sobota, 18 czerwca 2016

Od Emilie

   Siedziałam na ziemi i wpatrywałam się w niego. Facet, którego nienawidzę proponuje mi whiskey. Zabił moją siostrę, a teraz mam z nim pić. Parsknęłam śmiechem i odgarnęłam włosy. Wzięłam od niego butelkę i wypiłam wszystko. Rzuciłam gdzieś dalej zbijając szklaną butelkę.
-Jak to możliwe, że wypiłaś wszystko?! - zdziwił się.
  Zaśmiałam się.
-Mam wprawę. - skrzywiłam się od nadmiaru alkoholu. - Fuuuuuuuu! - wrzasnęłam, gdy dopadł mnie okropny posmak whiskey.
-Jednak potrafisz mnie nie atakować. - odparł dumnie siedząc.
-Skoro nie masz odwagi by atakować bez przeniesienia mnie do jakiejś nory, to chyba muszę z kimś gadać. - wzruszyłam ramionami. - Poza tym, śmieszy mnie to, że nie macie z Deanem zielonego pojęcia jak zabić Lucyfera.
-Wcale...
-Jasne. Widać, że nie macie o nim pojęcia. Co wiecie? O nim?
-Że jesteś jedną z ośmiu części samego Lucyfera i jak wy zginiecie to i on, raz na zawsze.
-No, daj mi sprostować...  Jestem najsilniejszą i najważniejszą częścią, bo ostatnią. Wpakował we mnie większość siebie, swoich mocy... Mogę je oddać jemu, tobie, komukolwiek byle mieć spokój od was, bo działacie mi na nerwy. Wpieprza się jeden i drugi kiedy macie na to ochotę. Mam swoje zajęcia, swoje pieprzone życie...
-Jesteś tu prawdopodobnie na pewną śmierć. Chyba, że powiesz mi jakiś inny sposób.
-Mogłabym. Ale wtedy byłoby to zbyt proste.
-Nie śpieszno ci do domu? Do Seattle?
-Nie mam po co tam wracać. Nikogo już nie mam. - uśmiechnęłam się do niego.
-Matka. - przypomniał.
-Nienawidzi mnie. Zawsze tak było.
-A nie chcesz wrócić do Deana?
-Przecież wiesz, po co pytasz? - zmarszczyłam brwi.
-Bo to śmieszne, kiedy ludzie się zakochują. Naiwność w to uczucie jest po prostu komiczne.
-Komiczne jest twoje cholerne znieczulenie na wszystko co jest dookoła. Nie widzisz nikogo poza czubkiem własnego nosa. To jest komiczne. To jest zabawne, że nie możesz dopuścić do siebie myśli, że Dean coś do mnie czuje.
-On nic nie czuje.
-Jestem dla niego ważna, więc...
-Ale to nie znaczy, że cię kocha. - odparł ze złośliwym uśmiechem.
-Nie dam się sprowokować.
-Kto tu kogo prowokuje? Ja stwierdzam fakt.
-Po prostu mnie stąd zabierz.
-Musisz wybrać, albo ja albo Lucyfer.
-Wybranie ciebie grozi podobnie tym samym co wybranie Lucyfera.
-Teraz mnie obraziłaś!
-Nie ma za co. - odparłam niewzruszona. - Mam dwie drogi, tak?
-Dokładnie.
  Pomyślałam chwilę.
-Dokonałam wyboru.
-Tak szybko...?
-Tak.
-No to...
-Wybieram Deana.
-DEANA? Mówiłem dwa wyjścia...
-Miałam dwie drogi, wybrałam trzecią. Tę pośrodku. Chcę widzieć Deana.
-Kotku, ale go nie zobaczysz dopóki nie dowiem się jak inaczej zniszczyć Lucyfera. Nie chcę wkurzać Deana, chociaż jest mi zupełnie nie groźny. Ale też nie chcę go zmieniać w to czym był kiedyś. Jednak... trzeba coś wymyślić, a nie wrócisz tam...
-Powiem wszystko, ale Deanowi, nie Tobie.
-Dlaczego? Co to zmienia? Jedno i to samo.
-Powiem mu wszystko, ale tylko i wyłącznie on będzie wiedział co powinien ci przekazać, a co chciałabym aby zachował. Ktoś musi wiedzieć wszystko. Ale tylko taka osoba, której ufam bezgranicznie. Na pewno nie jesteś jedną z tych osób.
-Dobra. Niech będzie.

  Dean zjawił się jakby w kilka sekund. Stanął obok mnie. Zmierzyłam Crowley'a wzrokiem.
-Czy on będzie słyszał naszą rozmowę? - spytałam Deana.
-Nie.
-Wypad. - rzuciłam do Crowley'a. - Inaczej gówno z tego dostaniesz. Lucyfer nie ma tu wstępu? Nie może podsłuchiwać?
-Nie. - odparł Crowley i zniknął.
-O co chodzi? - spytał Dean.
-Jestem ósmą częścią Lucyfera. Podzielił samego siebie na osiem części, wszczepił je w ludzi i tak sobie żyją, jedni ze świadomością kim są a jedni nie. Jeśli Lucyfer nauczyłby mnie jak korzystać z mocy to byłabym silniejsza od niego za czasów jego panowania w piekle. Umiem złączyć cząstki w jedność, wszczepić je w siebie czy kogoś innego. Umiem swoją moc wszczepić w kogoś innego... Potrafię wiele rzeczy ale nie mam o nich pojęcia. Jestem jednym wielkim pytajnikiem. Na moje pytania tylko Lucyfer zna odpowiedź. Gdy zginą wszystkie cząstki on umrze na zawsze, dopóki ktoś nie będzie próbował wskrzesić najsilniejszej części, czyli mnie. Jestem tak jakby niezniszczalna, ale za każdym razem mojej śmierci staję się bardziej zła, chcę więcej i żywię się cierpieniem innych, śmiercią... Jednak za tego życia jestem pomiędzy. Jestem i dobra i zła, ale w środku jestem tykającą bombą. Teoretycznie nie można się mnie pozbyć. Można zabić Lucyfera ale nie mnie. Tylko... sposób jest taki... że trzeba znaleźć wszystkie pozostałe części, przyprowadzić je mnie. Wtedy je złączę w jedność i przekażę je albo sobie, albo komuś innemu kto udźwignie taką siłę... albo przekazać całą ósemkę Lucyferowi i cała moc wróci do niego. Można go oszukać, gdy będzie myśleć, że łączy się z całą ósemką, będę mogła wyssać z niego moc jak i z siódemki. Wszczepię je sobie... jednak... mogę też podarować moce komuś innemu... Słuchaj. Musisz wiedzieć co powiedzieć Crowley'owi. Czy wszystko czy jakąś część... nie mów wszystkiego. Powiedz to co słuszne.
-Dlaczego cię stąd nie wypuści?
-Nie wiem. - odparłam, powoli stając się pijana po whiskey. - Dał mi whiskey... Wypiłam większość butelki... ale spoko. Dam sobie radę, tylko postaraj się by mnie stąd wypuścił. Nie chcę tu być.

  Crowley wrócił na następny dzień.
-Nie chcesz wiedzieć nawet gdzie jesteś?
  Leżałam na ziemi.
-A po co? - odparłam obojętnie. - Nie bardzo mnie to interesuje, więc nie pytam. I tak stąd wyjdę. Prędzej czy później.
-Gdzie jest Dean?
-Skąd mam wiedzieć, Ty jesteś jego opiekunką.
-Żadną opiekunką...
-W każdym razie, powinieneś wiedzieć gdzie się podziewa. Powiedziałam co mam powiedzieć. Miał ci przekazać.
-Pewnie idzie na własną rękę. - pomyślał głośno.
-Możliwe.
-Co mu powiedziałaś?
-Poprosiłam, by pomógł mi się stąd wydostać. - wzruszyłam ramionami. - Idź sobie, chcę być sama.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz