poniedziałek, 30 maja 2016

Od Emilie

  Coraz bardziej się niecierpliwiłam. Zbyt wolno to szło a wraz z tym uciekał mi Crowley. Nie wiedziałam nawet z kim pracuje. Podobno jest bardzo silny, jednak nie mogłam czekać. Klaus pchał mnie coraz bardziej do bram piekła. Zaczęło mnie to irytować. Podejrzewałam coś. Nie mogłam już mu ufać... musiałam znaleźć kogoś innego, kto nauczy mnie reszty.
  Zrobiłam prawo jazdy. Z Portland musiałam zapieprzać do Seattle do rodzinnego domu. Nie na potrzebę zobaczenia się z nimi, wpadam tam po Aidena. Pies może być czymś w rodzaju odpowiednika zwierzęcego, czyli drugą mną. Jest nadnaturalny, a to zdarza się bardzo rzadko. Urósł, jak na rok był wielkim owczarkiem, którego mama miała serdecznie dosyć.
-Mam nadzieję, że weźmiesz tego kundla. - parsknęła pracując w kuchni.
-Po to tu przyjechałam. - odparłam. - Gdzie tata?
-W garażu. Siedzi tam codziennie odkąd Gabi zaginęła...
  Nadal myśleli, że jest uprowadzona. Tak im powiedziałam. Nie miałabym serca mówić prawdy w oczy moim rodzicom. Nie mogłabym wtedy wyjechać, tak było prościej. Pies obserwował moje kroki, gdy wyszłam na zewnątrz w stronę garażu poszedł moimi śladami. Gdy stanęłam, zrobił to samo, równo ze mną. Jakby mnie naśladował.
-Tato?
-O, hej kochanie. - szybko zamknął bagażnik.
  Szykował się dokądś.
-Gdzieś wyjeżdżasz?
-Tak... na ryby z Billy'm i Harrym.
-Oh... No to miłego wypoczynku.
-Nie chciałbym zostawiać samej mamy...
-Nie mogę zostać tato. - westchnęłam rozumiejąc, co chce przez to powiedzieć. - Mam do załatwienia masę spraw.
-Wiem, że znalazłaś mój dziennik, Emilie.
  Spuściłam wzrok.
  Podszedł do mnie kładąc dłoń na ramieniu.
-Odkrywasz siebie. Zawsze ukrywałem to przed tobą i mamą, ale wiedziałem, że kiedyś nastąpi dzień, w którym zostaniesz jednym z nas.
-Z nas?
-Zrozumiesz, gdy trochę poćwiczysz...
-Trenuję od kilku miesięcy. Ja... ja to robię bo nie mam wyboru.
-Masz wybór. Możesz mieć normalne życie...
-Jak ty? I patrząc jak giną ludzie? Tato, ściga mnie jakiś psychopata, jestem jakimś nasieniem diabła... i łowcą. Nie wiem kim jestem. I straciłam kogoś... Kogoś bardzo bliskiego... - przegryzłam wargę i od razu gdy poczułam przypływ łez skarciłam się w duchu.
-Kochałaś go, prawda?
  Spojrzałam w oczy taty. Rozumiał mnie tak bardzo...
-Nadal kocham. - zaśmiałam się nerwowo. - Ale straciłam go. Teraz oddaję się temu czemu powinnam.
-Emilie, wiem, że masz obsesję na punkcie zaginięcia Gabi...
-Nie mam obsesj...
-Masz. Spójrz mi w oczy i powiedz, że tak nie jest. Chcesz usilnie ją znaleźć lub pomścić. Nie jestem głupi. Znam cię jak nikt inny. - uśmiechnął się lekko. - Podejrzewam, że ona nie żyje. Ale musimy mówić matce, że jest inaczej. Jednak... kochanie... musisz zrozumieć, że strata siostry i zemsta nie zwrócą ci jej, jeśli ona nie żyje.
-Jeśli nie żyje. A co jeśli jest żywa?
-Czułaś ten ból łamanej więzi. To oznacza...
-Przykro mi tato... ale muszę iść.
-Nie oddawaj się żądzy zemsty. Ryzykujesz. Popełnisz błąd który popełniła Gabi.
-Nic takiego się nie stanie.

  Wyszłam z psem nie żegnając się nawet z mamą. Nie wiem czy ojciec okłamał mnie w sprawie zwykłego wyjazdu na ryby. Myślę, że ma sprawy do załatwienia, i to nie takie zwykłe sprawy.
  Ta rozmowa z ojcem była szczera. Wszystkie uczucia z siebie wyrzuciłam, a teraz musiałam się pilnować. Pierwszy raz od dawna czuję się niezależna, bezpieczna i to sama. Nie muszę biec i prosić kogoś o pomoc. Kupiłam niewielkie mieszkanie w centrum tylko po to, by mieć gdzie spać, gdzie brać prysznic i ewentualnie zjeść. Byłam cały czas na tropach różnych zagadek, legend różnych miast. Wiele już miałam na swoim koncie, a ludzie zaczęli o mnie mówić. Nie tak wprost, po prostu o tajemniczej dziewczynie, która jest tylko przejazdem a gdy znika z miasta przestają dziać się różne dziwne rzeczy związane z danymi legendami.
  Klaus dziwnie się rozpłynął, nie miałam z nim żadnego kontaktu. Teraz miałam tylko Aidena. Dziwne, że jestem aż tak związana z psem. Siedział na tylnym siedzeniu patrząc przez okno. Woziłam go nie bez powodu, był mi potrzebny. Owszem, kochałam go, ale miał dziwny zmysł. Wyczuwał zagrożenie, nadnaturalne istoty.
  Śpiewałam każdą piosenkę która leciała w radiu. Musiałam korzystać z wolnej, luźniej chwili. Wykonując swoje wyznaczone zadania byłam zwykle skupiona ale wyluzowana. Stres przeszkadza, a radzę sobie z nim świetnie.
  Szybko nauczyłam się wielu rzeczy, ale nie byłam dość dobra. Jednak działałam na własną rękę. Mało rzeczy potrafiłam, jednak wolałabym podejmować nauki na bieżąco.
  Aiden zaczął się niepokoić gdy przejeżdżaliśmy obok starego tartaku. Zahamowałam i cofnęłam się do miejsca. Mój pies nigdy bez powodu nie szczeka.
  Zaparkowałam i otworzyłam tylne drzwi by Aiden mógł się rozejrzeć. Wybiegł i wąchając poszedł w stronę drzwi domu. Gdy tam weszłam zobaczyłam Klausa.
  Pies zaczął warczeć, a gdy mój stary znajomy uniósł rękę a Aiden zaczął się wyginać i piszczeć wyciągnęłam pistolet i wymierzyłam w niego.
-Przestań, albo ci podziurawię łeb.
-Jak zwykle ton masz opanowany i spokojny. Nieźle cię wyuczyłem. Córeczka Lucyferka. - parsknął.
  Aiden przestał cierpieć, stanął obok mnie trochę kulejąc.
-Jeszcze raz dotkniesz mojego psa a zrobię z ciebie sitko.
-Groźnie. - zaśmiał się. - Ale nie po to tu przyszedłem. Opuścisz broń?
  Zrobiłam to, o co prosił.
-To po co?
-Nie mam dojścia do piekła ani do Sama i Deana, a Ty masz.
-Miałam. - przytaknęłam.
-Znów masz mieć, inaczej zabiję albo psa albo twojego tatusia. Wyruszył na samotne polowania... biedaczysko zginie prędzej czy później.
-Co ty pieprzysz?
-Sama przecież nie wierzysz w wytłumaczenie o rybach?
  Ruszyłam do samochodu a pies pobiegł za mną. Wskoczył na tył gdy otworzyłam mu drzwi i sama usiadłam za kierownicą. Klaus w sekundę pojawił się przy mnie.
-Po co potrzebujesz Janse... Deana?
-Stare niedokończone sprawy. To nie sprawa dla twojej pięknej główki.
  Zacisnęłam ręce na kierownicy.
-Sorry, jakoś ci nie ufam.
-A powinnaś. Inaczej...
  Odwróciłam się do niego i przyłożyłam nóż do gardła.
-Wiesz co to za ostrze? Takie, którym cię wypatroszę raz na zawsze, nie wrócisz j...
-Nie możesz mnie zabić słonko.
  Odsunęłam się a Aiden zaczął warczeć ostrzegawczo.
-Ten kundel jest niezły, poważnie. Skąd go masz? Z bram piekieł od tatusia? - roześmiał się.
  Wyjęłam pistolet spod fotela i strzeliłam mu w nogę. Specjalny nabój który sam mi dał.
  Krzyknął zwijając się z bólu, a ja jak gdyby nigdy nic włączyłam muzykę z lat 80-tych, Aiden uspokoił się a ja mogłam spokojnie jechać wysłuchując bluzgów i jęków pełnych bólu. Kierunek dom. Jak na razie. Nie mogłam doprowadzić Klausa do Deana. Nie byłabym gotowa na spotkanie z nim, rozkleiłabym się a nie wolno mi. Jedna z moich solidnych zasad. Poza tym, nie ufam Klausowi. Zrobi im coś złego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz