Spacerowałam po miasteczku w upalny, piękny dzień. Uwielbiałam takie. A moje miasteczko było jeszcze piękniejsze w taką pogodę. Tak. Moje. Okazało się, że stworzyłam coś pomiędzy piekłem a niebem. Nie wiem jak i kiedy to zrobiłam, ale dowodzi to temu, że najwyraźniej nie jestem taka słaba jak myślałam. Skoro umiem stworzyć odrębny świat dla pogubionych dusz... to jakby czyściec, ale coś na zasadzie takiej, że ja decyduję czy dana dusza jest na tyle czysta by mogła odejść.
Nie wiem dlaczego stałam się kimś takim. Ale na pewno o tym świecie będą mówić wszędzie. Skoro Gabriel wie co zrobiłam będzie chciał wejść tu i sprawdzić jak to wygląda. Tym bardziej, że jestem w ciąży z dzieckiem które prawdopodobnie może zniszczyć i piekło i niebo.
Było tu tak pięknie. Tak spokojnie. Ludzie nie zwracali uwagi na nic. Mieli swoje malutkie problemy, zapewniłam tu taki byt, jak gdyby w ogóle nigdy nie umarli. Na pewno niebo będzie złe, że duchy wolą trafiać tutaj. Ale niestety ja decyduję kto tu powinien trafić. I kto ma tu wstęp a kto nie. Mania niedługo mnie będzie chciała przywołać. Jednak teraz nawet ona będzie miała z tym problem. Bo staje się silniejsza z dnia na dzień.
Brzuch delikatnie się zaokrąglił, jednak czułam kopanie. Dziecko mogło urodzić się znacznie wcześniej niż mogłabym przypuszczać. Mimo tego, że moja ciąża różni się znacznie od zwykłej to nie martwię się, że przypadkiem mnie ''rozerwie''.
-Chodź tu wreszcie! Mamy do pogadania! - usłyszałam głos Manii.
Odwróciłam się w stronę, z której dobiegał krzyk.
Wpadła na mnie starsza pani. Upadły jej zakupy a ja pomogłam jej pozbierać. Nikt nie wiedział kto jest stwórcą tego miejsca ani jak ma na imię. Tylko wiedzieli, że to kobieta. Nic poza tym.
-Przepraszam bardzo. - mruknęła.
-WRACAJ TU! WIEM, ŻE MNIE SŁYSZYSZ! - znów ona, tylko bardziej rozwścieczona.
Podałam emerytce siatkę załadowanych już zakupów, podbiegł do niej mały dwunastoletni chłopiec. Chyba wnuk. Pomógł jej dźwigać a ja odprowadziłam ich wzrokiem z lekkim uśmiechem.
Bycie tu było istną przyjemnością.
-CHODŹ TU DO CHOLERY!
Przewróciłam oczami i przeniosłam się do ''ciemności'' bogini etruskiej. Chodziła w jedną i drugą stronę, a ja złapałam się za mój lekko wydęty brzuch patrząc na nią z rozbawieniem.
Bała się.
Mój świat zagrażał jej piekłu? Czy po prostu bała się jak i niebo, że szykuję coś co zagraża wszystkim?
Ach. Bała się też, że staje się silniejsza.
Czyżby moce Lucyfera w pełni przechodziły na mnie?
Mówił mi kiedyś, że nadejdzie ten czas że po prostu zniknie na kilka tysięcy lat a ja przejmę jego pałeczkę. Ale dlaczego myśli, że będę taka jak on? Że będę działać by go pomścić? Dlaczego nie przekaże pałeczki swojej kochance?
Fakt. Ja jestem jedynym potomkiem a on już powoli się marnuje i kruszeje.
Same moce go rozsadzają.
-Co ty sobie wyobrażasz?! - wrzasnęła i zbliżyła się do mnie. - Nie ma mowy, żeby nikt tam nie mógł wejść! To niemożliwe! - aż płonęła żywym ogniem ze złości.
Byłam bardzo spokojna. Czułam świecki spokój w sobie, nie czułam strachu. Wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy.
-Nie zrobiłam tego umyślnie. - odparłam rozbawiona.
-Doprawdy?! To jakim cudem tak po prostu stworzyłaś taki świat?! Archanioły już gadają! Co ja im powiem?!
-Jestem bezpieczna tylko w swoim świecie. Przepraszam, ale niestety muszę tam odejść.
-Jak niby?! To dziecko to żywa istota, nie może tam wejść nikt żywy oprócz ciebie! Bo jesteś... Matko... nawet mi to przez gardło nie może przejść... panią tego świata który się powiększa, staje się silniejszy! Masz nad tym kontrolę?! Nie możesz stąd odejść!
-Nie? - spojrzałam na nią unosząc brwi.
-Nie zrobisz tego...
-Zrobię kiedy będę chciała. Chcesz odebrać mi dziecko, niestety... Nie mogę dopuścić do takiej sytuacji.
-Nic się nie znasz na prowadzeniu odrębnego świata! Nawet z piekłem byś sobie nie dała rady!
-Lucyfer... tak się składa... przekazał moc mnie. Bo jak się okazuje... zniknął. A wiesz, co jest najlepsze?
Spojrzała na mnie, stojąc twardo przy swoim. Nie bała się mnie. Bała się konsekwencji i mojej mocy.
-Że ja jestem ostatnią osobą, która skrzywdzi kogokolwiek. Oczywiście, oprócz tych, którzy chcą położyć łapska na moim dziecku. Specjalnie stworzyłam ten świat by nikt nie mógł tam przychodzić. Żadne boginie, żadni ''królowie'' piekieł. Mogę dorównać siłą każdemu, każdego teraz mogłabym próbować zniszczyć. Ale wiesz co? Ja nie mam na to ochoty. Więc się odpieprz i zostaw mnie w spokoju i moje dziecko. Trzymasz język za zębami. Pomogę ci pomścić wszystkich którzy cię zranili ale musimy zawrzeć sojusz, bo potrzebujesz mnie i mojego dziecka a ja potrzebuje ciebie. - podałam jej rękę.
Spojrzała w moje oczy a potem na rękę.
To nie zwykłe podanie dłoni tylko zawrzenie paktu. Wie to.
Westchnęła i uścisnęła mocno moją dłoń.
-Jesteśmy w kontakcie. - odparłam i przeniosłam się do swojego świata.
Teraz już nawet moje ciało jest połączone z umysłem i jestem ''u siebie ciałem i duszą, umysłem. Teraz jestem sobą i królową tego miejsca która cały czas staje się silniejsze wraz ze mną i rośnie.
W domu napotkałam Eryka który popijał whiskey. Wiedział, że idę. Patrzył na mnie.Nie czułam żeby był szpiegiem, choć mogło się okazać że nim jest. Przecież to anioł. Ale upadły. Więc nawet nie wie co planują archanioły i że w ogóle wiedza o tym miejscu.
-Gdzie byłaś? - spytał.
-Rozmawiałam z etruską boginią. Wiesz, kochanka Lucyfera.
Wypił łyk whiskey.
-No co? - spytałam z uśmiechem.
-Dlaczego zawierasz znajomości z boginiami piekieł?!
-Nie powiem, że jej ufam. Ale zginie jeśli nie dotrzyma mi danego słowa.
-I tak nikomu nie grozi tu krzywda od kogoś z zewnątrz.
-No nie grozi. Nie ma opcji by ktokolwiek się tu dostał. Ale potrzebne mi sojusze w razie kłopotów. Z niebem sama się rozmówię gdy będzie taka potrzeba.
-Mam nadzieję, że wiesz co robisz.
-Wiem. Najpierw musze chronić dziecko...
-Nie wrócisz do ''życia''?
-Dam sobie radę. Mogę urodzić tutaj, przecież jestem tu ciałem, tu jest jak na innej planecie. Wszystko tak samo jeśli chodzi o moje egzystowanie. Duchy to duchy ja to ja.
-Dobrze... Zaproponowałbym - wskazał na szklankę. - ale jesteś ciężarną więc się powstrzymam.
Skierował się do salonu a ja poszłam za nim.
-Niestety i po ciąży odkładam alkohol.
-Ładnie ci w tej sukience. - walnął nagle Eryk.
-Dzięki. - odparłam.
Eryk stał się moim bratem. Amy siostrą. Stefanowi nie ufam... jest bo jest. Nathalie jeszcze żyje... podobno jest w ciąży. Mogłabym z nią przeżyć ''cudowne'' (tak naprawdę według mnie - żałosne, zajmujące niepotrzebnie czas) spotkanka ciężarnych przyszłych matek i pierdzielenie o tym jakie to ciężkie i okropne jest nasze teraźniejsze życie czy też jakby to lepiej ująć... nasz los.
Zeszłam tylko raz na ''Ziemię'' by sprawdzić co z domem. Sprzedałam go i zatarłam idealnie ślady po sobie. Pieniądze miałam przy sobie, było ich sporo. Dom był wart fortunę a akurat na powrót w późniejszej fazie wychowania mojego dziecka musiałabym tam wrócić by zacząć jego edukację. Musi wiedzieć, że ma szansę na naprawdę normalne życie.
Gdy wychodziłam ze spotkania z rodziną, która kupowała mój dom napotkałam na swojej drodze rudą kobietę. Zdziwiłam się, była mi znajoma.
-Pewnie mnie kojarzysz.
Milczałam, zachowując spokój.
-Czekałam aż tu wrócisz.
Dalej milczałam.
-Rowena. - podała mi rękę, ale ja nawet nie drgnęłam. - Eh... wiesz kim jestem?
-Czuję znajomy smród z piekła Crowley'a. - uśmiechnęłam się lekko. - Czego chcesz?
-Gdzie się podziewasz?
-Nigdzie.
-Nawet moje moce nie mogą cię znaleźć. Jestem bezsilna. Trochę mnie to zaskakuje, bo jestem chyba na tyle silna, że...
-Po co pytasz? - zażądałam odpowiedzi.
-On nie wie że tu jestem. Po prostu wszystko się tak skomplikowało... wszystko jest nie tak. Trochę się wszystko wali, nie wiem, czy wiesz ale...
-Nic nie chcę wiedzieć o was. Nic o tym Samie, Deanie, waszym piekle, tobie. Nie obchodzi mnie wasz świat, wasze układy. I mnie nie znajdziecie, jeśli uznam że powinnam się z wami spotkać wtedy się spotkam, jeśli rzeczywiście powód będzie ważny i będzie mnie obchodzić. I nie wyczuję w nim haczyków. Bo za cholerę wam nie ufam i wolałabym, byście zostawili mnie w spokoju.
Spojrzała się na mnie dziwnie. Nie wiem, czy mogła wyczuć nadmiar mocy we mnie. Ja nawet jej nie używałam.
-Nie obchodzi cię to co sie dzieje? Z osobami które kiedyś znałaś? Kochałaś?
-Najwyraźniej już nie. - odparłam coraz bardziej chcąc wrócić do siebie.
Moje moce były na tyle przydatne, że nie ma opcji by jakoś obecność drugiej istoty we mnie. Jestem na tyle silna,że blokuję jej jakby... ''widoczność'' na mnie. Na bliskie osoby które są teraz w moim świecie.
-Może do następnego. - kiwnęłam jej z uśmiechem i minęłam ją.
Następnie zniknęłam i pojawiłam się u siebie. Nie to, że siedziałam tu na dupie i tylko dbałam o swoje bezpieczeństwo. Nie o to chodziło. Zajmowałam się szkoleniami swoich mocy tak, by nie wywoływać stresów ani ataków które powoduja krwotok czy coś podobnego. Na szczęście nie działo się tak bo miałam już wprawę. Przez następne miesiące tylko będe utrwalać moje umiejętności. Umiałam tyle ile potrzebowałam do pełnienia władzy nad tym światem umarłych. By pokazać, że jednak do czegoś mogę być zdolna. Szykowałam się również do złożenia wizyty z archaniołem Gabrielem, by pomówić z nim o tym wszystkim co narobiłam. Przekonać go i całe niebo, że nie ma co się martwić. Pokażę mu w formie ''wejścia w moje wspomnienia'', że wszystko mam pod kontrolą. Uwierzy mi czy nie, będę walczyć o to co tu zbudowałam bo nic złego się tu nie dzieje. Jestem czymś w rodzaju połączeniem dobra, ale większość mam Lucyfera, jego zła aura jest we mnie jak i ta dobra. Jestem stwórcą. Jak Bóg stworzył ziemię tak ja stworzyłam coś swojego. Gdzie wszyscy trafiają którzy są pomiędzy.Miałam taką podzielną uwagę, że kontrolowałam czy ktoś nie próbuje się tu jakoś dostać. Czułabym to, bo wtedy narusza się jakby równowaga. Czuję, gdy ktoś się tu dobija. Wtedy zaliczę konfrontację z tym ciekawskim kimś by go ustawić do porządku. Ktoś chce coś wiedzieć o tym miejscu? Niestety nie ujrzy go, co najwyżej ja mogę o nim opowiedzieć albo porozmawiać. Na razie pracowałam nad swoją siłą a potem nad udoskonalaniem świata i co najważniejsze - planowaniem co dalej ze mną i ciążą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz