Dziś miał być ten wielki dzień. Dziś wreszcie po tygodniach spędzonych w niebie i nauce oraz odkupywaniu winy(nadal czułam się winna ale tego nic nie zmieni) miałam zejść na ziemię (oczywiście z asystą...-mam nadopiekuńczego ojca) i zamieszkać w ciele jakiejś wierzącej kobiety czym też ją uszczęśliwię.
Przez cały czas odkąd podjęłam decyzję przyglądałam się jej życiu. Była młoda i samotna. Cała jej rodzina zginęła kiedy ta była mała. Od tej tragedii wychowywała się w domu dziecka sióstr zakonnych. Kiedy osiągnęła pełnoletność wyprowadziła się z pomocą swoich wieloletnich opiekunek i zamieszkała sama. Nic w życiu jej się za bardzo nie udawało a jedyne co miała to wiarę. Lata mijały a nie miała żadnego partnera. Jej dzień wyglądał tak że chodziła do pracy której nie lubiła a potem wracała do domu i się modliła.
Była bardzo uduchowiona więc nie zrobię jej krzywdy.
Czekałam na dziedzińcu kiedy brama do nieba się otworzyła i zobaczyłam Cas'a w towarzyszycie dwóch mężczyzn. Dopiero po chwili poznałam jednego z nich. Dean.
Stałam obok ojca i nic nie mówiłam nawet jak podeszli.
-W wasze ręce powierzam Gabriellę. Odprowadźcie ją do naczynia.
Cała moja radość z dzisiejszego dnia minęła kiedy tylko zobaczyłam Deana. Wiedziałam że nie jest zadowolony z mojego widoku. W końcu swoimi czynami zraniłam Emilie. JA jednak jakbym nawet mogła cofnąć czas to i tak zrobiłabym to samo.
Ruszyłam z nimi. Dean milczał.
-Jestem Sam.-przedstawił się drugi mężczyzna. -To jak? Teraz będziesz taka jak Cas?
Przytaknęłam mu lekko skinając głową.
Dotarliśmy do bramy i przeszliśmy przez nią a ja jeszcze raz zerknęłam w tył i spojrzałam na ojca. Uśmiechnęłam się. Dziś w końcu ma być mój wielki dzień.
Pojawiło się białe światło a my przenieśliśmy się na ziemię. Rozejrzałam się. Byliśmy na placu zabaw a naprzeciwko stała kobieta z dzieckiem. Naczynia aniołów strażników.
-Witaj Gabriello.-powiedzieli.
-Witajcie.-odezwałam się.
Mój głos był już normalny, przypominał nawet mój głos za życia.
Dean zerknął na mnie. Poczułam się niekomfortowo jednak nic nie powiedziałam.
Ruszyliśmy w stronę samochodu. Starej Impali Deana.
-Stwierdziliśmy Gabriello że tak będzie bezpieczniej. Teleportacje mogą Cie zmęczyć. -powiedział Cas.
Dean wsiadł za kierownicę a Cas usiadł z przodu na miejscu pasażera. Sam otworzył drzwi na tył i chciał mnie przepuścić lecz ja po prostu przeszłam przenikając przez samochód. Wywołałam tym u niego lekkie zdziwienie.
W samochodzie zebrałam siły i zmaterializowałam się.
-Nie mogłaś tak od razu?-parsknął Dean.
Wcześniej byłam niczym mgła przypominająca odbicie człowieka a teraz byłam prawie jak dawna ja.
-Gabriello nie przemęczaj cię. Zamo osiedlenie się w naczyniu jest wyczerpujące. -powiedział Cas.
-Jestem silniejsza niż wyglądam.-odrzekłam a następnie milczałam.
Dean odpalił samochód i ruszył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz