Siedziałam w pokoju, Jansena nie było już jak się obudziłam. Czułam od rana że ktoś mnie obserwuje. Czułam się w mieszkaniu jak nie u siebie, siedziałam na kanapie pod kocem już dłuższy czas. Bałam się ruszyć z miejsca.
Gdy usłyszałam pukanie do drzwi, wzdrygnęłam się lekko i poszłam do drzwi, spojrzałam przez wizjer. Dwóch facetów w czarnych płaszczach. Nie znałam ich, jeden był czarnoskóry. Otworzyłam drzwi i spojrzałam na nich zaskoczona.
-Idziesz z nami. - powiedział czarnoskóry.
-Ale... ale gdzie? Kim jesteście?
-Aniołami.
Trochę się przestraszyłam, ale poszłam z nimi. Chociaż miałam przeczucie, że idę na pewną śmierć. Jeden z nich dotknął mojego czoła i straciłam przytomność.
Gdy się ocknęłam byłam w dziwnym pomieszczeniu. Wszędzie było bardzo jasno, biało, dziwnie... czułam jak dobroć sama wdziera mi się przez nozdrza.
Wszedł do środka Archanioł Gabriel. Skąd wiem że to on? Gdy się pojawił w głowie słyszałam szepty właśnie jego imienia.
-Wybrałaś już, Emilie? - spytał spokojnie.
-Tak. Ale mam warunek.
-Stawiasz je mnie? - spytał lekko zaskoczony. - Słucham Cię.
Wstałam z krzesła i spojrzałam mu w oczy.
-Chciałabym... zapomnieć o tym co się działo. O tym kim jest Gabi, o tym kim jestem ja. Ale nie chce zapominać o osobach które poznałam.
-Dobrze. A więc niech tak będzie. - dotknął mojego czoła, ale nic się nie wydarzyło. - Ale przyrzeknij, że nigdy nie wstąpisz w szeregi diabła.
-Przyrzekam, zgadzam się na wszystko... tylko... wymarz, proszę, to czego nie chcę pamiętać.
Obudziłam się w swoim pokoju. Przeciągnęłam się i poszłam do kuchni. Czułam się strasznie zmęczona... co ja takiego robiłam przed snem? Ach, no tak, praca w tym szpitalu mnie trochę wykończyła...
Do środka wszedł Jansen, a ja przy głośnej muzyce robiłam obiad, planowo - dla siebie. Musiałam zmienić plany skoro pojawił się tak nagle.
-Widzę humor dopisuje. - usiadł przy blacie wpatrując się we mnie.
-Chcesz coś?
-Jeszcze pytasz? - parsknął.
Położyłam mu na blacie hamburgera, który był większy od jego głowy.
-Skąd nauczyłaś się takiego robić?
-Pracowałam w barze, w którym robili najlepsze hamburgery w mieście. Ja co prawda byłam kelnerką ale kumpel uczył mnie jak robić idealnego. No i prosz!
-Zajebisty. - powiedział gdy wziął gryza.
Zniknął w sekundę.
-Więcej nie ma, sorry.
-I jak się czujesz?
-Po pracy? Zmęczona...
-Przecież skończyłaś pracę w szpitalu, ja raczej pytam o samopoczucie... po ostatniej akcji z Lucyferem myślałem, że jesteś trochę...
-Lucyferem? Nie znam kogoś takiego, w ogóle co to za imię. - zaśmiałam się.
Spojrzał na mnie dziwnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz