sobota, 7 maja 2016

Od Emilie

  Otworzyłam oczy. Czułam, że ktoś mnie obejmuje. Poczułam zapach Jansena, znałam go doskonale. Oderwałam się i spojrzałam na niego zaskoczona.
-Przepraszam... - wymamrotałam. - Moja głowa...
  Zaśmiał się pod nosem i pomógł mi wstać. Spojrzał w oczy, a potem westchnął ciężko.
-Za dużo wypiłaś, zdecydowanie.
  Zaśmiałam się.
-Troszkę.
-A teraz co masz zamiar robić?
-W sensie?
-Mówiłaś wczoraj pół przytomna, że dziś miałaś iść do pracy...
-W szpitalu już skończyłam... cholera... tak... miałam rozmowę o pracę w... jakiejś redakcji...
-Po co idziesz do pracy?
-Muszę zacząć pracować, płacić za mieszkanie. Dobra, źle się czuję, zaraz się porzygam... - zakryłam usta dłonią i pobiegłam do toalety.
  Zamknęłam drzwi i padłam na podłogę na muszlę. Zwymiotowałam, potem umyłam zęby i oparłam ręce na umywalce patrząc się w lustro.
   Byłam w innych ubraniach, zaskoczona nie pamiętam, bym się przebierała. Przemyłam jeszcze twarz, doprowadziłam się do ładu i wyszłam z łazienki. Poszłam chwiejnym krokiem do kuchni. Spojrzałam podejrzliwie na Jansena a on podał mi śniadanie.
-Proszę bardzo, królewno.
-Zaraz... czy ty przypadkiem... nie przebrałeś mnie?
-A jednak się domyśliłaś...- parsknął.
-Poważnie!?
-No co?! Przecież już cię widziałem...
-Co za kretyn. Wkurzasz mnie! Sama bym nawet poszła z tamtego baru!
-Chcieli cię zgwałcić. - powiedział jakoś dziwnie.
  Spojrzałam na niego, próbowałam wymyślić coś, dzięki czemu wygram tę rozmowę.
-Jesteś jak moja niańka! - podniosłam głos zrezygnowana i usiadłam przy śniadaniu.
-Ale nie krzycz tak, głowa Ci pęknie. - pogłaskał mnie po głowie.
  Usiadł naprzeciwko i patrzył się na mnie.
-Nie rób tego.
-Czego znowu mam nie robić? - zaśmiał się.
-Nie patrz się na mnie, gdy jem.
  Odwrócił wzrok ale zaraz ukradkiem na mnie znów spojrzał. Zła rzuciłam w niego jabłkiem.
-Chcesz mnie zabić?!
-Jabłkiem? Jeśli się da, to z przyjemnością!
  Zaśmiał się i oddał mi jabłko, ale trafił w nos.
-Kur... - zakryłam twarz.
-Sorry, nie miało być aż tak mocno... Serio to cię zabolało? Pokaż... może nie złamałem ci...
  Spuściłam ręce z twarzy i spojrzałam się na niego roześmiana.
-Kurcze, jednak trochę narobiłeś w gacie, że złamałeś mi nos! Ha ha!
-Wredna paskuda.
  Nadal się nade mną nachylał, a ja musnęłam go ustami i udawałam, że chcę go pocałować. Podpuściłam go, on się nie opierał. Nagle odsunęłam się od niego, wzięłam torbę i wyszłam na spotkanie w sprawie pracy, żegnając się z nim pocałowałam go w policzek, bardzo delikatnie, aż wątpię, że coś poczuł. Zniknęłam za drzwiami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz