piątek, 27 maja 2016

Od Jansen'a


I tak się na nią patrzyłem przez dłuższą chwilę a gdy jeszcze chciała coś dodać spochmurniałem mówiąc
-Żadnych pytań
-Ej! nie możesz tak.
-Mogę i właśnie to zrobiłem. Wina ? - spytałem wstając do barku
-A ty dlaczego możesz zadawać pytania ?
Spojrzałem się na nią trzymając czerwone i białe, przekrzywiłem głowę.
-Białe, mam dość krwi. - powiedziała spuszczając ręce, wiedząc ,że nic nie wskóra.
Podałem jej pełny już kieliszek i sam wziąłem drugi.
-Ale ty wszystko o mnie wiesz.
-Tak jest dobrze
-Nie, tak jest wygodnie dla ciebie
Nagle do pokoju weszła wściekła Gabi. Spojrzała się na nas i wybuchła.
-I co ? Teraz sobie winko pijecie?! Emilie dlaczego uciekłaś? po co przyszłaś? zrobił ci coś ?
-Daj spokój, wszystko jest dobrze, byłam się przejść ale zorientowałam się ,że sklep zaraz zamykają
i nie miałam czasu rozmawiać.
-Sklep po południu ?
-A czemu by nie?
-Nie ściemniaj
Przerwałem małą sprzeczkę sióstr.
-Gabi tez chcesz wino ? Mówiłem ,że się nią zajmę. - uśmiechnąłem się
-Ostatnim razem też tak mówiłeś i ją porwali.
Trochę zgasłem i dłuższą chwilę wymyślałem co powiedzieć.
-Jak chcecie, ja wychodzę. - powiedziała i wyszła
Spojrzeliśmy się po sobie z miną typu ,,co to miało być" ale nikt z nas tego nie skomentował tylko się zaśmialiśmy.
Nie zdążyłem wziąć dobrego łyka gdy usłyszałem w podświadomości Crowley'a ,,Szybko"
Spojrzałem się na Emilie a ona już wiedziała ,że chcę się zwinąć, kobiety i ten ich 6 zmysł.
-Wychodzisz? - spytała odstawiając lampkę wina na stolik nocny
Pokiwałem głową i zniknąłem.

Pojawiłem się na korytarzu piekła, powoli szedłem w stronę sali tronowej ale nagle pojawił
się przed mną Crowley

-Łosia nie możemy namierzyć
-Nie interesuje mnie to w dalszym ciągu
-Ostatnio mu pomogłeś
-Rozwiązałem nie rozwiązane
-To nie obchodzi cię czy sam jeszcze żyje ?
-Jakby umarł to na pewno być o tym wiedział.
Spuścił głowę, odsapnął i spojrzał się na mnie
-Racja. Ale..
-Nie obchodzi mnie w co się wplątał.
-Dean, panujesz nad tym w dobie dlaczego dla jakieś samicy potrafisz być czuły a Sama się
pozbywasz.
-Kiedyś może jutro może za rok nastąpi chwila gdy nie będę już nad tym panował
-W takim razie dlaczego mieszkasz z Emilie ? Jej też zagrażasz.
-Nie... wiesz to coś innego, przy niej czuje się w miarę normalnie jeżeli to w ogóle da się nazwać normalnym, ona tak jakby chamuje to ?
-Czym ona jest?
-Człowiekiem
-Kłamca! Ludzie to mrówki
-Sam byleś jednym z nich
-Jak widać awansowałem.
-Dobra mów co z Samem
-Nie wiem, chciałem ci tylko powiedzieć ,że nie wiem co z nim
-I tyle ?
-Zawsze wiedziałem a teraz nie wiem to chyba jest warte uwagi
Wkurzony pojawiłem się tam gdzie go ostatnio widziałem. Przeszedłem się po tym miejscu poszukać
czegoś w rodzaju poszlaki, i w sumie nie sądziłem ,że będzie to takie ławę. Gdy ukucnąłem
by przyjrzeć się materiałowi na betonie, spojrzałem się przed siebie i dostrzegłem
cień spalenizny w kształcie anioła, podszedłem do tego. Przejechałem palcem po cieniu, nie zmywał się, ktoś tu zasztyletował anioła. Nagle poczułem ,że ktoś się zbliża, spojrzałem się na prawo i się nie myliłem. Był to Lucyfer

Pojawił się dosłownie na ułamek sekundy, i to nie swoją osobą ale wizją. Pierwszy raz odkąd jestem
mutantem pokazał mi się, czyżby mijał mu lęk?  A w takim razie co zrobił Samowi?
Poszlajałem się jeszcze chwilę by pozbierać myśli, i wróciłem do Emilie, ale już nie byłem w nastroju do picia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz