Wracałam sama do domu, ostatnio unikałam kontaktu z Jansenem, jakoś tak stwierdziłam... że tak będzie dla niego lepiej. Siedzę mu na głowie. Mimo tego, że z nim czuję się bezpiecznie musiałam stać się w końcu niezależna.
Wyszłam z galerii na parking, zrobiłam prawo jazdy. Powoli stawałam na nogi po ostatnich dziwnych zdarzeniach. Nagle, jeden z samochodów ruszył do tyłu i zaraz przy mnie się zatrzymał. Przerażona krzyknęłam odskakując od samochodu.
-Przepraszam, nie widziałem cię... wszystko w porządku?
Z auta wysiadł facet około trzydziestki. Miał na sobie ciemne okulary, białą koszulę wciągniętą w spodnie. Przeczesał swoje krótkie, brązowe włosy i patrzył prosto na mnie.
Odwróciłam się za telefonem, który mi wypadł.
-Nic mi nie jest. - odparłam zła, schylałam się po telefon, gdy go podniosłam on złapał mnie i przyłożył do ust chustę nasiąkniętą chloroformem. Straciłam przytomność.
Obudziłam się w dziwnym miejscu. Słyszałam silnik samochodu i głośną muzykę. Zaczęłam panikować, ale wybrałam 911. Odebrała jakąś kobieta, kazała mi powiedzieć swoje imię i nazwisko by mogła mnie namierzyć. Kazała opisać porywacza, a ja zaczęłam krzyczeć przerażona i walić w bagażnik.
-Kochanie, uspokoj się. Zrób to dla mnie, dobrze? Emilie, musisz mi zaufać i pomoc mi.
-Boże... Jezu... Dlaczego... dlaczego ja?!
-Emilie, pomogę ci ale musisz powiedzieć co widzisz w bagażniku?
-Ehm... e... farby... i... o boże..
-Emilie? Em, co widzisz?
-On chce mnie zakopać! Jezu, nie, nie, nie, nie...
-Słuchaj mnie... czy pachnie w bagażniku starościa czy nowością?
-Bardziej starością... - odpowiadałam w płaczu.
-Słuchaj, w takim razie znajdź czerwone światła, muszą...
-Mogę je wypchnąć... - zrozumiałam o co jej chodzi.
-Dobra dziewczynka, zrób tak. Po kolei.
Zrobiłam to o co prosiła. Wypchnelam światła i złapałam do ręki telefon.
-Zrobione... co teraz?
-Weź puszkę z farbą. Następnie wylej przez otwór farbę. Zostaw ślady. Gdy skończy się jedną puszka weź następną, powiedz kiedy skończysz.
Wylałam wszystko. Gdy wzięłam telefon do ręki zobaczyłam ze dzwoni Jansen.
-Nie nie nie..
- Co się dzieje Emilie?
-Drugie połączenie...
-Nie rozlaczaj się ze mną, zostań na linii, obojętnie kto dzwoni, rozumiesz mnie?
-Ale to ważna osoba... dla mnie... musze.. - zaczęłam płakać.
-Zostań na linii...
-Musze od niego odebrać... musze...
-Kochasz go?
Milczałam.
-Jesteś tam, Emilie? Kochasz go?
-Ehm... tak... kocham...ale nie mogę... nie mogę tego czuć... ja... boże... jaka jestem głupia...
-Emilie nie jesteś, posłuchaj...
-Samochód stanął. Stacja benzynowa.
-Słyszysz kroki?
-Nie... ale...
Krzyknęłam, gdy otworzyły się drzwi od bagażnika.
-Teraz masz siedzieć cicho, jasne? Bo inaczej cie zabije. - zaśmiał się.
Kiwnelam głową wystraszona.
Gdy tankował, ja wzięłam telefon do ręki.
-Emilie co sie dzieje?
Rozejrzałam się dookoła, zobaczyłam fotel, i ramię które można wypchnac.
On tankował a ja nie mogłam przycisnąć się przez otwór. Zobaczyłam faceta który pewnie pracuje na stacji. Zaczęłam machać, gdy zauważyłam że facet się zbliża a gdy odchodził bo mnie nie zauważył zaczęłam krzyczeć.
Mężczyzna wyjął nóż i zaczal mu grozić, jednak on spojrzał na niego i podpalił nawet nie wiem jak. Krzyczałam wystraszona a porywscz wyciągnął mnie za nogi, prosiłam by nie robił mi krzywdy ale on uderzył mnie z całej siły w oko, straciłam przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz