Zabrałem bliźniaczki do kina, musiały trochę wyluzować, właśnie wracaliśmy, pieszo aby
miały czas porozmawiać. Przy tym spotkaniu rzadko widziałem jakieś smutki czy zmartwienia,
dziewczyny dobrze się bawiły, chciałem żeby tak było. Gdy któraś z nich zaczynała się
przejmować jak nie Erykiem to Damonem z całych sił próbowałem to zmienić i o dziwo się udawało.
Miałem nadzieje ,że to spotkanie odbędzie się bez problemów chodź to było mało prawdopodobne.
Szliśmy przez park dziewczyny rozmawiały między sobą a ja czułem się jakby wyłączony z towarzystwa
ale w sumie to i lepiej, one miały wspólne tematy w których nie było miejsca dla mnie.
Nagle zawirował mi telefon, stanąłem na chwilę i odebrałem.
-Dean?
W telefonie usłyszałem głos Crowley'a
https://media.giphy.com/media/wPa0c2BUhFF1m/giphy.gif
-Pomyłka - powiedziałem pośpiesznie i odłożyłem telefon, teraz jestem zajęty.
Dogoniłem dziewczyny. Wydawały się nawet nie zauważyć mojej chwilowej nie obecności,
tak myślałem do chwili gdy Em nie spytała.
-Z kim rozmawiałeś ?
-Pomyłka - powiedziałem i stanąłem miedzy dziewczynami obejmując je ramionami.
-Ta jasne pomyłka - zaśmiała sie Gabi
-Czy to ważne - dodała mniej uśmiechnięta Emilie
Wcześniej
Byłem w domu, aktualnie Emilie pracowała, od jakiegoś czasu upiera się że nic nie wie o spawie
z Lucyferem, jakieś omamy? manipulacje? nie wiem, ale w sumie może to i lepiej, nie martwi się
niepotrzebnie, jest beztroska i słodka.
Siedziałem właśnie w salonie na kanapie, i rozmawiałem przez telefon, dłuższy czas mnie nie było
w pracy, chcieli mi dać ostatnią szanse ale podziękowałem, nie mam na to czasu a pieniądze mam odłożone,
i jeszcze jest warsztat, ruszę trochę z reklamą i się rozkręci.
Nagle lampki i wszelka elektryczność zaczęła szaleć, telewizor który grał gdzieś w pokoju zamilkł,
niepotrzebnie włączona lampka nocna w salonie zgasła, po chwili światło główne w salonie się
uspokoiło. Przede mną stał Castiel. Nie okazywał żadnych emocji, był spięty.
-Emilie wybrała
-Co ? - odłożyłem telefon
W odpowiedzi się tylko na mnie spojrzał.
-Śledzisz mnie ?
-Emilie była w niebie, musiałem o tym wiedzieć.
-Szlak - powiedziałem na chwile odwracając wzrok - Co zadecydowała ?
-Wybrała nas
-A wy jej wymazaliście pamięć
-Chciała tego
Zamilkłem.

-Dean ja i Sammy możemy ci pomóc
-Niby jak ?! - podniosłem głos - próbowaliście i wystarczy! Daj mi spokój i się w to nie mieszajcie!
-Ale Dean - spojrzał się na mnie tym swoim szczenięcym wzrokiem
-Nie i już! znikaj!
-Sam widział nagranie morderstwa, ty tam byłeś, jest już w drodze.
-To go zatrzymaj, jak mnie znajdzie to go zabije. - powiedziałem stanowczo
-Dean...
Nagle drzwi uchyliła Em, niosła torby z zakupami, Cas zniknął a ja pomogłem jej dźwigać.
Położyliśmy zakupy w kuchni i zaczęliśmy rozpakowywać.
-Z kim rozmawiałeś ? - spytała
-Ja? z nikim, telewizor grał.
-Nie widziałam jak go wyłączasz.
-Jestem szybki - powiedziałem i się uśmiechnąłem zalotnie
-A kim jest Dean?
-Takim gościem z TV, a co to przesłuchanie ?
Teraz
Szedłem na siłownie podpisać niezbędne papiery kończące moją współprace z nimi, już widziałem
budynek docelowy ale nagle moją uwagę zwrócił głos Gabi.
-Jansen !
Dziewczyna wybiegła na ulicę i wtedy zdarzył się wypadek, kierowca uciekł ale go zapamiętałem.
Nie miałem teraz czasu na ściganie go. Podbiegłem do nieprzytomnej Gabi, nie było z nią dobrze,
krwawiła z uszu i była połamana. Szybko przeniosłem ją do Impali stojącej dość daleko ale bliżej nie
było miejsca parkingowego i zawiozłem ją do szpitala. Tam lekarze zabrali mi ją, czułem się bezradny.
Pobiegłem za nimi prosto pod sale operacyjną, wszystko trwało tak szybko, zanim się obejrzałem
straciłem ją z rąk a później traciłem ją w świecie żywych. Musieli ją reanimować, jeden wstrząs,
drugi i trzeci, wiedziałem ,że czwarty nigdy nie następuje, bo już nie ma sensu, Gabi umarła.
Dwóch lekarzy minęło mnie ze spuszczonym wzrokiem, nikt nie chciał się na mnie spojrzeć, łzy napływały mi do oczu, podbiegłem do ciała dziewczyny i trzymałem ją za rękę, mówiąc coś w stylu.
,,Wszystko będzie dobrze, wyjdziesz z tego" chodź sam średnio w to wierzyłem, nie miałem jak
porozmawiać ze śmiercią bo nie miałem jak czasowo umrzeć, byłem taki bezradny. Nagle po drugiej
stronie stołu pojawił się Cas. Spojrzał się na martwą Gabi, a później mi w oczy, kiwnąłem na tak
i nagle położył dłoń na jej czole. Po chwili Gabi, zaczęła kaszleć i przyzwyczajać oczy do ostrego światła
lampy. Cas ciężko upadł na podłogę. Pomogłem dziewczynie usiąść. Przez cały ten czas trzymałem ją
za rękę. Gdy się już ogarnęła spojrzała się na mnie a później na podłogę gdzie próbował wstać
Cas. Wtedy zorientowałem się że to on teraz potrzebuje pomocy. Podszedłem do niego, położyłem
jego ramie na moich barkach i pomogłem usiąść na stołku przy szafie.
-Trzymasz się stary ?
-Tak, dam rade - wysapał
-Na pewno ? Nie wyglądasz najlepiej.
-Dzięki Dean, też wyglądasz świetnie - uśmiechnął się - możemy sobie pomóc - powiedział poważnie
-Dzięki Cas, odpocznij i przyjdź do mnie.
Po tych słowach Cas zniknął a ja znów spojrzałem się na Gabi.
-Co się stało ? - spytała ściągając z siebie koc operacyjny, i powoli wstając z zimnego stołu.
Nagle do sali wszedł lekarz i aż z zaskoczenia upuścił notes, stał zdębiały i patrzył się jak Gabi
stoi o własnych siłach.
-Przecież ty jesteś mar...
Przerwałem lekarzowi i wziąłem dziewczynę na ręce po czym szybko opuściliśmy szpital.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz