Coś poszło nie tak. Czułam to. Siła która we mnie siedziała aż raniła moje wnętrzności, raniła wszystkich dookoła. Była tak potężna, że zadawała mi samej ból. Ale gdy pozwalałam jej panować nade mną ''to coś'' tworzyło taki... własny świat w którym było mi dobrze. Było mi bardzo, ale to bardzo dobrze. I dlatego tam uciekałam i pozwalałam, by działo się to czego moje oczy nie widzą a czego sama nie pamiętam. Zostałam tam już. I nie chciałam wracać.
Weszłam do domu, w środku panował porządek. Byłam zaskoczona, nie byłam w stanie sprzątać... Amy mi zabraniała. Więc to ona sprzątnęła!
Krzyczałam jej imię i wołałam, zjawiła się szybko i zabrała ode mnie torbę z zakupami. Spojrzała na mój wydęty brzuch i zaczęła na mnie narzekać.
-Mówiłam! Jesteś C I Ę Ż A R N Ą. Nie możesz dźwigać! Coś ci się stanie! Wiesz co to za dziecko? Ta kobieta była tu i mówiła. Wszyscy niedługo się dowiedzą o tej przeklętej ciąży!
-Jaka kobieta? O czym mówisz? - spytałam stojąc obok niej gdy wypakowywała torbę.
-Cholera... - mruknęła, jakby zaliczyła wtopę.
-Mów.
-Bo... była tu... kochanka Lucyfera. Wiesz, Mania...
Spojrzałam na nią pytająco.
-To etruska bogini piekła. Wiesz... odkąd Lucyfera zapuszkowali szuka powodów na uwolnienie go, jest wściekła... Ale... wie o jego planie który zrealizował zanim wszystko ukartowano.
-Mów dalej. - zażądałam.
-Twoje dziecko pojawiło się znikąd, prawda? Ta ciąża? Nie spałaś z nikim...
-No tak...
-Lucyfer zrobił to tak, by Dean był ojcem.
-Przecież.. .co? Jak?!
-No... on miał wielką moc, czerpał ją z ciebie. Nazywają to tam na dole diabelskim nasieniem. Nigdy nie było takiego przypadku. Nigdy. Lucyfer obawiał się, że nie będziesz w stanie donosić ciąży przez to jakie to dziecko ma moce. Już w brzuchu.
-Po co...
-Bo Twoje umiejętności, twoje moce, twoje pochodzenie i moce Deana? Pomyśl, on chce potomka. Którego nawet Crowley nie powstrzyma. Pomyśl co to za połączenie? Wasze. Niedługo wszyscy w piekle o tym zaczną mówić, jeśli oczywiście Mania nie zatrzyma język za zębami.
-Gdzie jest teraz?
-Nikt nie wie. Wie o tobie wszystko. Nie ma złych zamiarów wobec ciebie, chce tylko to dziecko. Chce znów Lucyfera albo coś, co zniszczy tego który go pogrzebał na lata.
-Nie oddam...
-Piekło się dowie...
-Mam to gdzieś. - odparłam.
-Pomogę ci je wychować...
-Zapominasz, że jesteśmy teraz w moim wyimaginowanym idealnym świecie. Tu jest idealnie, nie ma Crowley'a, nie ma Deana, nie ma nikogo.
-Przecież Dean...
-Kiedy dowiedziałam się o ciąży i zaczęły się napady, które powoduje siła emanująca od dziecka... poddałam się temu. A Ty jesteś tylko odwzorowaniem prawdziwej Amy. Wszystko tu jest fikcją, moim wymysłem. Ale zaspokaja mnie.
-Crowley może tu przyjść, wiesz, że jest...
-To świat do którego nikt nie ma wstępu. Nawet nie wiem co się teraz dzieje naprawdę. Może Mania ma nade mną kontrolę?
-Nikomu nie ufa. Odkąd Lucyfer odszedł. Ale musisz przestać, co jeśli niedługo zaczniesz mordować ludzi?
-Co mówiła jeszcze?
-Wróć tam.
-Nie mogę.
-Dowiedz się co się dzieje. Gdzie jesteś. Co z dzieckiem?
Otworzyłam oczy. Nie sprawiało mi to większych problemów by wrócić. Byłam... nigdzie. Nagle zjawiła się przede mną Mania.
Wyglądała jak zwykły demon, była o dwie głowy wyższa ode mnie, stąpała powoli i spokojnie, miała białe włosy do pasa. Nie bałam się jej. Czułam, że mogłabym jej zaufać.
-Witaj. W końcu mogę z tobą porozmawiać.
-Gdzie jestem?
-Jesteś... w moim świecie w którym nie narobisz hałasu.
-Czyli... nie ma mnie na tamtym świecie? Tym... prawdziwym?
-Dokładnie tak. - przytaknęła. - Zaczęłaś robić dużo problemów, a dla mnie liczy się to dziecko. Pewnie Amy przekazała ci odpowiednie informacje, żebyś wiedziała na czym stoisz.
-Po co to zrobił Lucyfer?
-Lucyfer wiedział wszystko. Śledził cię, czasem patrzył twoimi oczami. Jesteś jego córka z krwi i kości. Jednak przez pokrewieństwo z Gabi i bliźniactwo... wyszła mieszanka dobra i zła zamiast to co w tobie właśnie rośnie. Ponadto... Wiedział, że bardzo kochasz Deana ale nie na tyle byście... no wiesz... sami z siebie spłodzili dzieciaka. Więc tak długo pracował nad tym by dokonać dzieła. Dziecko Deana będzie bardzo, ale to bardzo silne. W połączeniu z twoimi mocami tworzy to, co stałoby się gdyby połączył waszą dwójkę w jedno. Ale że wszystko się zrypało to ja musiałam dokończyć to co zaczął. Nikt o mnie nie wie, bo jestem tylko mało znaną, etruską boginią która owinęła sobie wokół palca Lucyfera. Pokochałam go, ale wiem, że pragnął bym dokończyła dzieła. Działam dla niego i dla żadnego innego boga czy mężczyzny. Dla mnie nie istnieją inni, istnieje tylko Lucyfer. Gdy urodzi się dziecko będę mogła spełnić to co powinnam juz dawno.
-Nie oddam dziecka...
-Szlachetne. Wiem, jaka jesteś i że go nie oddasz. Ale... chcesz wychowywać dziecko sama? Na pewno? Nie wolisz żyć w swoim wyimaginowanym świecie? Co ci szkodzi? Wszyscy których znałaś już nie żyją albo odeszli. Nie masz nic do stracenia.
-Mam istotkę, która we mnie rośnie.
-Ale ta istotka jest maszyną do mordowania i do władzy, jest tak silne, że potrafi zgnieść cały świat w sekundę. Nawet nie zdążyłabyś mrugnąć.
-Będę kontrolować...
-Wracaj do tamtego świata. Tu nic ci nie grozi. Dziecku też. To dopiero idzie pierwszy miesiąc, muszę cię tu mieć. Nikt nie wie gdzie się podziewasz, nawet nikt cię nie namierzy. Nawet w tamtym świecie, jestem wystarczająco silna by to kontrolować. W swoim piekle mam swoich podwładnych. W razie kłopotów, przywrócę cię tu znowu. Gdy nadejdzie dziewiąty miesiąc wtedy znów cię przywołam.
Wróciłam do swojego świata. Czyli jestem bezpieczna.
-I co mówiła? - spytała Amy padając obok mnie na kanapie.
-Że jestem bezpieczna. I mam tylko czekać. Więc poczekam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz