Spojrzałam na Jansena. Miałam do niego masę pytań. No i musiałam poważnie porozmawiać.
Wsiadłam bez słowa do impali, on za mną. Opanowałam wewnętrzne cierpienie i powstrzymałam łzy. Miałam już w tym wprawę.
Przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył naciskając pedał gazu, co jakiś czas zerkał na mnie.
-Wiem, że tak naprawdę masz na imię Dean Winchester... i najwyraźniej masz brata.
Przestał się na mnie patrzeć. Zjechał na pobocze i wyłączył silnik.
-Wysiądziemy? - spytał.
Otworzyłam drzwi i stanęłam stabilnie na ziemi łamiąc małe gałązki pod swoim ciężarem. Spojrzałam w dół, a potem na niego.
-Tak, okłamałem cię. Nie mogłem mówić prawdy. Moje prawdziwe ja zna nieliczna grupa osób...
-Skąd znasz Crowley'a?
-Jest...
-Królem piekieł, to wiem. Skąd go znasz?
Zacisnął zęby.
-Tak jakby... mamy wspólne interesy.
-Yhm. - kiwnęłam głową. - A kto to Klaus?
-Skąd... zaraz, skąd znasz Klausa? - spoważniał.
-Poznałam przypadkowo. Uczył mnie jak być łowcą.
-Dalej cię uczy?
-Nie, ale chce rozmawiać z tobą i Samem.
-Dlaczego uczył cię jak być łowcą?
-Bo mój ojciec nim był. Gdy dowiedziałam się, że Crowley zabił moją siostrę postanowiłam ją pomścić i...
-Nie ma takiej opcji. - zaśmiał się nerwowo.
-Bo?
-Bo on cię zabije.
-Najwyżej. - wzruszyłam ramionami zirytowana. - Nie będziesz o tym decydować Dean!
-Jeśli zabijesz Crowley'a lub cokolwiek mu zrobisz mój brat umrze.
-Co...? - wydusiłam. - Zrobił to specjalnie. Musiał o mnie wiedzieć. Tylko skąd...?
-Słuchaj, nie pozwolę Ci iść tam... bo jak to zrobisz... to stracę dwie ważne dla mnie osoby, jasne?
Zamilkłam.
-Nie załatwisz tego.
-Ty też nie! Myślisz, że zemsta przywróci twoją siostrę do życia? Nie pozwól by przerodziło się to w chorą obsesję, Em. - spojrzał mi w oczy.
-Pojedziesz ze mną? - spytałam spokojnie.
-Gdzie?
-Pokieruję cię.
Wysiedliśmy przed kamienicą w mieście w której wynajmowałam mieszkanie. Weszliśmy. W środku panował porządek, bo jakby inaczej. Aiden leżący w przestronnym korytarzu ani drgnął gdy zobaczył nowego gościa. Był nie ufny, widząc Deana musiał coś wyczuć. Pogłaskałam go, z kamiennego posągu zmienił się w potulnego psa. Zawsze gdy go dotykałam, gdy był przy mnie stawał się kochany.
-Masz psa? - spytał zaskoczony Dean.
-Pomaga mi w tropieniu.
-Wyszkoliłaś go?
-Tak jakby. - odparłam wchodząc do salonu.
Dean wszedł za mną.
Na kanapie siedział Klaus trzymając w ręku coś znajomego...
-Co to jest? - spytałam drżącym głosem.
-Poznajesz? To kawałek kurtki twojego ojca. - zaśmiał się wstając. - Nawet przyprowadziłaś obstawę. - spojrzał na Deana.
Gdy widziałam kawałek znajomego materiału wiedziałam, że tacie coś się stało. I on za tym stoi. Nadal lekko kulał ze względu na poprzedni postrzał. Już miałam się na niego rzucić ale Klaus i Dean zareagowali pierwsi. Rzeczywiście się znali i mieli jakieś niedokończone sprawy...
Dean spojrzał na leżącego na ziemi Klausa, zdawało się, że zaraz ma stanąć na równe nogi i rzucić się na niego ale Dean był szybszy. Kopnął go i skręcił kark, przy okazji strzelił mu w łeb. Odwróciłam wzrok.
-Chodźmy stąd. - pociągnął mnie za rękę.
-Co? - spytałam zaszokowana.
-On wróci.
-Przecież właśnie go zabiłeś...
-Właśnie o to chodzi. Kurde, rzeczywiście wiesz mało o łowcach.
-Dobra, pójdę, ale biorę Aidena.
-Jak mi zasra samochód to..
-To zabiję, tak, wiem.
Nie mogłam w to uwierzyć. Ojciec musiał żyć, teraz to nie to samo co z Gabi. Dałby znak, jeśli byłby martwy. Znam go. Nie popełnia błędów, był jednym z najlepszych, tak czytałam w jego dzienniku. Tam był też dokument i fałszywe dowody legitymacyjne jak FBI czy szeryf okręgowej policji. Wyjęłam dziennik siedząc w samochodzie Deana.
-Wysadź mnie pod domem rodziców. - poprosiłam nie odrywając wzroku od fałszywek.
-Nie ma sprawy. Skąd to masz?
-To mojego ojca. Wszystko zachował. W domu musi być jakaś informacja gdzie jest.
-Mówił, gdzie jedzie?
-Nie mieszaj się w to, masz swoje sprawy.
-Nie puszczę cię już nigdzie samej. Obiecuje.
Spojrzałam na niego i szybko odwróciłam wzrok.
-Nie było cię wystarczająco długo bym stała się na tyle niezależna, by zabić takiego Klausa.
-On nie jest zwyczajnym demonem.
-To czym jest?
-To Abadon. Przybiera ten sam wygląd co zawsze.
-Anioł Czeluści?
-Ile o nim wiesz?
-Nic...
-Hebrajskie imię Apollyon, dosłownie ''zatracenie''. Po hebrajsku Awadon oznacza ''zagłada'', pan demonicznej szarańczy i nazywa się go Piekielnym Aniołem. Raz nieźle zaleźliśmy sobie za skórę i teraz trochę się będzie mścił. Na wszystkich po kolei. Zrobiłaś mu coś?
-No... w zasadzie... nie chciałam mu powiedzieć nic o Tobie i Samie. Gdzie jesteście...
-No i super. Teraz ma coś do twojego ojca, a więc musimy go znaleźć.
-Jakie my? Ja muszę. Na razie pójdę do domu... zobaczę jak się trzyma mama i poszukam czegoś, jakiegoś tropu. - zamknęłam dziennik.
-Ale ja cię już nie zostawię z niczym. Jeśli chcesz żebym odszedł to powiedz...
-Zostań i nigdy nie odchodź. - odparłam patrząc na drogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz