niedziela, 29 maja 2016

Od Emilie

  Po raz kolejny widziałam, jak jakaś dziewczyna stoi obok Jansena, podrywała go. Nie widziałam, żeby on miał coś przeciwko. Ze złośliwym uśmieszkiem odłożyłam kieliszek wina i podeszłam do wysokiego, przystojnego faceta stojącego niedaleko. Odszedł od jakiejś grupy i wtedy wkroczyłam do akcji.
  Obserwował mnie, gdy odeszli jego towarzysze patrzył na mnie tak... tak inaczej. I wiedziałam, że nawet nie muszę się starać. Spojrzałam na niego. Wtedy był w stanie do mnie podejść.
-Bez osoby towarzyszącej? - spytał z uśmiechem.
-Osoba towarzysząca jest tylko przyjacielem, bawi się z inną. - odparłam z uśmiechem.
-A więc chyba nam nie przeszkodzi? - uniósł brwi.
  Był bardzo pewny. Bardzo pewny tego, że jestem w stanie z nim zrobić to, co sobie zażyczy. Nie sądziłam, że taki jest. Wygląda na bardziej ułożonego, a okazuje się niezłym podrywaczem. Patrzył mi w oczy gdy wypowiadał każde słowo, było to dziwne, jakby znał mnie od dawna. Wiedział jaki ruch wykonam, co powiem. Na każde moje słowo okazał się mieć gotową odpowiedź. Byłam nim zaskoczona, ale nadal myślami byłam przy Jansenie. Jeszcze wzbudzę w nim zazdrość, jeśli zależy mu na mnie w jakiś sposób. Jeśli jestem dla niego jak siostra - przerwie rozmowę. Jeśli coś więcej - zrobi dokładnie to samo.
-Jesteś... bardzo interesujący. - spojrzałam mu w oczy.
  Kątem oka widziałam spojrzenie Jansena. Nie obchodziła go już piękna, wysoka brunetka stojąca przed nim. Obserwował co chwilę mnie, moje ruchy.
-Tak uważasz? - uśmiechnął się zawadiacko. - Może wina?
-Chętnie. - mrugnęłam do niego i podeszłam z nim do stolika.
  Nalewał czerwone wino a ja czułam spojrzenie Jansena na sobie. Przegryzłam wargę, nie spuszczając jednak wzroku z mężczyzny który nalewał wina.
-Jestem Klaus - podał mi kieliszek.
-A ja...
-Emilie.
  Zaskoczyło mnie to, że znał moje imię. Jednak nie zastanawiałam się nad tym, może usłyszał od kogoś kim jestem. Jestem tu znana, w tym mieście znają się wszyscy.Ale on był nowy.
-Dziwi cię pewnie, skąd znam twoje imię.
-Nati Ci powiedziała, tak? - uśmiechnęłam się.
-Można tak powiedzieć. - odparł z tajemniczym uśmiechem.
-Musimy się kiedyś spotkać.
-Jasne, czemu nie. - przegryzłam wargę.
  Obserwował to Klaus, patrzył na to tak, jakbym od niego chciała, by mnie pocałował. Jednak nie miałam tego na celu. Ten ruch wykonywałam zawsze gdy chciałam by zrobił to Jansen. Teraz jednak chodziło o zwykłą zazdrość.
-Bo chyba jesteś całkowicie wolna? - spytał dla pewności, choć odniosłam wrażenie, że gdybym nawet była zajęta nie wahałby się przed niczym.
-W zasadzie... jestem jak najbardziej wolna. - stwierdziłam.
-Tylko mam jedno pytanie, możemy zamienić słowo na osobności? - spytał tajemniczo.
  Powinna zapalić mi się czerwona lampka. Powinnam pomyśleć, że chodzi mu o coś więcej i nawet wie, że słyszy tą rozmowę Jansen. Wyszliśmy na taras. Przestałam się czegokolwiek obawiać. Byłam wyluzowana. Jeśli jest czymś, nie człowiekiem, to na pewno czuje, że się stresuję czy boję. A z nagłym wyluzowaniem nie miałam problemu.
-Co cię łączy z Deanem Winchesterem?
-Proszę? - zdziwiłam się. - Nie znam nikogo takiego...
-Mieszkasz z nim.
-To Jansen...
-No tak, zapomniałem, że zmienia imiona wraz z miastami.
-Co to ma znaczyć? Nie rozumiem...
-Co cię z nim łączy?
-Przyjaźnimy się.
-Ale wzięłaś go tu.
-A dlaczego by nie?
-Znasz Sama Winchestera?
-Nie... dlaczego mnie o to wypytujesz?
-To tyle ile chciałem wiedzieć... dzięki ślicznotko.
  Nachylił się i pocałował mnie w policzek. Stałam jak kamień, zastanawiałam się nad każdym słowem jakie wypowiedział.
  Gdy odszedł, a raczej nagle zniknął, rozpłynął się w powietrzu... zjawił się Jansen. Patrzył na mnie tak, jakby miał zaraz coś rozsadzić. Starał się zachowywać naturalnie, ale widziałam jego prawdziwe odczucia.
-Fajny koleś.
-Jansen...
-Kto to? Znasz go w ogóle?
-Posłuchaj... - odwróciłam się w jego stronę.
-Pocałował cię. W policzek. Lecisz ze mną w ch...
-Posłuchaj mnie, proszę...
-Może po prostu on ci się podoba, co? Nie no, nawet spoko. Kiedy ślub? - zażartował.
-Dlaczego on nazwał cię Dean. - wyrwało mi się.
  Nie patrzyłam na niego. Miałam dość kłamstw.
-Ile razy jeszcze mnie okłamiesz? Ile razy dowiem się od innych osób twoich licznych imion? Może powiesz mi, że ściga cię policja po całym stanie? Czemu zmieniasz miasta? Czemu do cholery musisz mnie okłamywać?
-A... Yyy... czemu odwalasz scenę z nim? Wzbudzasz ze mnie zazdrość? - zmienił temat i nerwowo się zaśmiał.
-Nie mam już sił na wzbudzanie zazdrości u kogoś, kto mnie non stop okłamuje.
  Odeszłam od niego i skierowałam się w stronę wyjścia. Chwyciłam telefon po taksówkę.
-Gdzie idziesz? Poczekaj... wyjaśnię to...
-Nie chcę żadnych wyjaśnień. Znów to zrobisz. Znów mnie okłamiesz. Wiesz co? Wróć kiedy przestaniesz to robić. Chociaż... już lepiej sobie mnie odpuść. Skoro sprzedajesz mi tanie kłamstwa to na sto procent znajdziesz sobie milion dziewczyn na każda noc którą nie będzie obchodziło to, czy kłamiesz czy mówisz prawdę.
-O co ci chodzi? Emilie... ja naprawdę wyjaśnię...
  Podjechała taksówka. Nawet na niego nie spojrzałam.
-Wróć kiedy będziesz w stanie powiedzieć mi jak masz na imię naprawdę i kto to był ten z którym rozmawiałam. A, no i pytał o jakiegoś Sama... o nim pewnie też mi nie powiesz albo zmyślisz coś. Załatw co masz do załatwienia. Wtedy pomyślę, czy cię nie zamordować za wszystkie kłamstwa. - wsiadłam do taksówki i pojechałam do domu rodziców.
  Tam znalazłam schronienie.

  Minął dzień. Wyłączyłam telefon odkąd wyszłam z tamtej taksówki. Siedziałam w domu oglądając mecze koszykówki z ojcem, a mama pracowała. Tata miał wolne, więc siedział ze mną i oglądał beznadziejne komedie, potem filmy romantyczne, których obydwoje nie znosiliśmy po obrzydliwe i krwawe horrory, na których widok aż malował mi się delikatny uśmiech. Jednak cały czas myślałam o kłamstwach Jansena... Deana... czy jak mu tam na imię. Byłam wściekła. Ojciec za niedługo wychodził do pracy do dwudziestej, a mama była nadal w robocie i wróci dopiero w nocy. Z racji tego, że było już popołudnie zaczęłam się sama nudzić. Położyłam się na kanapie do góry nogami i obserwowałam telewizor w którym jakaś para zaczęła się kłócić przy wybieraniu psa.
  Zamknęłam oczy a po chwili mnie olśniło. Zeszłam, a raczej spadłam z kanapy wylewając przy tym zimną, niedopitą herbatę taty i w podskokach dopadłam laptopa taty. Wpisałam w Google psy na sprzedaż i wybrałam czarnego owczarka niemieckiego. Miał osiem miesięcy. Zadzwoniłam do Nati i poprosiłam o podwózkę do miasteczka Filton. Gdy usłyszała o kupnie psa od razu przyjechała. Miała fioła na punkcie psów. Szybko zapłaciłam i wróciłam do domu, matka mnie zabije. A ojciec udusi ze szczęścia, zawsze chciał mieć psa. A ja będę miała do kogo gadać gdy rodzice wyjdą i zostawią mnie samą w domu. Ze stacjonarnego dzwoniłam do Gabi, ale nie odbierała. Drugi dzień nie dawała znaku życia.
  Zostałam sama z Nathalią, pies chodził po całym domu, trochę bałam się o panele, ale siedząc z Nathalie na kanapie nie chciało mi się nakrywać panele gazetami. Wypuściłam psa na zewnątrz, a raczej starałam się to zrobić. Nie chciał. Aiden, bo tak nazwano mojego psa, był bardzo nadpobudliwy. Nathalie stwierdziła ADHD, biegał i wszędzie sprawdzał pokoje w domu, a rodzice mieli ich aż sześć. To spory dom, a Aiden na pewno się tu szybko nie zadomowi. Niedługo wydam kolejne tysiące na dom, bo planuję go kupić. Dość mieszkania w hotelach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz