sobota, 7 maja 2016

Od Jansen'a

...
-Mogę jej wymazać pamięć - powiedział Cas
-Hmmmm... nie chyba jej starczy

-Jak chcesz
Cas kontem oka dostrzegł łazienkę, bez słowa minął mnie i wszedł do niej, nie zamykając przy tym
drzwi. Stanął przy umywalce i wziął do ręki pastę do zębów, przeczytał coś na niej i odkręcił
tubkę, zaczął ładować pastę do zębów , do ust.
-Ale ty wiesz ,że to nie tak ? - powiedziałem mu z zażenowaniem.
Spojrzał się na mnie jeszcze przez chwilę nie odrywając tubki.

Później odłożył ją na miejsce i zaczął żuć. Zażenowany pokiwałem głową.
-Rzadko to mówię ale nie połykaj.
Niezdarnie wypluł pastę.
-Wypukaj
Wziął kubek stojący obok i wykonał polecenie.
-Szkoda ,że Em nie pamięta tego ,że zażyczyła sobie zapomnieć
-Szukamy jej ?
-Mam ją na oku, niech się odstresuje. Coś czuje ,że muszę porozmawiać z Crowlei'em
-Pracujesz dla niego!? - oburzył się
-Mamy tak jakby spółkę
-Na czym polega?
-Z tą moją mutacją nie jest kolorowo, nie mogę zabijać bo wylezie ze mnie potwór ale w sytuacji
gdy nie zabiję w ogóle, to też może wyleźć.
-Zabijasz dla niego ?
-Nie udawaj zaskoczonego.
-Hmmm... Ciekawe dlaczego Gabriel nie reaguje na Lucyfera, oni są braćmi którzy nie szczególnie się kochają.
-Braćmi ? - spytałem lekko zaskoczy
-Nie mów że nie wiesz - odparł zażenowany
-Nie, no skąd, biblia i te sprawy, jasne że wiem.
-Gabriel z trzecim bratem Rachaelem (unicestwiony) no i tobą dali by radę Lucyferowi.
-Ja się nie piszę.
-Musisz
-Muszę ale znaleźć Em.


Zadzwoniłem do Gabi.
-Jak się czujesz ?
-Całkiem ok... wytłumaczysz mi to co tam zaszło?
-Taaa... innym razem
Rozłączyłem się.


Odnalazłem bar w którym była Em. Wszedłem tylko do środka i już ją widziałem.
Babka ledwo siedząca na krześle osaczona przez kilku typów równie pijanych.
Podszedłem do niej omijając kolesi bez słowa.
-Em. chodź starczy ci.
Chciałem ją wziąć na ręce ale zaczęła się opierać
-Ej zostaw ją - odezwał się jeden ja tylko zaatakowałem go spojrzeniem
-Dobrze gada! - dopingowała go Em.
Spojrzałem się na nią zaskoczony ale nie miałem jej tego za złe, była pijana.
-Tak się składa, K O L E Ś, że ja i wielki Bob wyjedziemy razem na Alaskę i będziemy hodować małe pingwinki. - powiedziała wymachując butelką wishki.
-No! - odparł
Em przechyliła butelkę do ust i piła bez opamiętania, im bardziej przechylała prawie już postą
butelkę tym bardziej spadała z krzesła. Złapałem ją gdy zasnęła z upicia.
-Teraz jest nasza! i się nie dzielimy dryblasie ! - powiedział koleś idący powoli w moją stronę
chwiejnym krokiem. Na szczęście byli tak pijani ,że mogłem ich minąć bez problemu z Em na rękach.
-Ej ona nie zapłaciła! - powiedział kelner
Zatrzymałem się i spojrzałem na niego.
-A to mi to mówisz? Ja tego nie piłem.
Wyszedłem z baru i zawiozłem Em prosto do domu. Jej ciuchy i ona sama śmierdziały niemiłosiernie
alkoholem i potem. Położyłem ją na sofie i się jej przyglądałem, nagle lekko się przebudziła.
Mogłem manipulować jej ciałem jak lalką i to zrobiłem ,żeby ją rozebrać i pomóc wziąć prysznic.
Wątpię ,że będzie coś z tego pamiętać. Prysznic wzięliśmy w sumie wspólnie, ona nie potrafiła nic zrobić.Następnie ubrałem ją w koszule nocną i położyłem na łóżku. Zasnęła od razu, miałem wątpliwości czy w ogóle się obudziła a może tylko lunatykowała.
Poszedłem do kuchni zrobiłem coś co będzie mogła sobie zjeść pijana Em i zniknąłem razem z Crowley'em Wszystko przebiegło tak jak zawsze, ja uspokoiłem mutacje a król piekieł był zadowolony z kolejnej duszy.
Wziąłem prysznic już drugi raz tego wieczoru i położyłem się koło Em, objąłem ją ramieniem.
''Nie masz się czego bać"  wyszeptałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz