Minęło kilka dni, nie odzywałam się do Jansena. Wprawdzie zgubiłam gdzieś telefon i nie mogłabym nawet zadzwonić... ale może to i lepiej? Chociaż w dalszym ciągu za nim tęsknię. Dalej mam nadzieję, że przyjdzie. Ale jedyne co teraz potrafiłam robić to siedzieć w domu i obżerając się popcornem przy wieczornych seansach filmowych.
Leżałam na kanapie wraz z Nati i Amy. Ta pierwsza, świeżo po ślubie przesiaduje u mnie, ponieważ jej męża nie ma ciągle w domu, całkowicie oddaje się pracy. A Amy... to singielka, zapalona imprezowiczka, seksoholiczka, pracuje w biurze redakcji jakiegoś bogatego kolesia. Co wieczór bywa w tym samym barze podrywając kolesiów, z którymi sypia... ale zwykle nic nie pamięta.
-Dziś idziemy się nawalić. - oświadczyła turlając się z kanapy.
-Ja nie mogę. - westchnęła Nathalie. - Po sześciu drinkach jestem nieźle wkręcona... Poza tym mam męża...
-Dlatego idź do diabła za to, że popełniłaś największy błąd życia. - odparła Amy. - A ty, malutka blondyneczko?
-Ja...
-Nie czekaj na niego, bo się zestarzejesz. - parsknęła. - Idziemy się nawalić, jedna i druga. Słuchajcie się cioci dobrej rady a wyjdziecie na dobre.
-Miałaś na myśli... wylądujecie z losowym kolesiem w łóżku? - mruknęła znudzona Nati. - Ja mam męża! Nie mogę...
-A ty Em? Twój limit drinków?
-Dwa... i pół.
-No to amatorszczyzna aż piszczy. - machnęła ręką. - Mam w dupie wasze zdanie, do cholery. Idziemy dziś wieczorem się nastukać.
-Ale nic nie pije. - zaznaczyłam.
-Przecież o to chodzi, żeby się nawalić. - Amy opadły ręce.
-Ja...
-Myślisz, że on nie przeleci żadnej na imprezie? Kurde! Patrz na siebie! Wpieprzasz popcorn z nadzieją, że stanie pod drzwiami! Może jeszcze zaczniesz oglądać codziennie Dziennik Bridget Jones? Nie jesteś z nim w żadnym związku ani chorym układzie, więc jak się prześpisz dla odreagowania z barmanem to nic nie szkodzi.
-Barmanem?
-Wszystko wam objaśnię na miejscu drogie panie.
No i stało się. Pojawiłyśmy się w legendarnym miejscu Amy. To tutaj zaliczyła połowę kolesi zupełnie nawalona. Jej limit drinków to dwadzieścia sześć, jak dobrze pamiętam. Wskazała palcem na przystojnego, wysokiego barmana.
-Jeśli chcesz się zabawić bez zobowiązań to lecisz do tego pana. Ale pamiętaj... Twój limit to dwa i pół, jego to około trzydziestu. Załóżmy, że jest mistrzem w mocnej głowie, ale po tej trzydziestce urywa mu się film. Czyli... trzydzieści dwa i pół drinka i jesteście w łóżku, czysta matematyka.
-Co...?
-Idziemy pić a potem niech się dzieje wola nieba. - poprowadziła nas do baru.
-Hej Amy. - mrugnął do niej barman.
-Dla tej pani - wskazała na mnie - trzy razy coś mocnego, no i najdroższego. A dla niej... - wskazała na Nati. - piwo.
-Żartujesz? - parsknęła.
-Chyba, że chcesz tyle co Em, wtedy jesteśmy w dupie. Ja was pijanych ciągała nie będę, bo pewnie nie spotkamy się rano.
-Dobra, niech będzie.
Po jakimś czasie przesadziłam z drinkami, wypiłam około dziesięć. Tańczyłyśmy na pełnym parkiecie. Amy pchnęła mnie w ramiona barmana, który najwyraźniej zmienił się z kimś. Pocałował mnie, a ja jakoś nie za bardzo stawiałam oporu. Oderwałam się od niego.
-Przepraszam... - zaśmiałam się. - Nie powinnam tego robić.
-A jesteś wolna?
-No...
-No to w czym problem? - pocałował mnie.
Obudziłam się z mocnym kacem i piekielnym bólem głowy. Leżałam w łóżku rodziców, po drugiej stronie pościeli wyczułam męski zapach perfum wymieszany z alkoholem. Zbiegłam po schodach prawie się zabijając, w kuchni zobaczyłam jakiegoś kolesia w samych gaciach, właśnie smażył naleśniki.
-Kim ty jesteś? - spytałam zaszokowana.
Odwrócił się.
-To chyba nie z tobą spałem...
Z krzykiem do kuchni wbiegła Amy, chwyciła nóż.
-Obronię cię Emilie! Co robisz w mojej kuchni w samych gaciach?! Odpowiadaj ale bez żadnych sztuczek!
-Po pierwsze... mogłabyś odłożyć nóż...? Robię ci śniadanie!
-Nie jem śniadań!
-A poza tym... to moje mieszkanie...
-No... rzeczywiście, nie wygląda jak moje... - pokiwała głową i odłożyła nóż. - To z tobą spałam!
-Najwyraźniej.
-Idziemy stąd... - powiedziałam zdenerwowana i wyszłam ubrana z Amy.
Koleś najwyraźniej chciał odprowadzić przyjaciółkę, więc poszłam kawałek od nich sama powoli dochodząc do siebie. Nie wiedziałam, czy spałam z kimś czy nie... zresztą... chyba mogę, skoro po pierwsze byłam nawalona, a po drugie... jestem singlem, do cholery.
Odwróciłam się i zobaczyłam jak Amy i ten koleś się żegnają.
Spojrzała się na mnie i uśmiech zniknął jej z twarzy. Pognała do mieszkania a ja poszłam za nią.
-Co jest? - spytałam.
-Czy faceci nie wiedzą co to znaczy seks na jedną noc? Kurwa, to chyba jedna z największych plusów bycia singlem.
-Chyba największy minus spać z wieloma facetami co noc, nie?
-Dla mnie to ogromny plus. Poza tym, spałaś z Tomem?
-A więc tak ma na imię barman... - uniosłam brwi.
-Fajniusio, nawet nie znałaś jego imienia. - zaśmiała się.
-W zasadzie mało mnie on obchodzi... Chcę znaleźć telefon...
-Nie zadzwonisz do tego pieprzonego faceta do jasnej cholery!
-Nawet go nie znasz!
-Powiedz imię, może skojarzę przez mgliste wspomnienia pełne seksu i alkoholu.
-Jansen Ackles.
-Nie gadaj! Poważnie?!
-Co? Znasz go?
-Chyba największy podrywacz w mieście. - zaśmiała się. - Zły wybór. Ile go nie widziałaś?
-Pięć dni...
-No to przez te pięć dni i noce przespał się z tyloma dziewczynami ile ja w ciągu roku z losowymi facetami.
-Przestań...
-Taki on jest. Poza tym, przedstawia się każdej innym imieniem. Przypadek? Dziewczyno, odpuść. Przyjaźnimy się. Ostrzegam Cię przed związkami i takimi typami! Nie znam typa, nawet nic między nami nie doszło... a nie... czekaj...
-Poważnie mówisz czy sobie jaja robisz? - opadły mi ręce.
-Chyba spaliśmy... i chyba wtedy nie byłam aż tak nawalona. Spałaś z nim chociaż?
-Amy!
-Dobra,dobra! - zaśmiała się. - Ale fakt faktem, w łóżku jest po prostu zajebis...
-Kończysz czy mam wyjść?
-Dobra mała, już... skończyłam. Po prostu odpuść. Słuchaj, po prostu wyluzuj.
Spojrzałam na zegarek.
-Mamy pracę za... o cholera... dwadzieścia minut. A wyglądamy jak po ostrej kilkudniowej imprezie...
-Pozwól, że mama nauczy cię jak w dziesięć zrobić się na boginię.
Poszłyśmy do jakiegoś faceta, do sklepu który miał w nim wszystko. Amy uśmiechnęła się do niego i poprosiła o to samo co zwykle. Nie wiedziałam co wyjmie, ale jak zobaczyłam butelkę od soku dla dzieci od razu wyśmiałam przyjaciółkę.
-To sok dla dzieci...
-A widzisz to co jest w tej torebce? - wskazała na małą przeźroczystą torebeczkę na blacie. -To wciągasz przez nos.
-Co? Powaliło cię... Ja tego nie wezmę.
-Inaczej spóźnisz się do roboty! Kurde, dziewczyno, ja to biorę i zobacz jaka jestem zajebista. Bierzesz albo tracisz czas na marudzenie.
-Dobra, dobra.
Następnie poszłyśmy do fryzjera, potem szybko do jej kawalerki i jak nowe zjawiłyśmy się w redakcji.
-I widzisz? Zdążyłyśmy! - opadła na krzesło.
Szedł nasz szef. Zmierzył wzrokiem Amy i kiwnął palcem, gdzieś się spieszył.
-Trzy godziny spóźnienia Amy.
Spojrzała się na mnie gdy szef zniknął za drzwiami gabinetu.
-No, prawie. - uśmiechnęła się do mnie.
Opadłam na krzesło przewracając oczami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz