sobota, 21 maja 2016

Od Emilie

  Otworzyłam oczy. Byłam w jakimś pomieszczeniu, przypięta do jakiegoś starego, szpitalnego krzesła. Rozejrzałam się, ale wszędzie widziałam tylko jakieś noże, skalpele i tym podobne. Nigdzie nie było mojego porywacza. Próbowałam choć jedną rękę wyswobodzić ze skórzanych zapięć, ale bezskutecznie. Trochę drgnęły, ale by móc je wyciągnąć musiałabym mieć mokre ręce lub chociaż nawilżone. Zacisnęłam ręce delikatnie w pięści, by je trochę spocić. Byłam przerażona, miotałam się by jakkolwiek się uwolnić. Teraz już nikt mnie nie znajdzie i mogę liczyć tylko i wyłącznie na samą siebie.
  Wszedł, a ja uspokoiłam się, by nie wzbudzić podejrzeń. Usiadł na krześle obok i zaczął wybierać skalpele. Były różnej wielkości i inaczej wyglądały. Przegryzłam wargę, próbowałam się uspokoić. Moje dłonie zaczynały się pocić, starałam się delikatnie je wyciągnąć by nie zauważył tego ten psychol.
  Wziął nożyczki, przyłożył mi do koszulki i rozciął ją. Zaczęłam się rzucać, a on przyłożył mi nożyczki do gardła i wskazał na skalpele.
-Widzisz? To Twoi nowi przyjaciele. Niedługo was ze sobą zapoznam. Ale do tego czasu musisz cierpliwie czekać. Jasne?
-Nie rób mi krzywdy. - zaczęłam płakać. - Zostaw mnie w spokoju... albo chociaż zabij. Zabij mnie.
-Zabić...? Nie... Nie,nie,nie... To by zniszczyło moje plany, Susie.
-Susie...? Ja jestem Emilie...
-Zawsze miałaś problemy z pamięcią... od kiedy pamiętam... matka zawsze powtarzała, że jesteś nieuleczalnie chora... potem zachorowałaś na raka. Umarłaś... ale jak widać powróciłaś... i bez pamięci...
-To pomyłka...
-Pomogę ci... wystarczy rozciąć, i pogrzebać w twojej głowie... przestawię ci wszystko... zadziała... musi...
  Był wysoki, umięśniony... nie dałabym rady gdybym uciekła a on by mnie gonił. Chyba, że ogłuszyłabym go czymś. Cokolwiek.
  Odwrócił się i zaczął rysować linie przerywane na moim czole, wokół linii włosów. On chciał... o boże...
  Natychmiast zaczęłam działaś, wyślizgnęłam ręce i ruchem ręki złapałam za skalpel i wycelowałam w oko, drugą popchnęłam go i złapałam większy skalpel. Uciekłam, to było gdzieś w podziemiach, nie wiedziałam gdzie biegnę ale weszłam do jakiegoś pomieszczenia, zamknęłam za sobą drzwi.
  Zapaliłam światło, a tam dwa martwe ciała kobiet, całe pocięte i zaszyte. Zakryłam usta i przerażona schowałam się do szafy. Nigdzie indziej nie mogłam już uciec. Wszedł do środka wściekły, wołał mnie, krzyczał. Podszedł do szafy, wyciągnął mnie.
-Mówiłem, że nie chcesz tu widzieć tego wszystkiego. Idziemy. - zamknął drzwi a mnie zabrał do jakiegoś pomieszczenia, przykuł kajdankami do marmurowej ściany i zostawił mówiąc, że jeszcze wróci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz