Obudziłam się z bólem głowy w bagażniku. Rozejrzałam się dookoła, nadal byłam w bagażniku a samochód jechał dosyć szybko, wyjrzałam przez otwór po tylnych światłach auta. Autostrada w Seattle. Serce znów zaczęło mi bić szybciej, byłam znów wystraszona i czułam jak drętwieje mi prawa noga. Podniosłam telefon który leżał pode mną, na szczęście porywacz go nie zauważył. Nadal byłam na linii z Jordan - kobietą, która pomagała mi stąd wyjść.
Ja mówiłam jej co się dzieje i gdzie jestem a ona notowała w komputerze wszystko co się dzieje. Rozmawiałam z nią z centrali. By mnie uspokoić rozmawiałyśmy o zwykłych sprawach, takich które mnie uspokajały. Nie ruszała tematu Jansena, czuła, że źle mi o nim mówić.
Dzwonił jeszcze parę razy, ale Jordan kazała mi się nie rozłączać, byłam rozdarta gdy musiałam ignorować telefon Jansena... siostra dzwoniła raz, ale również nie odebrałam. Nie mogłam, Jordan zabraniała. Wciąż szukali czerwonego bmw, w powietrzu i na autostradzie.
-Co się stało, Emilie? - usłyszałam Jordan, która odetchnęła z ulgą.
-Uderzył mnie w twarz... w oko... straciłam przytomność.
-Jesteś dalej na autostradzie?
-Tak...
-Spróbuj przecisnąć rękę jak najbardziej możesz przez otwór po światłach które wypchnęłaś wcześniej... zacznij machać. Na pewno ktoś cię zauważy.
Zrobiłam tak, a gdy nastała cisza u Jordan, a potem znów ja usłyszałam, szarpnęło samochodem i porywacz dodał gazu.
-Co się dzieje? - spytała. - Powiedz co się dzieje.
-On... on dodał gazu... nie wiem gdzie jedzie...
-Wyjrzyj przez dziurę.
-Zjechał z autostrady...
-Uwaga, Steven, czerwone bmw zjechało z autostrady w stronę...
-Takiej białej fabryki... nic więcej opisać nie mogę...
-Biała fabryka przy zjeździe, widzicie coś? ... Dobra, dzięki. Słuchaj, Emilie. Widzisz coś co jakoś się wyróżnia?
-Nie, nic... boże... on ma w bagażniku łopatę... ja nie chcę... nie chcę umierać... nie chcę żeby mnie zabijał... ja się boje... Jordan... pomóż mi... Obiecaj, że sprowadzisz kogoś do pomocy...
-Mogę obiecać ci jedno. Wszystkie służby specjalne są i na lądzie i w powietrzu na autostradzie. Nie odpuścimy, rozumiesz?
Zaczęłam płakać.
-Mogłabym zostawić... wiadomość? W zasadzie do dwóch osób, ale szybkie...
-Nie zginiesz, Emilie, rozumiesz to? Nie pozwole na to.
-Proszę... jeśli to pani nagrywa... to mogę...?
-Nagrywam... mów...
-Gabi... - mówiłam przez łzy. - Przepraszam, że utrudniałam Ci życie przez swoje sprawy... miałam zawsze rację... a Ty byłas przecież mądrzejsza... Kocham cię... wiesz to. I wiesz jak bardzo cię kocham... Nie zapominaj o mnie... proszę... - wytarłam łzy z policzków. - Już...
-A do drugiej osoby?
Pomyslałam, ale gdy podrzuciło samochodem zaczęłam mówić.
-Jansen... Nie wiem w zasadzie co ci powiedzieć... przepraszam, że nie mogłam odebrać telefonów, przecież zawsze odbierałam... no, chyba, że się obrażałam na ciebie... o takie głupoty... za to też przepraszam... zawsze mi pomagałeś choć nie musiałeś... bardzo przepraszam... Nie umiem wyobrazić sobie bez ciebie dnia... a raczej... jeśli tego słuchasz... to... nie umiałam sobie wyobrazić dnia bez ciebie. Miej oko na Gabi...
Odłożyłam telefon, a zobnaczyłam nagle że bateria jest słaba. Przerażona powiedziałam to Jordan, a ona zaczęła pośpieszać kogoś, albo kilka osób.
-Nikt cię nie zabije. Uratujemy cię.
-Ale nie wiecie gdzie jestem, co nie? I mnie nie znajdziecie. Bo się do cholery nie da znaleźć kogoś, kogo nawet nie możecie namierzyć. - rzuciłam telefonem a wtedy on padł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz