Ja i Amy byłyśmy swego czasu dosyć blisko. Była dla mnie jedyną osobą która była mi tu potrzebna. Ten świat ja stworzyłam, miałam kontakt z moim dzieckiem. Nie było złe. Kontrolowała go nieznana siła. A ten idealny, wymyślony świat pochłaniał mnie powoli, to dziecko miało na tyle wielką świadomość, kto jest jego matką a kto ojcem, ale odczuwało nasz brak zaczynało mordować i niszczyć, ranić innych a mnie wysłało tam, gdzie będę bezpieczna i mi się tu spodoba. Było na tyle mądre, że już na początku ciąży zdawało się, jakby wszystko rozumiało.
W tym świecie ja rządziłam. I nie miałam problemu z tym, by zrozumieć jak tak bardzo się mylę. Że nie jestem tu szczęśliwa, że szczęście jest gdzieś indziej. Ale ja przywykłam do tego życia. Tu nie ma nadnaturalnych istot, jestem tylko ja i Amy i ta świadomość, że jestem tykającą bombą która decyduje o życiu dziecka i o tym czy wychować dziecko w niewiedzy czy nie. Choć Mania nie popuści mi tego że ucieknę gdy tylko dziecko się narodzi. Musiałam do tej pory coś wymyślić.
Ten świat również eliminował uczucia. Nie obchodziło mnie nic dopóki tego nie ujrzałam. Albo dopóki dziecko nie stwierdzi, że powinnam coś czuć. Kontrolowało mnie w zupełności. Oddałam się mu. Czułam się bezpieczna. I ono też było. Dopóki jestem wraz z nim pod opieką Mani nic mi nie grozi. Wiem, że nie ma złych zamiarów. Co do mnie i dziecka. Ale mieć za przyjaciółkę boginię jej piekła, kochankę Lucyfera? Czy to dobrze, że ja w ogóle się w to mieszam?
Widywałam tu tego, kogo chciałam, kogo mi brakowało. Jednak słowo ''brakowało'' stawało się powoli obce. Miałam tu wszystko, cała ta ''szopka'' z wyrysowanym, idealnym światem zaczynała mnie wciągać bardziej. Jednak trzymało mnie w trzeźwości to, że dziecko musi mieć matkę w pełni odpowiedzialną i kochającą, która zapewni mu wszystko co najlepsze. I ja miałam zamiar się tego trzymać.
-Oddawaj! - burknęła Amy, gdy zaczęłam nieświadomie sięgać po butelkę.
-Przecież tylko chciałam potrzymać! - parsknęłam.
-Ta, jasne! Nie możesz pić.
-To stary nawyk. - odparłam wymijająco.
-Mam dla Ciebie niespodziankę. - szepnęła mi na ucho jakby bała się, że drzewa nas będą podsłuchiwać.
-Co takiego? - spytałam całkiem poważna.
-Niespodzianka? Znasz jej definicję?
Zaśmiałam się i szłyśmy gdzieś w głąb lasu. Najlepsze było tu to, że mimo tego, że Mania w jakimś stopniu mogła tu wejść bo ona pomogła stworzyć ten świat i jak mniemam, to był jej pomysł i ona jest podporą trzymającą to wszystko, to wiem, że ona tu nie przyjdzie. Nie zakłóci tej sztucznej sielanki która może tak trwać wiecznie. Czułam jak dziecko kopie, miałam niezbite wrażenie, że to jest chłopiec. I pragnęłam by okazał się właśnie nim. Jednak płeć w zasadzie nie ma znaczenia, ponieważ to moje dziecko i pokocham je takie jakie się urodzi. Nie ważne co mówią inni. Że jest niebezpieczne i trzeba je trzymać dopóki nie będzie w stanie uczyć się wszystkiego. Bo tego jest zbyt wiele ze względu na geny moje i Deana. W zasadzie, dziecko ma więcej cech Deana przez co trochę mi trudno będzie patrzeć mu w oczy gdy będzie pytać o ojca. Bo dziecko wychowam sama, jeśli będzie trzeba przyłącze się do Manii by tylko mieć pod kontrolą dziecko.
Skoro Amy rzekomo nie żyje, i wszyscy na których mi zależało bo sama niekontrolowanie ich zabiłam to co mam poza tym światem i tym co mam w brzuchu? Zostawiłam wszystko i nie chcę, by coś wróciło. Wszyscy mnie zranili. I nie potrafię komuś znów zaufać kto zawiódł. Niby dlaczego tu jest tylko Amy? To jedyna osoba, która nigdy mnie nie opuściła i zawsze dbała o dobro. Dlatego tu jest, a nie dlatego, że ja ją sobie zażyczyłam. Juz tu była gdy ja tu byłam. Więc może to jednak nie jest sztuczna Amy? Może to prawdziwa, tylko jako duch?
Idąc z zasłoniętymi oczami, czując dreszczyk emocji i podniecenia, Amy prowadziła mnie bardzo ostrożnie i powoli, a ja przyśpieszałam co chwilę. Byłam ciekawa niespodzianki. Nie ukrywam, że je lubię.
-Zostawię was samych. - szepnęła.
Otworzyłam oczy.
Nie mogłam w to uwierzyć.
Poczułam wielką złość, nienawiść i rosnącą siłę która próbowała zmusić do wymierzenia mu w twarz, ale powstrzymałam się. Bo wszystko zniknęło gdy mnie objął.
-Stefan... - szepnęłam, ale nie objęłam go.
Nie lubiłam dotyku innych mężczyzn. Nie wiem dlaczego, ale nie umiałam nawet po przyjacielsku czy ''bratersku'' przytulić dawnego bliskiego mi nawet przyjaciela, który był jak brat.
Dalej we mnie żyło, ledwo co, ale żyło uczucie do Deana. Ale świadomość, że i tak nie wróci nie przeszkadzała mi w wierności jemu. Pomimo tego, że odeszłam i zostawiłam wszystko zapominając o jego czynach. O tym, kim był i jak bardzo go kochałam. Jak on mnie kochał. W dalszym ciągu jednocześnie nienawidziłam go i kochałam. Ale nie mogłam nic na to poradzić. Umiałam tylko ignorować uczucia i to mi odpowiadało. Ale nie lubiłam gdy ktoś płci przeciwnej mnie dotykał. Może to przesada, może to uraz po stracie.... nie wiem.
Jedyne co mogłam teraz zrobić to lekko zbliżyć dłonie do jego pleców i tylko poklepać. Potem oderwałam go od siebie, wiedziałam, że tęsknił.
-Długo cię nie widziałam. - powiedziałam niewzruszona.
-Masz na myśli, długo byłeś martwy? - parsknął.
-Nie chciałam, by tak wtedy wyszło.
-Rozumiem. Nie tłumacz się.
-Jesteś prawdziwy? - spytałam kpiąco.
-Jestem duchem. Tak samo jak Amy. Jak wszyscy których tu spotkasz. Którzy byli ci bliscy tu wrócą gdy będziesz chciała kogoś więcej.
-Ale tak mi dobrze...
-Wiem o ciąży. - spojrzał na lekko wydęty brzuch. - Wiem wszystko.
-Skąd? - oburzyłam się.
-Niebo o tym mówi, tylko Gabriel. Głównie on mnie wysłał... miałem stać się aniołem ale nie zdołałem zrobić tego czego oni wymagali bym jakby... awansował.
-A co miałeś zrobić?
-Szpiegować. Ciebie. Chcieli zabić dziecko, uważają że jest zbyt niebezpieczne.
-I...
-Przyszedłem tutaj. Potrzebujecie pomocy nawet w wymyślonym świecie.
-Nie będziesz mi mówić, że źle robie wybierając świat sztuczny?
-Na ten czas możesz być chociaż na dziewięć miesięcy szczęśliwa. Potem będziesz się martwić.
Poszliśmy do domu mojego i Amy. W nim już pachniało sosem do spaghetti. Stefan usiadł w kuchni i oglądał przestrzenne pomieszczenie.
-Niezły.
Wyszłam nagle, czując ból. Dziecko kopało tak mocno, że nie miałam sił krzyczeć, nie dawałam nawet rady. Ból był zbyt silny, trwał kilka sekund a potem znikał.
Amy stanęła za mną i odwróciłam się do niej.
-Co się dzieje? - spytała z drewnianą łyżką całą w sosie.
-Chce żeby ten świat był prawdziwy... - szepnęłam. - Chcę żeby moje życie wyglądało tak gdy wrócę do realnego świata. Ale zawsze ktoś mnie próbuje zniszczyć albo kogoś, kogo kocham...
-Musisz wychować dziecko. Najpierw donoś...
-Ja po prostu chcę, by ten ból zniknął. - odparłam.
-To przestanie...
-Nie chodzi o ból gdy dziecko mnie kopie, bo mimo tego że boli to wiem, że ono we mnie jest i rośnie, to jest piękne ale... ten ból który czuję gdy otwieram oczy w tamtym prawdziwym świecie. Czuję strach, chcę być bezpieczna ale nie liczy się to co ja potrzebuję tylko to co dziecko musi mieć zapewnione przeze mnie. To boli, moja bezsilność. Prędzej oddam życie niż to dziecko w obce łapy. Nikomu już nie ufam. Wraz z dzieckiem rośnie we mnie nienawiść do tego szmaciarza Crowley'a, do mojego ojca który chciał mnie zabić, do martwej siostry która była egoistką, bo zostawiła wszystkich, nienawidzę Eryka że jej nie powstrzymał...
-A Dean...
-Jest mi, kurwa mać, obojętny! Przestańcie go wspominać. W życiu dziecka nawet jego noga nie postanie, nie pozwolę by ktokolwiek z piekła czy z nieba dotknął moje dziecko. Nikomu nie ufam. Od kiedy dziecko się pojawi zrobię wszystko, bym była na tyle silna bym umiała bronić to co mam w brzuchu. Od kiedy się pojawi zniknę, nie wrócę, nikt nawet o mnie nie usłyszy. Od kiedy diabła zamknięto, mojego biologicznego ojca nie ma mowy, by ktokolwiek mnie namierzył bo to niemożliwe. Dziecka równiez nikt nie namierzy. Bo ja tu w tym świecie nauczę się wszystkiego. Dowiem się jak mogę być jeszcze silniejsza i to kontrolować. Zrobię wszystko by dziecko było bezpieczne i z dala od wszystkich, szczególnie od Crowley'a. Nawet nie dowie się że istnieje i że byłam w ciąży, kto jest ojcem, nic nie będzie wiedzieć. A jeśli? To mnie nawet nie znajdzie.
W lesie na następny dzień poszłam się przewietrzyć. Dołączył do mnie Klaus. Kolejna martwa osoba która ze mną się kontaktuje. Usiadł obok mnie i wpatrywał się we mnie.
-A jednak mnie zabili. I to twoja siostrzyczka, no cóż... A ciebie co ukatrupiło? Pochwal się.
-Ja żyję. Teoretycznie. Serio nie jesteś świadomy gdzie jesteś?
-Robie sobie jaja. Odkąd jestem martwy już mi obojętne gdzie jestem. Byłem w każdym piekle i teraz trafiam do czegoś pomiędzy.
-Co masz na myśli?
-Stworzyłaś świat, który mimo tego że jest tylko wymyślony... to trafiają tu osoby martwe. Widzisz ludzi na ulicach? Widzisz. Oni są duchami, dałaś nowe życie zupełnie nieświadomie.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam w dół.
-A jednak coś potrafię.
-Nie ma tu wstępu żaden władca piekła, żadne anioły i archanioły. Nie wiem jak to zrobiłaś. Ale o tym świecie będą krążyć plotki a to stanie się legendą.
-Naprawdę nikt tu nie może wejść? Z archaniołów?
-Nikt. Dlatego chcieli wysłać tu Stefana by był szpiegiem by awansował, ale się nie zgodził. Więc wysłali go tu. Dostają się tu tylko te dobre osoby. Które nie mają nic ukrytego w sobie, żadnej nienawiści czy złych intencji.
-Czemu tu jesteś? - parsknęłam.
-Bo stałem się świętym. - powiedział kpiąco. - Nie wiem, po prostu tu trafiłem. Chyba ty mnie chciałaś.
-Nikogo nie chcę. - odparłam. - Chcę tylko spokoju.
-Nikogo nie potrzebujesz? Nie kochasz?
-Nie. Tylko to dziecko które jest we mnie.
-Czyżbyś traciła uczucia?
-Nie wiem, możliwe. Może tutaj je eliminuję.
Gdy wracałam do domu pojawił się przede mną Dean. Wiedziałam, że nie jest prawdziwy, nie ma prawa tu być. Nie ma tu wstępu i nawet nie wiadomo jak silny by był to i tak się tu nie dostanie. Bo to po prostu nie możliwe.
Na początku się uśmiechnęłam.
Ale potem wszystko zaczęłam rozumieć.
-Odejdź stąd. - warknęłam.
Milczał.
-Odejdź.
Milczał.
-Odejdź stąd.
I rozmył się jak mgła.
To było moje wyobrażenie. I ostatnie o nim. Było mi tak świetnie! Naprawdę! Cholernie mi wygodnie bez osoby, którą nadal skrycie kocham! Ale boję się tego uczucia. Zaraz... boję? To złe słowo.
Ono powoli przestaje być dla mnie ważne. To tak, jakbym chowała je bardzo powoli do pudełka, którego nikt nie może ruszać, tylko ja. I tylko ja je mogę otworzyć bo ja mam klucz. Ale niestety... gdy moje dziecko się pojawi to tylko ono będzie się liczyć. I nic nie ma dla mnie większego znaczenia. Bo kocham to dziecko i nie pozwolę by coś mu się stało, albo by mnie coś się stało. Przez miesiące stanę się na tyle silna bym umiała kontrolować moce swoje i dziecka. Mania mi pomoże. Wiedziałam to. Wiem, jak ją przekonać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz