poniedziałek, 30 maja 2016

Od Emilie

  Odsypiałam ciężką pracę w domu, rodzice wyjechali na dwa tygodnie, jakby... drugi miesiąc miodowy. Między nimi zaczęło być źle, głównie z winy mamy. Ona była zazdrośnicą, podejrzewała go o zdradę gdy tylko widziała przy nim kobiety. Nawet pacjentki były podejrzane o romans.
  A więc zostałam w domu sama zupełnie zamartwiając się swoją wciąż milczącą siostrą. Gdy smacznie sobie spałam poczułam ból w brzuchu, palenie w gardle, dziwne uczucie strachu a potem jakby ktoś odebrał mi coś, a raczej kogoś.
  To uczucie może być tylko związane z jedną osobą.
  Coś się stało Gabi.
  Nigdy nie czułam czegoś takiego. Zawsze to co działo się Gabi było słabiej odczuwane. Gdy ten ból nasila się bardziej to oznacza coś bardzo złego. Znów się w coś wpakowała.
  Siedziałam na łóżku wpatrując się w jeden punkt. Krzyczałam, płakałam, byłam zrozpaczona. Kiedy się uspokoiłam, zaczęłam myśleć co zrobić by ją odnaleźć.
  Pobiegłam do pokoju rodziców w poszukiwaniu swojego telefonu. Może gdy go znajdę i zadzwonię odbierze i wszystko mi powie. Powie mi gdzie jest, jak jej pomóc...
  Miałam ochotę się zatłuc z myślą, że tak naprawdę nie mogę pomóc jej na tyle ile bym mogła. Jestem tylko człowiekiem, co ja mogę zrobić by jej pomóc? Nic.
  Przypadkowo w rzeczach ojca znalazłam głęboko zakopany w jakiś dokumentach stary dziennik i skórzanej ciemnej oprawie. Był wypchany kartkami i wydawało się, że zaraz eksploduje. Przekartkowałam go szybko szukając czegoś wartościowego, ale znalazłam tylko jakie dziwaczne znaki i pentagramy.
  Mój ojciec, dentysta, ułożony, cichy tatuś okazuje się satanistą, czy czymś w tym rodzaju? Gdy poświęciłam chwilę pierwszym stronom dziennika dowiedziałam się, że ojciec należał do tajnej organizacji. Nie podał nazwy. Może dla jej bezpieczeństwa? By nikt nie dowiedział się czym ona się zajmowała?
  W dalszych stronach przeczytałam, że był łowcą. Nie byle jakim... polował na nadnaturalne istoty. Urodził się taki, od małego jego ojciec szkolił go na doskonałego i silnego przeciwnika dla potworów.
  Przypomniałam sobie o Klausie. Był dziwny, a jeśli wiedział o prawdziwym ''ja'' Jansena to musi mieć pojęcie o tej organizacji. Jeśli jest czymś nadnaturalnym to pewnie zna mojego ojca. Albo chociaż o nim słyszał. Przed poszukiwaniem siostry mogłabym się czegoś nauczyć, ale to za długo potrwa. Muszę mieć kogoś kto pomoże mi ją odnaleźć a w razie niebezpieczeństwa będzie w stanie mnie obronić.
  Tylko jak go znaleźć...?

  Popytałam Nathalie i jej znajomych o Klausa. Mieszkał na uboczu Seattle, nie trudno było zauważyć wielki, bogaty dom. Otworzyła mi jakaś dziewczyna, powiedziała, że jest w lesie. Była bardzo młoda, czyżby Klaus posiadał córkę?
  Stał do mnie plecami. Jednak wiedział, że przyszłam.
-Emilie. Co cię do mnie sprowadza?
  Wyjęłam ze swojego czarnego skórzanego plecaka dziennik ojca. Rzuciłam mu gdy się odwracał. Otworzył go, przekartkował i uśmiechnął się tajemniczo.
-A więc jesteś łowcą?
-Nie. Mój ojciec nim jest... a raczej był.
-Dzieci łowcy dziedziczą cechy i moce. Musisz być jedną z nich.
-Mam siostrę bliźniaczkę. Musiała ona wszystko odziedziczyć bo jest i aniołem i łowcą.
-A więc czego ode mnie chcesz, skoro siostra jest tak silna?
-Zaginęła.
  Zdawało mi się, że usłyszałam ''dzięki Bogu''. Jednak puściłam to w niepamięć, nie chciałam łapać go za słówka. Pragnęłam odnaleźć siostrę.
-Czym jesteś?
-Przejdziemy do tego, czego chcesz czy będziesz dociekać do mojej rasy?
  Westchnęłam ciężko i zacisnęłam dłonie.
  Czemu wszyscy mają problem z wyznaniem kim są?
-Ale nie jesteś człowiekiem?
-Nie. - mrugnął do mnie. - Zgaduję, że mam robić dla ciebie za obstawę.
  Kiwnęłam głową.
-Zgoda. - wzruszył ramionami.
-A więc do dzieła. - ruszyłam w stronę jego domu.
-A ty dokąd?
-Masz prawo jazdy? To jedziemy do pierwszego tropu na Gabi.

  Rozmawiałam z Erykiem. Trudno było mi uzyskać od niego informacje ale gdy przypomniałam mu Gabi i to, że chcę jej pomóc a on nie może... wszystko mi powiedział.
-Jest w piekle. Nie masz po co tam iść. Ona nie żyje...
-Nie wierzę w to. Ona żyje.
-Nie żyje! - krzyknął i stłukł lustro.
  Klaus przypatrywał się nam i uspokoił chłopaka.
-Nie mam czasu Eryk. Przykro mi, ale potrzebuję dokładnej informacji gdzie są wrota do piekła albo chociaż... nie wiem... jakiś portal?
-W Portland jest jeden, na magazynach.
  Byłam tam kiedyś wraz z Jansenem. On wszedł a ja czekałam na niego przed budynkiem. Ale kiedy tam weszłam nic nie widziałam a Jansen zniknął.
  Zaczęłam snuć podejrzenia wobec niego, lecz starałam się wrócić myślami do siostry. Wyszłam wraz z Klausem i od razu, bez zbędnego gadania pojechaliśmy do Portland na magazyny.
  Mój kierowca znał ku mojemu zaskoczeniu trasę, nawet wiedział jak wejść do piekła. Jednak wątpił, że wrota otworzą się wtedy kiedy wypowie ''te'' słowa, bądź gdy jego noga stanie przez próg magazynu.
-Poczekaj tu. - nakazał, a ja siedziałam jak na szpilkach.
  -Nie mogłam uwierzyć, że moja siostra mogłaby być martwa. Co ja wtedy zrobię? Gdy zobaczę ją bez życia... mogę osłabnąć i stracić tą drugą połówkę. Tą ważniejszą, rozsądniejszą. Jak ona mogła iść sama w takie miejsce? I po co?
  Klaus wrócił do samochodu.
-Nie działa. Piekło teraz jest zamknięte. Nie wejdziemy, a przynajmniej nie teraz. Musisz znaleźć kogoś, kto cię tam wpuści.
-Mam się zaprzyjaźnić z demonami? - parsknęłam i spojrzałam przez szybę. - Kto jest przywódcą piekła?
-Crowley...
-A więc go zabiję. - szepnęłam do siebie. - I nie spocznę, dopóki nie pomszczę siostry. Nic mnie nie powstrzyma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz