piątek, 27 maja 2016

Od Jansen'a

Nastał poranek sądu ostatecznego nad Emilie. Siedziała na łóżku z rękoma złożonym między
nogami i słuchała mojego wykładu który trwał już jakąś chwilę.
...
https://65.media.tumblr.com/ee5ef5da18b9e22eea701b15cf73801d/tumblr_inline_nlvrn4VKkz1rt3bmb.gif
-Ty wiesz na co się narażasz ?!
Pokiwała głową
-Jesteś duża, napewno czujesz coś typu odpowiedzialności, nie bądz samolubna.
-Samolubna?
-Jeśli coś ci się stanie odbije się to na wszystkich
-Nie mogę umrzeć bo was skrzywdzę?
-Mniej więcej. Nie wolno odchodzić od tak tylko dlatego ,że ma się takie widzi mi się
-Ale on mnie porwał
-A ja cię odnalazłem, wiedziałaś ,że cię będzie szukał, sama to mówiłaś a jednak poszłaś gdzieś sama
i się narypałaś.
-Zostawiłeś mnie!
-Nigdy, zawsze jestem
-Jakby tak było to nie doszło by do porwania
-Są różne sytuacje
-To nie mów ,że zawsze jesteś bo jesteś tylko wtedy gdy pozwala na to sytuacja
-Jesteś priorytetem
-Ta jasne... - parsknęła - to powiedz czym jesteś. - powiedziała stanowczo
-Człowiekiem z krwi i kości
-Kłamiesz
-Jakbym był kimś złym myślisz ,że miałbym takie uczucia jak troska? miłość? 
-Może to tylko twój instynkt, on tobą kieruje, ja.. nie czuje się kochana
 -sam nie wiem czym jestem więc jak mam ci to powiedzieć?
Podszedłem do niej, przesunąłem dłonią po jej policzku i ją pocałowałem, prawdopodobnie
po raz ostatni, nie mam jej nic dobrego do pokazania. Przytuliłem ją mocno i odsunąłem się o pół kroku,
  zmieniłem oczy na czarne a mój cień teraz żył własnym życiem, przypominał mutanta wysokiego na 3 metry, z długimi rękoma, jego postura nie była do określenia.
Wszystko trwało chwilę, Emilie nie miała nawet czasu na reakcję, znikając przeniosłem ją do Gabi a sam pojawiłem się u Crowley'a mieliśmy trochę do pomówienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz