Miałam ochotę pobyć w ogrodzie. Sam na sam z moją matką nie jest dobrym pomysłem. Nie to, że jej nie lubię czy coś... ale ona narzuca cały czas mi to, bym sobie kogoś znalazła. Od dwóch lat łazi za mną jak cień i próbuje załatwić mi randki z facetem którego sama dobrze przeskanuje. Bo ja jestem tą gorszą połówką swojej siostry, tą mniej udaną. Ale ja mam to gdzieś, po prostu nie zwracam uwagi na docinki mamy i jej 'pomoc'.
Oparłam się o ścianę i wpatrywałam w nasz piękny, zadbany ogród który mama kiedyś go pielęgnowała. Ale przestała. Zatrudniła ogrodnika, nie ogrodniczkę, bo uważa, że tata mógłby ją zdradzić. Mama ma czasem takie odchyły, jest nie do wytrzymania, ale za to kochana.
Lubiłam swoją delikatność i zamiłowanie do natury. Uwielbiałam przebywać w pięknych miejscach, podziwiać widoki... Marzyłam by zwiedzić te najpiękniejsze miejsca na świecie, ale wiem, że to marzenie bardzo odległe od możliwości finansowych. Rodzice proponowali mi pożyczenie pieniędzy, ale przecież nie mogę tego zrobić. Dlatego znalazłam sobie pracę. Nie mówiłam nic rodzicom, nie chciałam zapeszać. Poza tym staram się jak mogę od jakiegoś czasu bym zapracowała sobie dobre miejsce i dostała awans... za kilka lat.
Znów wróciłam do widoku ogrodu. Napawałam się chwilą, bo zaraz wrócę do nie bardzo ładnego Los Angeles do pracy, podziwiać swoją denerwującą szefową - Dorotę.
-Emiluś! - usłyszałam mamę i jej stukające buty na obcasach. - Ach, no tak, tu jesteś... może zamiast podziwiać widoki poszłabyś na spotkania w sprawie pracy... skoro studia masz za sobą.
-Dobrze mamo. - przytaknęłam, starając się nie ukazywać swojej ignorancji. - Idę do pracy.
-Jakiej znowu pracy?
-Od miesiąca mam pracę... ale nie chciałam mówić dopóki nie znajdę na to odpowiedniego momentu...
-Czemu nic nie mówiłaś, córuś... - uśmiechnęła się momentalnie. - Ale jeszcze wiesz czego Ci brakuje do lepszego normalniejszego życia?
-No, ciekawa jestem czego... - zaśmiałam się pod nosem.
-Faceta. - odparła szybko.
Spojrzałam na nią błagając o litość.
-Mamo...
-Rozumiem, jesteś może nietypowa... jak z tobą jakiś ma iść do restauracji to musi być odważny...
-Co chcesz przez to powiedzieć? - spytałam spokojnie.
-Że robisz wiochę, to chciałam powiedzieć. - odparła dumnie.
Uniosłam brwi i otworzyłam buzię.
Milcz, nie prowadź dyskusji.
-Idę do pracy. - odparłam, wzięłam torbę i ruszyłam prosto do drzwi.
***
Weszłam do redakcji Co tam? i od razu skierowałam się do swojego miejsca przy biurku. Za mną siedział Stefan. Przerabiał zdjęcia Angeliny Jolie. Wstałam poprawiając swoje czarne, luźne spodnie i poszłam do naszego mini bufetu. Sięgnęłam po puszkę z kawą i nasypałam do kubka. Poczekałam aż woda się zagotuje, a z gotową już kawą poszłam w stronę biurka.
Położyłam kubek na biurku Stefana, przerwał przerabianie zdjęć i spojrzał się na mnie. Uśmiechnęłam się do niego.
-Dziękuję. - powiedział zdziwiony.
-A proszę. - odparłam. - Co tam, poza obrabianiem zdjęć ładnej aktorki?
-Jakoś żyję. Dorota zleciła mi zrobienie wywiadu z Tobą z tym projektantem mody który podobno wyzyskuje młode dziewczyny.
-Ale ja umawiałam się na sesje bez fotografa Stefan.
-Musisz pogadać o tym z Dorotą.
-Ona mnie nienawidzi...
-Wszystkich tu nienawidzi, to żyleta. Pracuję z nią od jakiegoś czasu a znam jeszcze dłużej... Pogadaj z nią, bo jak się dowie że z tobą nie pojechałem to zabije wszystkich w redakcji.
Przewróciłam oczami i poszłam do gabinetu Doroty.
Ona zawsze patrzy na wszystkich z nienawiścią, nigdy się nie uśmiecha. Jest wredną suką, jak ktoś jej podpadnie nie wywala z roboty, tylko zadaje więcej i więcej do odwalenia - czasem nawet papierkowa robota wchodzi w ręce tej nieszczęsnej osobie. Nigdy się jej nie bałam, ale po prostu nie mam ochoty odwalać pracy za szefową.
-Siadaj. - odparła siedząc w fotelu i pisząc coś.
-Nie mogę jechać na wywiad z Reisem z fotografem.
-A to dlaczego? - oderwała się od komputera i spojrzała na mnie.
-Ponieważ Reis sobie tego nie życzył. Zastrzegał, że spotkanie może się odbyć ale bez fotografa.
-A ja zgodziłam się dla Ciebie na ten temat pod warunkiem, że nie pogrzebiesz tym całej redakcji.
-Nie pogrzebie... wiem co robię.
-Reis to wielka szycha, jeśli chce to nas zakopie żywcem, rozumiesz? A ja nie pozwolę na takie coś swoim podwładnym.
-Podwładnym?
-Dokładnie. Słuchaj, albo z fotografem albo Singielka wyjdzie na jaw.
-Nie taka była umowa, nie zrobisz tego.
-Ależ oczywiście, że zrobię. - uśmiechnęła się złośliwie. - Mogę Ci pokazać jak szybko na naszym portalu i we wszystkich gazetach zawiśnie nagłówek, że Emilie Bennu Clarke to Singielka.
-Miałam pozostać anonimowa. - zdenerwowałam się.
-Piszesz świetne felietony, ale jeśli mnie nie posłuchasz będę musiała zerwać naszą współpracę, albo wszystko umieścić w gazetach.
-To Ty nie rozumiesz, że Reis pogrzebie Co tam? jeśli zobaczy fotografa przy moim boku?
Milczała.
Wstałam, zasunęłam za sobą krzesło i zła skierowałam się do drzwi.
-Emilie - odezwała się zanim wyszłam. - zawołaj tu jeszcze Stefana.
Bez słowa wyszłam z gabinetu i kazałam iść Stefanowi do tej żmii. Zostawiłam u niej dokumenty związane z rzekomymi plotkami co do Tomasa Reisa. Wróciłam tam i przeprosiłam, że przeszkadzam.
Stefan był rozwalony na krzesłach, pokazywał jej, że ma ją w dupie. Nienawidzili się nawzajem, obydwoje zawsze pokazywali swoją nienawiść do siebie w różne dziecinne nawet sposoby. Stefan był w porządku dla każdego, ale nie dla niej.
-Co niby mam z tym zrobić? Kazać jej żeby udzieliła mi pozwolenie jak pójście z nią? - oburzył się mój przyjaciel.
Ja tylko zwinęłam notatki i wyszłam.
Kończyłam już pracę, miałam zamiar zobaczyć się z siostrą zanim zrobi się ciemno. Pakowałam teczki do torby i z gabinetu Doroty wyszedł Stefan.
-Gdzie się wybierasz? - spytał.
-Do domu... mam dość na dziś. A jak poszło z Dorotą?
-Nie idę z tobą.
-Przystała na to? - zdziwiłam się.
-Nie, ale powiedziałem że nigdzie nie idę. Jeśli ma pogrzebać redakcję, a ona tego nie rozumie, to jej sprawa.
-Jest co prawda szefową...
-I suką. - dopowiedział za mnie.
-Nie mów tak...
-Przepraszam aniołku. - uśmiechnął się i patrzył mi w oczy.
-A jak z Sylvią Ci się układa? - spytałam idąc z nim do windy.
-Wiesz, dobrze... niedługo ślub.
-Chcesz tego?
-Nie cywila, nie tak umawiałem się z Sylvią.
-Za dobrze cię znam. - zaśmiałam się. - Do zobaczenia.
Gdy dotarłam do domu dopadłam siostrę, która siedziała w pokoju całkiem niezadowolona. Walnęłam się obok niej na łóżku, wpatrywała się w gwiazdy, które świecą w nocy na suficie. Spojrzałam zaraz na nią.
-Hej. - uśmiechnęłam się do niej.
-Cześć...
-Co taka smutna mina? Zły dzień?
-Eryk.
-Co znowu zrobił? - przewróciłam się na brzuch i oparłam podbródek na dłoniach i patrzyłam na nią.
-Uważa, że ma prawo decydować za mnie czy mam wyjeżdżać czy nie...
-Źle robi, ale nie uważasz, że to może być dla niego trudne?
-Ale chcę sie realizować w swoich marzeniach...
-Praca jest ważna, ale pomyśl o nim... Postaw się na jego miejscu.
-Nie decydowałabym za swojego partnera!
-Myślę, że on też nie chce. Ale sądzisz, że podziałałaby prośba?
Zamilkła i zamyśliła się.
-Nie wiem...
-Gabi, kochasz go przecież. On Ciebie też, jesteście świetną parą, po co to psuć? Pójdź na kompromis, co? Nie kłóćcie się, obydwoje źle to znosicie.
-Co mam robić?
-Kompromis, mówię Ci. A teraz chodź.
-Gdzie?
-Na taras widokowy. Mają tam te dobre lody.
-Przyjechała ta lodziarka?!
-A no. - zaśmiałam się.
Siedziałysmy i gadałyśmy... przynajmniej potrafiłam rozluźnić jakoś siostrę... choć na chwilę. Kocham ją, i musiałam jakoś z nią spędzić czas... ostatnio... nie było na to czasu.
-A pamiętasz, jak tata wrzucił cię tutaj do wody jak miałyśmy sześć lat? Zobaczyłaś żabę i myslałaś, że to potwór z twojej szafy. - zaśmiała się Gabi.
-A no pamiętam! - uśmiechnęłam się.
-Albo jak przyprowadziłaś tego szczeniaka do domu? Mama tak zbielała, że babcia się z niej śmiała.
-Babcia ostatnio z kimś się spotyka! - wykrzyczała Gabi przypominając sobie.
-Co ty?
-No!
Babcia była bardziej doświadczona w związkach niż ja i nawet teraz kogoś ma. Ona zawsze uwielbiała się wygłupiać, spotykać z ludźmi, prowadzić życie towarzystkie... była odbiciem lustrzanym mamy. Ale wiedziałam z Gabi, że zawsze można było z nia pogadać. Gdy pierwszy raz przyprowadziłam chłopaka do domu w wieku piętnastu lat, a nie chciałam go widzieć, babcia udawała że jest chora psychicznie i przyszła z tortem do pokoju i wymachiwała nożem w jedną i druga stronę... rodzina wariatów...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz