wtorek, 7 czerwca 2016

Od Dean'a


Sammy właśnie wrócił do mnie po długiej kuracji, zamieszkaliśmy razem jak kiedyś, w jednym
z hoteli. Sammy właśnie wychodził z łazienki, w końcu się ogolił, przyciął włosy i nie śmierdzi,
jego cera nadal była zdezelowana ale wyraźnie mu się poprawiło. Idąc w stronę pokoju wycierał jeszcze
włosy ręcznikiem.
-Jak sie czujesz ? - spytałem

-Okej. Włącz laptop, znalazłem coś.
Sięgnąłem mozolnie po komputer i go otworzyłem, nie musiałem go włączać był tylko uśpiony.
Przejrzałem Scroll'em długość artykułu i spojrzałem się na Sama.
-I tak po prostu chcesz wrócić do pracy?
Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-A czemu nie? Mam tobie nie pomagać, ze mną już wszystko w porządku, wracajmy do roboty
-Nie chcesz porozmawiać o tym co sie działo? Nie chcesz się niczego dowiedzieć?
-Po co? Bywa, zostawiłeś mnie, prawda dotknęło mnie to ale może tego właśnie potrzebowaliśmy.
-A ja chce
-Co?
-Dowiedzieć się co się u ciebie się działo - powiedziałem jak głosem dziecka
-Innym razem. Przeczytałeś?
-Sam!
-Szukałem ciebie cały czas, nic niezwykłego
-Czemu śmierdziałeś schroniskiem i bezdomnym?
-Zabrałeś wszystkie nasze fundusze.
-Ej nie pr....  dobra sory, masz racje trochę za dużo wziąłem
-Wszystko
-Ej piwo ci zostawiłem!
-Wypiłeś je wychodząc
-To może ja przeczytam to.
Zabrałem się za czytanie.


Artykuł był zatytułowany ,,Wypadek na przejeździe"
Kilka dni temu w małym miasteczku Citroen zdarzył się tragiczny wypadek.
Autobus szkolny przejeżdżał przez przejazd kolejowy,
gdy zgasł mu silnik. Nie było czasu na ewakuację. Rozpędzony pociąg uderzył,
rozrzucając części autobusu na kilkaset metrów. W wypadku zginęły wszystkie dzieci jadące autobusem.
Od tego czasu na przejeździe zaczęły dziać się dziwne rzeczy.
Miejscowi twierdzili, że jest on nawiedzany przez dusze małych pasażerów.
Paru nastolatków postanowiło sprawdzić tę historię. Pojechali samochodem na przejazd i zaparkowali
na torach, w tym miejscu gdzie stał autobus. Było dużo śmiechu dopóki nie zaczęło dziać się coś
dziwnego. Samochód, pomimo wyłączonego silnika, sam ruszył do przodu, przejechał przejazd kolejowy
i jechał aż znacznie oddalił się od torów.
Przerażeni pasażerowie wyskoczyli z auta i pobiegli na tył samochodu żeby zobaczyć co się stało,
kto go pchał? Nie było tam nikogo, lecz w świetle latarki zobaczyli na swoim brudnym, zakurzonym
samochodzie, wyraźnie odciśnięte ślady kilkudziesięciu małych rączek.

-Zagubione duchy.. - stwierdziłem
-Odprowadzimy je tylko na drugą stronę
-To powinien zrobić miejscowy kosiarz
-Zobaczymy co mu się stało
-Dobra jedziemy
Wstałem zwinąłem kurtkę i telefon i gdy miałem wychodzić już z pokoju zawiesiłem się na chwile
obruciłem na pięcie, i wkurzony i mocno zdegustowany powiadomiłem Sama.
-Nie mam auta
-Co z nią?
-Pamiętaj, nigdy nie zostawaj przy jednej loszce bo prędzej czy później zakosi ci auto
-Czemu go nie szukasz?
-Daleko nim nie zajedzie, olej wylewał po wypadku, dowiem sie gdzie jest i odbiorę mój skarb.
-Dean?
-Co?
-Gdzie są twoje uczucia?
-... zwiniemy samochód z parkingu.

Z parkingu zwinęliśmy starego picup'a  ,taki zawsze kojarzył mi się z Bobbim.
Własnie byliśmy w drodzę już od 15 min, w sumie nic nie mówiliśmy do siebie prócz krótkich zdań
przeziernikowych do panującej ciszy.
-Lucyfer się odzywał? - spytałem Sama
-Nie, jest ok..... Amara (siostra Boga, szukająca w Dean'ie bliskości) się odzywała?
-Nie.
-A jak, no wiesz, z tym ? -gestykulował rękoma
-Panuje nad tym
-Nie chcesz juz mnie zjeść?
-Zarezerwowałem sobie twoją nogę na kolacje a głowę na deser
-Haha ale zabawne... wiesz tak pytam, bo nie wiem co czujesz, chciałbym jakoś to zrozumieć.
-Nie dowiesz się
-Ale to coś w rodzaju hmm... nasilenia zmysłów? Moze instynkt zwierzęcy a może...
Przerwałem mu
-Skończ
-Dobra
-Tu w prawo - powiedział

Chwilę później bylismy już na miejsc, tam gdzie zdarzył się wypadek, jeszcze w rowie nieopodal widać
było żółtą część blachy autobusu, a wokół przejazdu stały znicze, wszystkie były zapalone.
Sammy wyjął wykrywacz duchów, który świrował, artykuł mówił prawdę, były tu duchy, jeszcze nie obłąkane
zwykłe, małe niewinne.
-Znamy jakiegoś kosiarza który nas lubi?
-Myślisz ,że od tak przyjdzie?
-Wiem gdzie mogę znaleźć Bonie - powiedziałem
-Ta co chce nas wysłać na dobre?
-No chyba tak
-Ja tu się rozejrze a ty jedz- powiedział Sammy
-Uważaj na siebie
-Ta jasne - odparł Sam


Wsiadłem do starego picup'a i ruszyłem prosto w stronę starych magazynów, starałem sie szybko jechać,
prawdę mówiąc nie chciałem już na zbyt długo zostawiać Sama samego ponieważ znów może wrócić jak
bezdomny i zasyfi mi całą łaziękę kłakami. Dojechałem do magazynu i wszedłem do środka,
było tak jak oczekiwałem, przy bramie do piekła stał Kosiarz.
-Nadal zamknięte? -spytałem
-Ta, Crowle'y nie wpuszcza nikogo prócz swoich. - Nagle ciemnoskóra kobieta wstała i spojrzała
się za mnie, była wyraźnie zaskoczona- Dean? coś ty narobił?
-Że ja?
-Potrąciłeś dziecko?
-Nie, czemu?
-Właśnie stoi za tobą jedno
-Ja w tej sprawie
-Odsuń się ! - krzyknęła po czym rzuciła się na mi nie widoczną postać, przyłożyła dłoń do dłoni,
tak jakby położyła je na czymś, przypuszczałem ,że na głowie dziecka. I mówiła po hebrajsku,
to były egzorcyzmy ale jakieś inne, zmienione. Trwało to chwilę po czym Bonie wróciła na
swoje krzesełko, ciężko na nie opadając.
-Co to było?
-Ten duch, czerpał z tego w tobie przykład, stawał się wyjątkowo złym demonem, takich nie da się
odesłać.
-Co z nim zrobiłaś?
-Odesłałam do piekła.
-W Citroen zabrakło kosiarza, nie ma kto odprowadzać dusz.
-Dobra idę tam.
-Tak po prostu?
-Nie będzie mi chwili przez ten czas nikt nie umrze a jak tak to wrócę i go odeślę.
Otworzyłem drzwi aby wyjść a ona ku mojemu zdziwieniu poszła za mną, spojrzałem się na nią
zdziwiony ale zignorowałem to i usiadłem w aucie, ona niepokojąco patrzyła się na mnie, albo
raczej obok mnie. Machnęła ręką w moją stronę i na pierwszy żut oka pomyślałem ,że tylko mi pomachała
ale spojrzałem w tylnie lusterko, na tylnej kanapie siedział duch dziecka, z pustymi
czarnymi oczodołami, przykulone i niewyobrażalnie szeroko uśmiechnięte, trzymało ono
żyłkę w dwóch rękach, było gotowe do uduszenia pasażera który by teraz ze mną jechał.
Wysiadłem z auta a kosiarz zrobił to samo co z poprzednim dzieckiem. Po wszystkim powiedziała
-Dean, naucz się korzystać ze swoich możliwości! Nie będziesz już człowiekiem więc znajdź
pozytywy bycia tym czym jesteś, ty powinieneś widzieć to co i ja ale nie chcesz.
Nie skomentowałem jej wypowiedzi i pojechałem jeszcze na chwilę do motelu, zapomniałem sztyletu
Keina. Nagle zadzwonił do mnie telefon to była Emilie, chciała abym przeczytał co jej co znajduje się
w dzienniku jej ojca zrobiłem to a później odnalazłem pozostałe dwie kartki, przysiadłem na starym
krześle w garażu jej ojca i zabrałem się za lekturę dziennika. Czytałem już kilka takich,
jest to źródło wiedzy o łowach, z takich dzienników spisuje się księgi, które są używane
przez przyszłych łowców.
Wróciłem po Sama który mnie powiadomił o tym ,ze Bonie już się zajęła sprawą i jak coś to będzie
się odzywać.
Sammy zdziwił się gdy okazało się ,że przejechałem miejscowość w której mamy hotel.
-Gdzie ty jedziesz ?
-Po Emilie
-Impale?
-Tak - odparłem stanowczo i podałem mu dziennik -złodziej ma kłopoty
-Znajoma po fachu?
-Nie do końca
Sammy czytał dziennik, ja nie zrobiłem tego dokładnie tylko przekartkowałem, minęło 30 min jazdy
gdy nagle Sammy dostał bolesnego skurczu, w mgnieniu oka zyły na jego szyi stawały się smolisto
czarne, wykręcał oczami i niemiłosiernie wrzeszczał. Zaparkowałem samochód i zabrałem brata do
Crowleya

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz