kierowało... a może nie... wiem jedno - pragnę zabijać - ale nie ludzi, tylko te istoty. W każdej postaci, pod każdym względem, pragnę je wybić. Nie umiałam tego pohamować.
  Gdy zabiłam kilku, poobijana, wymęczona i lekko potłuczona wyprostowałam się i spojrzałam przed siebie. Widziałam tyle palących się ciał wampirów... z wilkołakami będzie ciężej. Nie mam na nie ani broni, ani amunicji. Nawet nie wiem jak z nimi walczyć. Ale się nauczę. Sama. Bo nikt inny za mnie tego nie zrobi.
  Nagle pojawił się przede mną Lucyfer, nie mogłam odwrócić od niego wzroku, kazał, bym na niego patrzyła. Uniosłam brwi, nawet nie mogłam zamknąć oczu. Czułam nieprzyjemne ciepło, jakby moja skóra się smażyła w żywym słońcu.
-Obiecałaś, że nie będziesz z nim rozmawiać.
-Z kim? - zdziwiłam się. - Nie bardzo rozumiem...
-Rozumiesz. Przypomnieć Ci to i owo? Wiem, że nie bardzo tego chciałaś...
  Zacisnęłam zęby.
-Umowa była inna. Nawet jej nie pamiętasz, ale była inna. A podpisując umowę ze mną niestety wiążą się z tym konsekwencje...
-O kogo ci chodzi?
-O Crowley'a, tego śmiecia, który zajął moje miejsce. Osłabił, a ja, żeby chronić siebie i z latami stawać się silniejszy... rozdzieliłem siebie na osiem części. Ty jesteś tą najsilniejszą. Chcesz wiedzieć o sobie więcej, prawda? Kim jesteś, co potrafisz, czego powinnaś się w sobie bać? Chcesz to wiedzieć? To przyrzeknij, że zabijesz Crowley'a.
-Nie mogę...
  Nagle z płomieni na jego dłoni pojawiła się kartka.
-Podpisz. - zażądał.
-Nie mogę.
-Zawarłaś z nim układ?
  Zdenerwował się.
-Nie, nie... ale proponował...
-Jesteś jak chorągiewka, moja Emilie... - pokręcił głową. - Raz jeden, raz drugi... na tym samym poziomie. Jeden były władca piekła, a drugi teraźniejszy. Obydwoje grają o tron... a Ty okazujesz się kluczem nie tylko do mnie...
-Przejdź do rzeczy.
-Będzie cię przekonywać do współpracy ze sobą, nie ufaj mu. Ufaj mnie.
-Nie ufam żadnemu z was.
-A komu? Temu żałosnemu facecikowi na posyłki? On należy do Crowley'a. Nie masz u niego czego szukać. Może obiecywać ci ochronę, ale na nic innego nie masz co liczyć. Jeśli posunie się za daleko, Crowley go zniszczy...
-Nie pracuje dla niego. Powiedziałby mi.
-Tak sądzisz? - zaśmiał się. - On nie może ot tak sobie o tym mówić. Poza tym... chyba sobie coś obiecaliście,hm? A raczej... on tobie...
-Nie okłamujemy się przecież. Mówiłam, że ci nie ufam!
-A powinnaś, bo mówię prawdę. Nie mam powodu, by okłamywać swoją najsilniejszą cząstkę, wiesz kiedy kłamię. Masz moją większą część. Wiedziałabyś, czułabyś, gdybym posunął się do kłamstwa. Jednakże... dotrzymuję obietnic, nie pozwalam, by ktokolwiek wpłynął na utraconą pamięć. Nałożyłem blokadę, która nie chce żadnych zmian. Ale mogę ją zdjąć. Kara za niedotrzymanie słowa...
-Nie zdradziłam cię. Nic takiego nie zrobiłam. Oddałam ci część duszy, nie całą.
-Co to ma zna...
-Nie mogłam iść na ślepo i oddać swoją duszę największemu diabłu wszech czasów. Byłabym idiotką.
  Machnął ręką, poczułam silne pieczenie na skórze, ale gdy podwinęłam szybko koszulkę nic nie widziałam, ale nadal bolało. Spojrzałam na niego, a raczej na... Gabi. Stała przede mną, całkiem jak nowa. Uśmiechała się. Zaraz za nią tata.
  A potem wszystko mi się przypomniało, trafiło mnie jak wielki, drewniany kołek prosto w serce.
  Razem z nienawiścią do Crowley'a.
  Wszystko zniknęło, a ciała wampirów nadal płonęły. Nastała cisza. Nikogo tu nie było. A ja byłam dziwnie spokojna. Jedyne co mną kierowało to żądza mordu Crowley'a.
  Jednak... zaczęłam myśleć o tym, czy Lucyfer się nadaje na władcę piekła. Wypuszczał wiele demonów do świata ludzi, szalały, mordowały, potrafiły opętać niewinnego człowieka. Za to Crowley raczej nie robi takiego zamieszania. Ale zabił siostrę.
  Musiałam rozmówić się z Deanem. Gdy dowiedziałam się całej prawdy nie boli tak bardzo, gdy mam świadomość tego, że w każdej chwili Lucyfer może mi namieszać. A gdy poczuję się słabiej psychicznie on się zjawi, spyta o coś, a ja palnę największe głupstwo na świecie. Jednak to się nie stanie. Wiem, że tylko on ma nade mną tak wielką władzę... ale muszę to zmienić. Musze wybrać. Mam dwie drogi... dwa wyjścia... okaże się, które wybiorę.
  Siedziałam w barze czekając na Deana. Piłam od małych drinków po wielkie kufle piwa. Barman spytał, czy chcę jeszcze. Spojrzałam mu w oczy.
-Nie, dzięki.
-Czeka pani na kogoś?
-Jaka pani, Emilie jestem. - uśmiechnęłam się.
-Sam. - mrugnął i podszedł do innego klienta.
  Ktoś musnął moje ramie, delikatnie i szybko. Usiadł obok i wpatrywał się we mnie. Kątem oka widziałam, kto raczył zaszczycić mnie swoją obecnością.
-Dean, Dean,Dean... nawet nie wiesz, jak bardzo masz przechlapane. - błysnęłam zębami w jego stronę.
-Zaskocz mnie. - odwrócił się do baru.
-Co poda...
-Piwo. - odparł i odwrócił wzrok w moją stronę.
-Wiem, że... znasz Crowley'a, pracujesz dla niego, kim on jest, kim jesteś Ty, no, tak po części... wiem czego chce Lucyfer no i wiem jeszcze, że jesteś kłamcą i dupkiem który nie potrafi utrzymać słowa.
-Po pierwsze... Wszystkiego najlepszego. Po drugie, tak, znam. Po trzecie... no, można tak powiedzieć... pokazałem ci już dawno kim jestem... Powiesz mi czego chce Lucyfer i tak, wiem, jestem.
-Spróbowałam nadążyć, za szybko mówiłeś. - powiedziałam mamrocząc.
-A Ty znów za dużo wypiłaś.
-Ten pan, a sorry, Sam, mnie pilnował. - mrugnął znów do mnie. - Widzisz, miły.
-I bardzo miło by mu było, gdyby cię przeleciał.
-Tacy są barmani, ale ważne, że dają co chcę. - położyłam na blat tyle ile miałam zapłacić. - Reszty nie trzeba...
-Ale tu nie ma reszty... - zaczął chłopak.
-No właśnie. Jestem tak trzeźwa, że nawet równo daję. - parsknęłam. - A Ty nie próbuj mnie dotykać, z kłamcami to ja się nie zadaję.
-Droga wolna. - zrobił miejsce w przejściu.
  Wyszłam, wyprostowana i zgrabnie krocząc przed siebie. Zatrzymałam się i odwróciłam w jego stronę.
-Nienawidzę cię.
-Dlatego się zatrzymałaś? I na dodatek odwróciłaś w moją stronę?
  Zmrużyłam oczy.
-Zaprowadzisz mnie do piekła, żebym mogła skopać Crowley'a...
  Roześmiał się.
-Ta, za dużo wypiłaś.
-Ale ja mówię serio. - spojrzałam mu w oczy i spoważniałam. On też.
-Chodź...
   Zaprowadził mnie do samochodu. Pojechał w stronę domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz