niedziela, 20 marca 2016

Od Emilie

  W pracy dostałam nowe zlecenie. Miałam podane adresy w okolicy domów gdzie rzekomo porwano chłopca. Byłam bardzo zainteresowana sprawą, mimo tego że facet siedzi w więzieniu za porwanie. Napiszę o tym w Co tam? a na pewno Dorota będzie zadowolona z tego, że wykorzystałam jej ''dobre serce''.
  Pojechałam i zaczęłam od domów które zaczynały się od numeru 12. Tutaj zaczęło sie zdarzenie i byli świadkowie, musiałam trochę pogrzebać by informacje składały się w logiczną całość.
  Zapukałam do drzwi. Otworzył mi jakiś chłopiec, dwunastolatek.
-Kim pani jest? - spytał.
-Hej. Jestem Emilie, dziennikarka.
-Kto to?! - krzyknęła jakaś kobieta.
-Dziennikarka!
  Kobieta wyszła ze ścierką w ręku i odesłała chłopca.
-Dzień dobry. - zdziwiła się.
-Dzień dobry... chciałam porozmawiać o sprawie sprzed dosłownie chwili...
-O moim porwanym synu?
-Tak. Odnalazł się, ale wie pani, że porywacz działał na zlecenie czy po prostu...
-Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Syn się znalazł, a ten typ ma zgnić w więzieniu.
-Może powinna pani jednak przemyśleć tą sprawę...
-Skąd wpadło pani do głowy, że ktoś działa na czyjeś zlecenie? Za dużo filmów akcji... co za młodzież...
-Przepraszam panią, to może drażliwy temat ale wydaje mi się, że mogę pomóc innym zagrożonym dzieciom i poprowadzić małe dochodzenie w tej sprawie.
-Od tego jest policja...
-Tak, ale mnie wysłano z gazety Co tam? na zwiady. Ma pani chwilkę?
-Prosze pytać o co pani chce.
-Na początek, prosze mi mówić na ty... Emilie.
-Rose.
-A więc, czy pani widziała kogoś poza podejrzanym? Ktoś się kręcił obok pani syna?
-Nie zwróciłam uwagi. Zwykle to miałam oko na swoje dzieci, nigdy nie spuszczałam z oka... on tylko wyszedł do kolegi.
-Czy policja ustaliła że podejrzany jest winny?
-Nie.
-Czy to prawda, że uratował pani syna sąsiad kilka domów dalej?
-Tak... Wcześniej go nie widziałam, mieszka trochę na uboczu.
-Czy poda mi pani jego adres?
-Oczywiście... - napisała mi na kartce. - A na drugiej stronie numer jeśli potrzebowałabyś pomocy.
-Dziękuję... ale ten adres jest prawdziwy?
-Z plotek które krążą po osiedlu... tak, jest prawdziwy.

  Zadzwoniłam do drzwi, ale nikt nie odpowiadał. Zła stałam i nie odpuszczałam, może facet śpi albo nie wiem, jest zbyt gruby by wstać, odłożyć piwsko i odejść od telewizora gdzie leciała powtórka wczorajszego meczu.
  Zaczęłam dzwonkiem wydzwaniać coś na wzór piosenki Zara Larson - Lush Life co sprawiało mi nawet radość, bo miałam co robić. A nie po to przejechałam pół miasta żeby sobie odpuścić stanie w gorącym słońcu.
-Jakiś problem? - usłyszałam głos jakiegoś faceta.
  Odwróciłam się i przestałam dzwonić.
-Bawię się pana dzwonkiem.
-Słyszę. - zaśmiał się głupio. - W jakiej sprawie pani przyszła?
-Jestem dziennikarką...
-A, dziennikarze. Czyli prędko od pani się nie uwolnię.
-Jestem Emilie...
-Jansen. Piwa? - spytał otwierając drzwi. - Albo ciastka...
-Jestem tu służbowo.
-Możemy to przełożyć? - jęknął.
-Nie wkurzaj mnie. Dość stałam na tym pieprzonym słońcu, wydzwaniając piosenke Zary Larson jak jakaś kretynka.
-Co chcesz wiedzieć, Emilie, tak?
-Tak... To pan uratował chłopca?
-Dlaczego jesteśmy znów na pan?
-Bo nagrywam tę rozmowę a muszę zwracać się do ciebie jak na spotkaniu zawodowym.
-A to nie spotkanie zawodowe? - uśmiechnął się głupio.
  Wyłączyłam dyktafon.
-Cholera, gościu, współpracuj!
-Trudno mi tak na poważnie. - zaśmiał się.
-Może jednak poproszę to piwo. - warknęłam zła.
  On podał mi puszkę.
-Ale jesteś w pracy. - zauważył z tym głupim uśmiechem.
-Z wywiadem z taką osobą jak Ty nie ciężko sięgnąć po alkohol.
-Coś czuję, że masz mocną głowę. - wziął łyka piwa.
-Wręcz przeciwnie Sherlocku. - stuknęliśmy się piwami.
-To chyba dobrze?
-Nie, będę musiała wracać taksówką do domu.
-Mogę cię odwieźć.
-Nie, jesteś tylko jednym z osób do przesłuchania.
-Jesteśmy na ty...
-Z każdym przechodzę na ty by rozluźnić zawodową atmosferę.
-zawodową atmosferę? - zaśmiał się.
-Nie śmiej się!
-Czekaj, ile ty masz lat?
-Dwadzieścia na tydzień.
-Najlepszego.
-Jeszcze siedem dni i zostanę dwudziestoletnią staruchą siedzącą na nieszczęściach innych ludzi.
-Dla mnie spoko.
-Mnie to nie rusza, ale staram się angażować i rozumieć.
-Ale nie rozumiesz cierpienia innych?
-Nie. Skąd wiesz?
-Jestem Sherlockiem. - zasmialiśmy się.

  Po piwie byłam wstawiona - słaba głowa dawała o sobie znać. Tak jak powiedziałam, stanowczo zadzwoniłam po taksówkę, podziękowałam facetowi za piwo i postanowiłam, że jutro znów tu wrócę by dokończyć wywiady z tymi ludźmi i dziećmi z okolicy. Dorota nie da mi spokoju, jeśli nie napiszę o czyms innym niż felietony Singielki, które - co z tego, że są hitem internetu i blogów - po prostu ona oczekuje sensacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz