Rozglądałam się. Mrok.. Ciemne korytarze oświetlone gdzie niegdzie pochodniami. Nie do końca tak wyobrażałam sobie to mniejsce.
Ruszyłam korytarzem. Czułam że to nie miejsce dla mnie.. Nie miejsce dla istoty w której płynie krew anioła. Czułam wewnętrzny ból który chciał sprawić abym opuściła to miejsce. Jednak nie mogłam tego zrobić. Byłam gotowa ukończyć swoją misje. Byłam przygotowana. Miałam przy sobie dwa noże które zgładziły by demona, wode święconą oraz pistolet zawierający naboje z pułapkami na demony. Postrzelony takim nabojem demon nie umrze lecz nie będzie mógł poryszać ciałem oraz nie będzie mógł go opuścić. Kiedy dotarłam do końca korytarza słyszałam już wyraźnie zawodzenie potępionych. Niektórzy chcieli dostać się do mojego umysłu, przełamać go, zawładnąć nim. Jednak byłam silna i nie udawało im się to. Słyszałam głosy które przypominały głosy moich bliskich. W ten sposób to miejsce chciało mnie przełamać.. Nie poddawałam się. Nie poddałam się nawet wtedy kiedy usłyszałam głos mojej siostry wołający o pomoc. Wiedziałam że to pułapka. Moja siostra była bezpieczna na górze. Nie była tu, nie wołała o pomoc.
Po chwili głosy ucichły. Zrozumiały najwyraźniej że nie dadzą mi rady.
Otworzyłam drzwi znajdujące się na korytarzu. Weszłam do dużej komnaty. Od razu dostrzegłam trzy demony rozmawiające pod ścianą. Kiedy weszłam ich rozmowa ucichła i teraz patrzyły się na mnie. Strzeliłam do nich. Upadły nieruchome na posadzkę. Wtedy z jakiś drzwi wyszły kolejne dwa które także dostały po kulce. Jeden kolejny demon pojawił się przedemną i wtedy wbiłam w niego nóż zabijając go. Sześć demonów z głowy.
Odwróciłam się akurat kiedy cel mojej eskapady wyłonił się pare metrów za mną. Strzeliłam do niwgo lecz uniknął strzału. Za drugim razem łuska raniła go w skórę na ramieniu. Był zaskoczony. Trzeci raz nabój przeszedł mu na wylot przez ucho ale kolejnego razu na strzelenie nie miałam okazji bo Crowley pojawił się przede mną i wytrącił mi broń. Odepchnął mnie.
Przeleciałam przez całe pomieszczenie a na końcu walnęłam z hukiem w ścianę. Aż zaparło mi dech w piersiach i przez krótką chwilę nie mogłam oddychać. Jednak szybko wstałam i rzuciłam w niego z całej siły nożem. Złapał go tuż przy swojej klatce piersiowej jednak ustrze zdążyło mu rozerwać koszulę. Odrzucił we mnie norzem jednak nie zdążyłam uniknąć go. Wbił mi się aż po samą rączke w brzuch. Wypuściłam z jękiem powietrze upadając na kolana. Mogłabym wyjąść ostrze lecz to by oznaczało że się wykrwawie.
Zaczęłam wymawiać modlitwe na unicestwienie. Crowley poczuł jej siłę jednak słabła ona razem ze mną. Rana bowiem bardzo bolała.
Crowley chwiejąc się podszedł do mnie i wyciągnął mi sztylet. Przerwałam modlitwe krzykiem. Krew trysnęła.
-Za kogo się masz myślac że dasz mi radę.
Patrzyłam się na niego trzymając obie ręce na ranie na brzuchu i usiłując zatanować nimi krwotok.
-Jestem córką tych co są nad tobą. Jestem Gabriela, córka Archanioła. Ja polegne lecz na moim miejscu pojawią się inni. Będą to bowiem liczne zastępy a moja ofiara nie pójdzie na marne.-powiedziałam to sama nie wiem dla czego.. Tak jakby ktoś to mówił za pomocą mnie, to nie były moje słowa ale czułam że są one dobre, prawdziwe i słyszne.
Crowley zaśmiał się kpiąco. Wyjął z kieszeni jakiś strebrny sztylet.. Okrągły, ostro zakończony. Wbił go we mnie a ja poczułam ostry ból.
Był to bowiem sztylet który zabijał anioły a że we mnie płyneła anielska krew to niósł i dla mnie śmierć.
Krzyknęłam a ze mnie wyłoniło się bardzo jasne światło parząc niczym woda święcona mojego oprawcę..
Upadłam na posadzkę z głuchym hukiem nie czując już kompletnie nic.. Tylko błogi spokój..
***Od Eryka***
Byłem w siedzibie aniołów czekając na spotkanie z ojcem Gabi. Nie raz prosiła mnie bym załatwił jej spotkanie z archaniołem Gabriellem a teraz wreszcie praktycznie mi się to udało. Chciałem jej sprawić radość a wiedziałem że jej rozmowa z prawdziwym ojecem.. Tą bowiem emocje u niej wywoła.
-Witaj Eryku.-powiedział Gabriel.
-Witaaa..
Krzyknąłem upadając na posadzkę. Wiedziałem już że stało się najgorsze. Byłem powiązany z Gabi więziom jako że byłem jej anielskim opiekunem..
-Eryku?-nachylił się nade mną ojciec Gabi.
-Nieeee...-krzyczałem.
Próbowałem się przenieśc do Gabi lecz nie mogłem. Była w niedostępnym mi miejscu. Nie mogłem jej pomóc.. Było już za późno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz