piątek, 27 maja 2016

Od Emilie

  Siedziałam w fotelu rozmawiając ze starą znajomą z redakcji. Nie wiem skąd miała mój nowy numer... jednak zadzwoniła. Kiedyś byłam z nią blisko, ale odkąd weszłam do dziwnego świata nadnaturalnego wolałam już z nikim się nie zadawać, urwać kontakty. Gdy rodzice mnie wywalili z domu bojąc się o siebie i o życie siostry już w ogóle straciłam wiarę w to, że oni mi wybaczą.
  Jansen wkurzony usiadł naprzeciwko mnie, a Gabi szybko wyszła, jakby oparzona. Dziwnie się zachowywała. Rozłączyłam się i wyczułam coś znajomego, jakby... rosnącą adrenalinę, podekscytowanie i lekki strach. Nie czułam się tak, jakbym ja to odczuwała... musiała to być moja siostra.
-Gdzie Gabi? - spytał Jansen biorąc z blatu piwo.
-Nie wiem. - odparłam zastanawiając się, co ona znowu wymyśliła.
-To co się dzieje?
  Spojrzałam na niego i pokręciłam głową.
-Ona coś kombinuje.
-Kto? Twoja siostrzyczka? Jest aniołem, da sobie radę.
  Przekrzywiłam głowę zirytowana.
-Po prostu się martwię.
-Jak zawsze. A czy ona się o ciebie martwiła ostatnimi czasy? Kto ci ratował tyłek? Ja? Czy kochająca troskliwa siostrzyczka? Daruj sobie, ona ma swoje sprawy i jeśli ci o nich nie mówi, to chyba nie chce żebyś brała udział w czymkolwiek.
-Możliwe. - mruknęłam.
  Wstałam i ubrałam kurtkę.
-Gdzie ty idziesz?
-Muszę coś załatwić...
-Znowu cię coś porwie?
-Nie. Nie tym razem.
-Podwieźć cię?
-Nie.
  Zadzwoniłam po taksówkę. Pojechałam do domu rodziców. Mama na początku, gdy mnie zobaczyła, nie chciała mi otwierać szerzej drzwi, ale po chwili rzuciła się na mnie i przytuliła mocno. Ojciec właśnie wrócił z pracy. W domu panował porządek, każdy kawałek podłogi lśnił czystością, każdy kawałek domu był w idealnym porządku. Mama właśnie podpisywała jakąś umowę z nowym pracodawcą, musiała znów zacząć grać w filmach. Cieszyłam się, jej osiągi były dość znaczące, a gdy przestała grać z mojego powodu było mi jej szkoda.
-Co cię tu sprowadza?
-Stęskniłam się. - mruknęłam. - Gdy wyrzuciłaś mnie z domu pomyślałam, że nigdy nie odważę się tu przyjść... tyle wam wyrządziłam przykrości... ale jestem już... normalna, jestem człowiekiem. Musicie mi uwierzyć. Przepraszam was.
  Spojrzałam się na mamę i tatę.
  -To nasza wina. Nie powinniśmy byli cię wyrzucać. Jesteś naszą córką.
-Ale Gabi jest ważniejsza ze względu na to kim jest. - dokończyłam za matkę. - Rozumiem to. Po prostu chciałam się pogodzić.
  Mama przytuliła mnie.
  Zawsze lepiej dogadywało mi się z ojcem, z matką gorzej. Nigdy mnie nie rozumiała, z Gabi było na odwrót. Mama trzymała jej stronę a moją tata. Był strasznie wyluzowany, mam z nim najlepsze wspomnienia. Jak w wieku dwunastu lat poprosiłam go o łyk piwa, chciałam posmakować, a on dał mi całe. Może to nie w porządku w tym kraju, ale gdy mieszkaliśmy przez jakiś okres w Bułgarii, tam było to normalne, że dzieciom raz na miesiąc czy coś w tym stylu, dawało się trochę piwa. Mama nie ważne jaka była kultura i jakie przekonania - nigdy nie pozwalała MI na nic. Gabi na wszystko. A ojciec jej na nic nie pozwalał, mnie na wszystko.
-Zostajesz z nami?
-Nie... mieszkam w mieście. W hotelu.
-Jak to w hotelu? - oburzyła się mama.
-Nie miałam po co wydawać pieniędzy na mieszkanie skoro z niego mało korzystałam.
-Co to znaczy, że mało korzystałaś?
-Po prostu jedyne co to tam spałam, mało bywałam w mieszkaniu... ehm... dużo pracowałam.
-W redakcji?
-Tak. - odparłam szybko.
  Dostałam telefon od Nathalie, stara znajoma która dzwoniła do mnie wcześniej.
-Przepraszam was na chwilę.
-Zapomniałaś o mnie?! Miałaś przyjść na wesele...
-Nie mam sukienki to raz... a dwa, mogłabym nawet w dresie tam przyjść tylko... nie mam ochoty, nie lubię takich okazji...
-Wesele twojej starej dobrej przyjaciółki się nie liczy tak?! Wisisz mi przysługę! Pamiętasz? Chciałaś dostać się do Co tam? a ja ładnie wkroczyłam do akcji...Będzie mi tak przykro jak nie przyjdziesz...
  Zacisnęłam zęby, wstrzymałam oddech i zła, udawałam miłą.
-Jasne. Przyjdę.
-Ale musi być osoba towarzysząca.
-Co?!
-Mogę załatwić Christiana...
-Nie, nie... poradzę sobie.
-Za ile będziesz?
  Wzięłam powoli powietrze do płuc i wypuściłam.
-Daj mi... piętnaście minut...
-Super! Czekam!
-Muszę iść... stara znajoma ma wesele.
-Odwiedzisz nas jeszcze. Mam taką nadzieję. - odburknęła mama.
-Jasne. - uśmiechnęłam się i wyszłam.

  Jedyna sukienka jaką miałam to czarna. Założyłam ją chyba raz na pogrzeb babci w Chicago. Nie nosiłam sukienek! To Gabi była tą od noszenia pięknych sukienek. Wyjęłam z szafy tą czarną i weszłam do salonu.
-Zbieraj się.
-Gdzie idziemy i czemu masz na sobie czarną sukienkę?Ktoś umarł?
-Ktoś bierze ślub. Nie chcę tam iść ale muszę.
-Jakiś wywiad z jakimś celebrytą? - zaśmiał się. - Wracasz do pracy?
-Muszę tam być z osobą towarzyszącą więc ubierz cokolwiek.
-Mogę dresy? - zażartował.
-Ja to miałam w planach, ale wolałam wyjść na sukę i założyć pogrzebową sukienkę. - uśmiechnęłam się.

  Na miejscu po rozmowie ze starymi znajomymi z roboty postanowiłam zacząć robić coś pożytecznego. Wzięłam wino i piłam z gwinta.
  Jansen podszedł do mnie i zaśmiał się widząc mnie z winem, jak piję je w ten sposób.
-Świetnie się bawisz widzę.
-Nie mam większej ochoty tu być, a alkohol zawsze jest dobry na przetrwanie pewnych okoliczności.
-Święta racja, ale szybko się tym nie nawalisz.
-Na pewno szybciej niż połowa tych wystrojonych dziewczyn tutaj.
-Czy ty jesteś na mnie zła? - spytał z uśmiechem.
-Nie, a czemu? - wzruszyłam ramionami biorąc kolejne łyki.
-Bo całkiem niedawno widziałaś jak podrywała mnie napalona laska a Ty sięgnęłaś po butelkę wina?
-Wisi mi to. - odparłam wymijająco. - Może latać za tobą cały tabun dziewczyn...
-No przecież lata. - zaśmiał się.
-Tak, ale ja wiem, że latasz tylko za mną. Powiedz mi, że się mylę. - mrugnęłam do niego i odeszłam dopijając wino.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz