Minęło parę dni Crowley nie potrafi wyleczyć Sama, utrzymuje go przy życiu lecz sam nie da rady wrócić go do normalności.
Crowley wyszedł z sali gdzie leży Sammy, król piekieł szedł prosto z wysoko uniesioną głową, ciężko opadł na tron. Widać było ze jest wykończony.
-aż tak? -Spytałem
-czym ty do cholery jesteś? Musze zwalczać na raz setki infekcji.
-poszukam Casa
-Nie będę z aniołem pracował
-będziesz pracował jeśli ma to uratować Sama
-Mogę w ogóle go teraz nie ratować, jest mi to nie na rękę, zmieniamy zasady
-Co?!
-Nie nie to nic wielkiego, przez czas gdy będę utrzymywał Łosia ty będziesz zbierał duszę.
-tylko zbierał?
-A co powiedziałem?
-Dobra ale najpierw odnajde Casa
Wyszedłem z piekła aby móc skontaktować się z Casem, stałem przed drzwiami do fabryki i mówiłem z głową uniesioną w stronę nieba.
-Cas! Jesteś potrzebny!
Nie przestałem go wzywać do czasy gdy pojawił się za mną. Zawsze pojawiał się za mną nigdy przed, co on z tyłka wychodzi?
-Dean?
-Musisz wejść do piekła
-coś z Samem?
-Tak, szybko.
Wlecialem do fabryki i zabierając ze sobą anioła. Gdy weszliśmy do sali Crowley'a, Cas i król piekieł stali ze sobą twarzą w twarz, atakowali się wzrokiem.
-Zamknąć bramy piekieł-powiedzial Crowley
-Co? Po jakiego? - Spytałem
-Za dużo ścierwa tu się dostaje- odwrócił się od nas i wszedł do sali Sama, stanął nad łóżkiem, Cas kolo niego.
-Myślałem że to cos w stylu jadu ale to zupełnie coś innego, leczę jego ciało ale...
-on ma uszkodzoną duszę -powiedział cas
-dziwisz się? Ma za sobą rok w klatce z Lucyferem
-no tak, ale to coś innego
Crowley silnym podmuchem powietrza zamknął mi drzwi Przed nosem, próbowałem je otworzyć ale nic z tego. Jest ich dwoje musi im się udać. Co ja zrobiłem. Teraz moje myśli są przy Samie ale podświadomość z Emilie. Właśnie co tam u nie? Rozeszlismy się w kłótni. Ale dlaczego się obraziła? Jak ktoś zmienia tożsamość to dlatego że chce zapomnieć o przeszłości i nie chce do tego wracać.
Nie chce takiego rozstania, powiem jej co chce wiedzieć i dopiero wtedy ona zdecyduje czy chce odejść.
Wyszedłem na zewnątrz opuszczając piekielne klimaty, wziąłem głęboki wdech, tu powietrze jest o wiele lepsze. Podszedłem do rozbitej z przodu impali, przytuliłem ją, i czule głaskalem jedna ręką.
-wszystko będzie dobrze, naprawie cie słonko
Jeszcze chwile ja głaskalem a potem wsiadłem do środka.
-Zabierz mnie skarbie do Emilie
Mógłbym się przenieść do niej bezpośrednio ale granicą między złem a dobrem we mnie jest bardzo cienka. Jechałem bardzo długo wydawało by się ze wieki ale w końcu czułem ją na tyle wyraźnie żeby wiedzieć że jest nie daleko, wyjechałem w las, musiałem jechać okrężną droga bo wszędzie były drzewa ale gdy została przed mną ostatnia prosta Emilie juz się na mnie patrzyła, widziałem jak powstrzymuje łzy, wyszedłem z auta i usiadłem obok niej w pewnej odległości. Zaczęła się gra w rozbrajanie bomby zegarowej, zrobię coś źle to wybuchnie.
-emn.. Cześć. -Powiedziałem
Emilie nie odpowiedziała przytuliła się do mnie i juz nie dała rady powstrzymać łez, odwzajemnilem uścisk.
-Crowley zabił Gabi -wyszeptała
Słysząc te słowa zagotowałem się w środku, to było jak wiadro gorącej wody wydanej mi na głowę.
-Ale jak to? znasz go? Ona go zna?
-znała -powiedziała odsunąć się od mnie
-Wiesz czego mnie życie nauczyło? Śmierć nie oznacza rozstania
-Ale ona sprzedała duszę
-Co!?
Emilie siedziała sztywno juz nie płacząc, przełykała gorzkie łzy. Jej postawę odbieralem tak ze ona chce abym juz sobie poszedł, wiec nie chciałem przedłużać.
-Zajmę się tym - pocałowałem ją w czoło i podszedłem do impali
-Podwieść cie gdzieś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz